Wyróżnione

O zapomnianych bohaterach walk o Niepodległość Polski w 100-lecie odzyskania Niepodległości.

Do przedstawienia tego wspomnienia skłoniły mnie poniższa odezwa i tekst o zapomnianym chyba młodym człowieku Józefie Dyrce z Łukowej, który oddał swe życie w walce o polskość i  wolność Lwowa w 1918 roku.

 

Do szeregów !

Potowa miasta jeszcze dotąd jęczy pod straszliwymi rządami okrutnej, rozpasanej żołdackiej czerni. Nasi naj­bliżsi po tamtej stronie Lwowa, cierpiąc głód i niesłychany terror, ciągle jeszcze z dnia na dzień nadaremnie czekają wybawienia od hajdamackiej niewoli. Uratowaliśmy już od niej dziesiątki tysięcy mieszkańców, zorganizowaliśmy się
i zebrali środki do walki, jakich nie mieliśmy w pierwszych dniach po dokonaniu brutalnego ukraińskiego gwałtu. Ale dzieło nasze jeszcze nie skończone. Za nami dopiero połowa spełnionego obowiązku; decydujący bój przed nami. Dzień walki rozstrzygającej już bliski; pomnijmy, że od jej wyniku zawisła cała przyszłość nasza
i rodzin naszych. Albo zbierzemy raz wreszcie te siły, jakie są niezbędne, by dopełnić całkowitego zwycięstwa, albo przelana dotąd krew pójdzie na marne.

Polska pamięta o nas, wysuniętej na kresy swojej przedniej placówce; ona nas nie zdradzi i nie opuści! Jednak za naszą własną wolność, nasze życie i naszą przyszłość spokojną my sami przede wszystkiem winniśmy pójść do boju. Gdy wszyscy staniemy
w szeregu, zwycięstwo musi być nasze.

Polacy! W takiej chwili nikomu z nas nie wolno usuwać się od spełnienia obywatelskiego obowiązku. Kto tylko zdolny jest karabin dzierżyć w ręku, natychmiast do szeregu! Wszyscy bez wyjątku!

Kto Polak – do broni!

Lwów, dnia 12. listopada 1918.                                      Naczelna Komenda Wojsk Polskich.                                                                                                                    we Lwowie.

Odezwa powyższa wystosowana została do narodu Polskiego w związku z działaniami wojennymi, jakie podjęły wobec Polski oddziały ukraińskie – „Strzelcy Siczowi” wraz
z bojówkami ukraińskimi. 1 listopada 1918 jeszcze w trakcie działań wojennych  I wojny światowej Ukraińcy przejęli we Lwowie znaczną część urzędów i ogłosili powstanie Zachodnio- Ukraińskiej Republiki Ludowej.

Ludność polska nie została bierna i podjęła działania zmierzające do odzyskania miasta
i wyparcia sił ukraińskich z jego terytorium.  Walki uliczne w mieście trwały kilkanaście dni i były wspierane przez oddziały odrodzonego Wojska Polskiego i nazywane zostały „Obroną Lwowa”. Ostatecznie Lwów oswobodzony został 22 listopada 1918 roku. Jednak siły ukraińskie z ZURL kontrolowały tereny wokół Lwowa. Wielu obrońców Lwowa i jego polskości oddało życie, szczególnie dużo wśród poległych było młodych ludzi. Obrońcy Lwowa pochowani zostali na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.

Orlęta II

Orlęta — kopia

Wśród tych mogił jest również podobno mogiła bohatera. o którym pisze  Tomasz Matczyński[1].

„Ziemia Lubelska”   9 stycznia 1920 roku

Z życia Województwa Lubelskiego. Wieści z Biłgorajskiego

„Wspomnienie o bohaterze”

Korespondencja własna „Ziemi Lubelskiej”

Wspomnienie o Józefie Dyrce opracował Tomasz Matczyński.

Piszą z Biłgorajskiej ziemi ze wsi Łukowa, kędy płynie Tanew, ta Tanew, nad brzegami której stał podwójny rząd potężnych armji, najpotężniejszych jakie świat kiedykolwiek widział i które  tam walczyły całemi tygodniami, to też te walki bezustanne i przemarsze miljonowych armji zniszczyły dorobek wieków; to ziemia Biłgorajska, sama zresztą z siebie jest uboga, do dnia dzisiejszego  jest nie obsiana jak należy, ale zroszona krwią, bratnią pokryta mogiłami i krzyżami, żelazem i kulami. Liczne wioski i dwory zamienione w zgliszcza.

Do spalonych wiosek z tęsknotą powracają wygnańcy i zastają ziemie nieobsiane, bez budynków i dachu nad głową, sami zaś wyglądają nędznie, istne szkielety; przychodzą z nadzieją odżywienia się, a niestety zastają głód i chłód; choroby już swoje zrobiły i robią dalej, a żadna opieka lekarska, od chorób zakaźnych nie uchroni ich.                                      Powiat Biłgorajski nigdy siebie nie mógł wyżywić, a cóż dopiero kiedy urodzaj nie dopisał, a kartofle, ten najważniejszy produkt słaby wydały plon, w części pozostały zmarznięte w ziemi. Wysiłki Starostwa i władz aprowizacyjnych, pomimo całej ich troskliwości, energji,  próśb i odezw nic nie zdziałają, bo z próżnego nikt nie naleje; słowem ratunku i to ratunku natychmiastowego na to potrzeba: chleba dla głodnych i jeszcze raz chleba!

Smutnie się u nas przedstawia oświata.

Lud, na ogół biorąc jest ciemny.

Natomiast jest faktem pocieszającym, iż obecnie młodzież garnie się do nauki, szkoły są przepełnione, nauczycielstwo pracuje nad siły, w najfatalniejszych warunkach w szczuplutkich pomieszczeniach, Kółko Rolnicze, pod światłem kierunkiem Instruktora p. Piaseckiego rozwija się, i robi postępy; kółkowicze już doceniają wartość i znaczenie kółek. Sklep spółkowy prosperuje świetnie, duszą taj kooperatywy jest miejscowy nauczyciel p. Chojno i gospodarz Polucha.

Jak zaznaczyłem lud nasz jest ciemny, ale i w tym ciemnym ludzie, znajdują się jednak rodziny światłe, żyjące pod dewizą: – „Bóg i Ojczyzna”. Do takich to rodzin bez zaprzeczenia należy powszechnie u nas szanowana rodzina włościańska Dyrków, znana z dziada pradziada jako rodzina czysta, nieskazitelnie uczciwa, uczynna, przykładnie zgodna i pracowita. To też i Bóg tej rodzinie błogosławił w dostatkach.

Obszerniej chcę pomówić o śp. Józefie syna Błażeja Dyrki, włościanina 10 morgowej osady ze wsi Łukowa.

Śp. Józef ukończył wzorowo przed kilku laty wiejską szkółkę, pod kierunkiem miejscowego nauczyciela p. K. Chojki. Ojciec widząc, że mały chłopczyna garnie się chętnie do nauki i sam prosi  o dalsze kształcenie go, postanawia, choć to po nad możność, uczyć małego Józika i oddać do szkół galicyjskich, nie zaś do rosyjskich, bo pragnie syna wychować w duchu polskim.

Mały Józik uradowany postanowieniem ojca, dostaje program i książki szkół galicyjskich i po pół roku mozolnej pracy zdaje do II klasy gimnazjum Jarosławskiego; nauki idą mu świetnie, profesorowie stawiają go za przykład, koledzy kochają serdecznie, miasto Jarosław zna małego Józika, jako niezmiernie uprzejmego i  sympatycznego młodzieńca, a wiele rokującego na przyszłość.

Śp. Józef na każde święta i wakacje zawsze przyjeżdża do rodzinnej swej wioski Łukowy i w tym czasie pracuje między wiejską młodzieżą rozwijając w niej ducha narodowego, urządza w domu ojca, lub na wycieczkach zebrania i pogadanki, a wszystko pod wzniosłymi hasłami, słowem stara się szlachetnie urobić dusze wieśniacze i praca nie idzie na marne, tak dochodzi do klasy VII-, gdy właśnie w miesiącu listopadzie 1918 r. hajdamacy napadają na Lwów.                                                                                              Wówczas 18 letni młodzieniec  śp. Józef zjawia się w rodzinnej swej wsi i nawołuje ochotników do obrony Lwowa. W pewien dzień listopada 1918 r. przed miejscowym kościołem  po sumie, po pierwszym gorącym przemówieniu, a przemówienie to trwało sporo czasu zapytuje:

 -„kto idzie ze mną„.

Cisza grobowa dokoła śp. Józef zbladł, oczy łez miał pełne. Lecz z zachowania się śp. Józefa widzę, że zachęcać jeszcze będzie. Po chwili słyszę:

„Przyjaciele, koledzy lat dziecinnych”, czyż Was nie uczyłem co Polak powinien kochać, co bronić, kogo nienawidzieć. Kto w Boga wierzy za mną” i oto z tysięcznej gromady występują ci, do których teraz się zwracał,: pierwszy A Kopciuch, bracia Czaparowscy i in. ogółem do 20.

Nie zawiodłem się na Was, prawi śp. Józef, dziękuję Wam; jutro o świcie wyjeżdżamy i, do piszącego zaś w te słowa odzywa się,  ze zwykłą sobie uprzejmością: „Proszę o konie dla nas”. Raniutko dnia następnego wyjechali.

Nie mam odpowiednio silnych słów, abym dostatnio określił tę duszę szlachetną, co tak ziemię swoją umiłowała. Przyjechawszy ze swymi kolegami uczniami ochotnikami do Jarosławia, śp. Józef oddaje ich w ręce doświadczone, dla odbycia krótkich ćwiczeń.

Sam zaś chwyta za oręż, bo Polska w niebezpieczeństwie i w pierwszych rzędach walczy nieustraszony; kula przeszywa serce, to wielkie serce, co tak miłowało Ojczyznę.

Śp. Józef Dyrka przeszedł przez to krótkie życie jako światło jasne, oddał Ojczyźnie swoje młodociane życie, gorące serce, swego ducha, swój trud, a umarł z bronią w ręku, broniąc tego, co najwięcej miłował.

Postać Jego opromieni u nas legendą.

Poległ śmiercią bohaterską dnia 21 listopada 1918 r. w obronie granic Polski, w bitwie pod Snopkowem, broniąc miasta Lwowa. Tak zginął syn chłopa z ziemi Biłgorajskiej.

Cześć prochom śp.  Józefa, cześć Jego pamięci!.

O jakiż to straszny cios, dla strapionego Ojca, jakiż jednak zaszczyt wychować tak pięknie swoje dziecko, jakaż chluba mieć takiego syna —„Bogu i Ojczyźnie oddałem swoje dziecko” są to słowa, wypowiedziane przez Ojca w dniu nabożeństwa żałobnego.

Miasto Jarosław uczciło tę bohaterską śmierć przez odprawienie patriotycznych nabożeństw, a następnie ufundowało wieczyste stypendjum im. Józefa Dyrki, z którego już korzysta najmłodszy brat śp. Józefa.

Kiedy doszła do nas ta smutna wiadomość, zamówiliśmy wspaniałe żałobne nabożeństwo, odprawione bezinteresownie przez miejscowe duchowieństwo.

Świątynia była przybrana zielenią, trumna na katafalku kwieciem spowita, udekorowana białemi orłami i sztandarami, delegowani żołnierze pełnili honorową służbę, W czasie mszy żałobnej były dane trzykrotne salwy; dziatwa odśpiewała rotę Konopnickiej, świątynia była wypełniona po brzegi.

W rocznicę śmierci, to jest dnia 21 listopada 1919 na życzenie ojca, zostało odprawione skromne nabożeństwo.

W dniu tym mieszkańcy wsi Łukowy postanowili złożyć hołd temu jednemu z najlepszych synów Ojczyzny, przez wmurowanie pamiątkowej tablicy miejscowym kościele. Składki na ten ceł przyjmuje miejscowy komitet i Związek Kółek Rolniczych w Biłgoraju.

A cóż się dzieje z uczniami ochotnikami! śp. Józefa? Po dzień dzisiejszy walczą z nieprzyjacielem; walczą mężnie na chwalę Ojczyzny;  kilku z nich zostało podoficerami.

Tomasz Matczyński[2].

Odwiedziłem  kościół w Łukowej z nadzieją, że sfotografuję umieszczoną w nim tablicę poświęconą   młodemu bohaterowi  Józefowi Dyrce, który oddał życie za Ojczyznę. Ale okazało się, że Tomasz Matczyński i mieszkańcy Łukowej bardzo szybko zapomnieli  o bohaterskim synu tej ziemi. Może w stulecie odzyskania Niepodległości  władze Gminy Łukowa upamiętnią tego  bohaterskiego człowieka, o którym tak szybko zapomniano?.  Andrzej Burlewicz

[1] Taką informację przekazał mi ks. Proboszcz z Łukowej. Kiedy byłem na tym cmentarzu w 2010 roku nie była mi znana historia młodego bohatera Józefa Dyrki z Łukowej, może udałoby mi się odnaleźć jego grób.

[2] Matczyński Tomasz ziemianin dzierżawca majątku  Łukowa. Majątek ziemski w 1930 r. liczył 483 ha, należał do Tomasza Matczyńskiego. zaś jego bracia Marek –Chmielek, a Marian – Szarajówka. http://ziemianie.pamiec.pl/pl/majatki/lu.html.

 

 

Reklamy

120 rocznica powstania Chóru Frampolskiego

W roku 2018 przypadają dwie ważne rocznice w życiu Frampola:

120 lecie powstania chóru parafialnego we Frampolu.

140 rocznica  benedykcji  kościoła parafialnego wybudowanego w lata 1873-1878 :

-„Po pięciu latach prac budowlanych w uroczystość św. Marcina 11 listopada 1878 roku miała miejsce podniosła uroczystość „benedykcja” – błogosławieństwo nowego kościoła. Poświęcenia kościoła dokonał ks. dziekan Andrzej Karnicki„.

 

Chór Parafialny przy kościele pod wezwaniem  Matki Boskiej Szkaplerznej i  św. Jana Nepomucena we Frampolu.

Jako wnuk jednej z pierwszych chórzystek Malwiny Burlewicz z domu Maciurzyńska
w 110 lecie jego założenia zacząłem gromadzić materiały i różne wiadomości związane  z powstaniem chóru jak i jego działalności i składów osobowych w całym okresie jego istnienia i był najstarszą organizacją zrzeszających ludzi z Frampola.                                      W roku 2018 mija 120 lat od jego założenia. Chcę uwiecznić pamięć o tych ludzi, którzy współtworzyli chór w okresie jego istnienia i tych, którzy po nas będą interesowali się historią Frampola, instytucji i organizacji społecznych, jakie we Frampolu działały, a szczególnie chóru. Oprócz mojej babci w pierwszych latach jego działalności aktywnie uczestniczyli bracia dziadka Leona, a szwagrowie Malwiny Hieronim i Jan Burlewiczowie.

Być może, że wymieniony w opracowaniu wydanym z okazji 100-lecia Wąsek Józef to mój pradziadek. Ale nie tylko to było inspiracją do tego, że chcę coś o chórze napisać. Chcę ocalić od zapomnienia nazwiska tych, którzy nie szczędząc czasu i sił zbierali się często po ciężkiej pracy, aby doskonalić swój śpiew i uświetniać uroczystości kościelne, rozsławiać Frampol poprzez udział w przeglądach chór, jakie na pewno również dawniej się odbywały.

Według zapisów zawartych w „Kronice Parafialnej”, „ Chór Kościelny”, jako chór 4-ro głosowy we Frampolu utworzony został w 1898 roku przez ówczesnego księdza proboszcza Józefa Żyszkiewicza i Michała Kochańskiego – organistę, który pracował w parafii w tym czasie.

 Józef Żyszkiewicz

  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1865 – 1944

Józef Żyszkiewicz urodził się w Urzędowie 10 marca 1865 roku. Był synem Tomasza i Anny z Gajeskich  małżonków Żyszkiewiczów mieszczan Urzędowskich.  Wyświęcony został na kapłana w 1889 roku. Ks. Żyszkiewicz w miesiącu czerwcu 1893 roku za zgodą władz Moskiewskich mianowany został wikariuszem filialnym we Frampolu, poprzednio pracował w Kijanach. Nowy wikary filialny zastał parafię z nowo wybudowanym kościołem, ale zaniedbaną moralnie, ponieważ Ks. Krauze skupiwszy się na budowie nie miał czasu na działalność czysto duszpasterską. Dla tego ksiądz Żyszkiewicz wszystkie swe siły skierował na pracę duszpasterską, a w szczególności leżało mu na sercu podniesienie moralne parafii, pracował w parafii 5 lat od czerwca 1893 do 20.04.1898,  to jest do czasu wydalenia Go z parafii przez władze carskie za organizowanie stowarzyszeń „wywrotowych”, zawieszony w obowiązkach z obowiązkiem przymusowego zamieszkania w Lublinie, a pięciu mieszkańców za współpracę z księdzem zesłanych zostaje na trzy lata do Odessy, byli to: Stanisław Miazga, Jan Miazga, Erazm Miazga, Serafin Miazga i Aleksander Kość . Ksiądz Żyszkiewicz założył chór przy kościele parafialnym. Ksiądz Żyszkiewicz z Lublina udał się do Mełgwi koło Świdnika, gdzie pracował przez 43 lata, jako proboszcz tamtejszej parafii.

Ksiądz proboszcz Józef Żyszkiewicz i organista Michał Kochański, podjęli się trudu utworzenia chóru frampolskiego w roku 1898, który działa do chwili obecnej.

Michał Kochański

Kopia Kochański

 Michał Kochański w parafii frampolskiej pracował 3 lata, był również organistą w parafii u franciszkanów w Puszczy Solskiej.

Bardzo duże zasługi dla rozwoju chóru miał proboszcz Antoni Sadłowski, który sprawował posługę kapłańską we Frampolu od 8 lutego 1899 roku do 17 czerwca 1920 roku. Organiści pracujący w parafii Frampol Zanim przejdę do pisania o chórze, chcę napisać kilka słów o organistach, którzy pracowali  w kościele filialnym parafii radzięckiej we Frampolu. Pisząc o Frampolu, jako mieście prywatnym analizując dokumenty udało mi się ustalić nazwiska kilku organistów, którzy pracowali w kościele filialnym we Frampolu przed powstaniem w pełni samodzielnej parafii:

–  W roku 1813 20 października zmarł we Frampolu  organista Franciszek Budkowski,        który pochodzi z Janowa. Miał 62 lata, mieszkał w domu plebańskim pod  numerem       108 przy ulicy Północnej.                                                                                                                   –   W roku 1833 organistą był Kazimierz Romański. Kazimierz Romański był organistą         Frampolskim kilka lat, a wynika to z zapisów w księdze urodzonych z roku 1833, kiedy    to ochrzczona   została córka Kazimierza i jego pierwszej żony Magdaleny z                Tokarzewskich – Franciszka Aleksandra oraz  zapisu w księdze zawartych małżeństw   z  roku 1839, kiedy to zawarł związek małżeński 40-to  letni wdowiec Kazimierz, z             Katarzyną Lisowską wdową.                                                                                                                –   W roku 1854 zawiadomienie o śmierci Pulcherii z Wisłockich Puchałowej składał,        organista Walenty Brzóz.                                                                                                                      – W roku 1856 zawiadomienie o śmieci Karola Wisłockiego byłego właściciela Frampola złożył   Aleksander Kość – organista,                                                                                                –  Ostatnim organistą przed powstaniem chóru był Serafin Miazga. Niżej wymienieni organiści pracowali w naszej parafii:

1           Michał Kochański                      1896-1899            3 lata                                                        2           Antoni Anusiewicz                    1899-1902              3 lata                                                      3           Antoni Stęgierski                       1902-1903              1 rok                                                      4           Teofil Podobiński                       1903-1904            1 rok                                                        5           Piotr Podobiński                         1904-1908            4 lata                                                      6           Józef Simbirowicz                      1908-1909           1 rok                                                        7           Adam Chróścicki                         1909-1911           2 lata                                                        8         Piotr Podobiński drugi raz         1911-1926           15 lat                                                        9         Władysław Szawaryn                1926-1926             6 m-cy                                                  10       Józef  Simbirowicz drugi raz    1926-1927                  1 rok                                                11       Józef Czerwieniec                         1927-1947              20 lat,                                                    12      Edmund Borzęcki                          1947-1953                 6 lat                                                    13     Józef Żyszkiewiczkiewicz             1953-1961                 8 lat                                                    14     Jan Cichocki                                    1961-1965                4 lat                                                    15     Zygmunt Królik                             1965-1968                3 lat                                                  16     Tomasz Koper                                1968-1988               20 lat                                                17      Piotr Koper                                      1988-1994                  6 lat                                                  18      Tomasz Zawisza                            1994-1995                  6m-cy                                            19      Zbigniew Wnuk                             1995-1996                 1 rok                                              20      Grzegorz Stręciwilk                       1996-1997                  1 rok                                              21     Zbigniew Wnuk                                1997-2012               5 lat                                                  22      Ireneusz Sajnaj                                 2012

 

 Skład chóru w początkach jego istnienia .                                                                                    Mężczyźni: – Franciszek Dubiel, Serafin Miazga, Lucjan Miazga, Paulin Sobczak, Leon Oszust, Stanisław Oszustowicz, Teofil Wąsek, Konstanty Małysz, Józef Wąsek, Leonard Oszust, Jan Oszust, Fabian Zalewa, Stanisław Miazga s. Jana, Jacenty Oszust, Stanisław Dudek, Teofil Krawczyk, Paulin Oszust, Ksawery Piasecki, Marcin Łaźniak, Franciszek Wąsek, Antoni Marchewka, Leonard Wach, Ksawery Dudek, Wiktor Brzóz, Hieronim Burlewicz, Stanisław Zalewa, Jan Burlewicz, Jan Gabryszewski.                                   Kobiety: – Pulcheria Miazga, Stanisława Filipowicz, Bronisława Filipowicz, Paulina Marchewka, Paulina Filipowicz, Natalia Dudek, Salomea Kłos, Malwina Burlewicz , Bronisława Zalewa, Weronika Maciąg, Maria Bełkowska, Helena Wąsek, Maria Oszust, Paulina Piasecka, Weronika Brzóz.

Skład chóru w początkach jego istnienia przedstawiłem korzystają z opracowania wydanego w 100-lecie istnienia chóru.

Istnienie chóru, jego, jakość w bardzo dużej mierze zależała od tego, jakie warunki miał stworzone przez gospodarza parafii proboszcza oraz od organisty, jego zaangażowania, umiejętności i chęci uczenia śpiewu ludzi, którzy oprócz głosu niewiele więcej potrafili w śpiewaniu chóralnym.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Piotr Podobiński podjął pracę organisty w wieku 19 lat w roku 1904. Mimo tak młodego wieku wykazał duże zdolności muzyczne i zainteresowanie teorią i praktyczną nauką śpiewu chóralnego. Proboszcz ks. Antoni Sadłowski widząc i doceniając zdolności i zaangażowanie w pracy młodego organisty, skierował go do Konserwatorium w Warszawie. Piotr Podobiński wyjeżdża na studia w roku 1908, aby po ich ukończeniu i odbyciu służby wojskowej wrócić do Frampola w roku 1911. Praca młodego, energicznego, wykształconego i znającego swój fach organisty przynosi efekty.  Chór zwiększa swoją liczebność do około 60 stale uczestniczących w próbach chórzystów. Zwiększa się repertuar śpiewanych mszy 23, nieszporów, a trzeba pamiętać, że w obrządu nabożeństw używany był język łaciński.  Oprócz pieśni kościelnych chór śpiewał również pieśni i piosenki świeckie. Przy tak szerokim repertuarze chór chętnie był widziany na różnych uroczystościach kościelnych i świeckich organizowanych w okolicznych parafiach i  miejscowościach.

Skanuj09-02-09 1737

Zdjęcie powyższe, na którym znajdują się członkowie chóru Frampolskiego otrzymałem od Leszka Roga – wnuka wieloletniego (43 lat) organisty w Radzięcinie pana Adama Olekszyka. Zdjęcie wykonane po zachodniej stronie frampolskiego kościoła parafialnego. Na tym zdjęciu na pewno jest organista Piotr Podobiński, koło niego siedzi poniżej Stanisław Miazga. Koło fisharmonii siedzi Franciszek Dubiel, ojciec księdza Aleksandra Dubiela, który zginął prawdopodobnie w Ostaszkowie.  W prawym górnym rogu Leonard Wach, Klementyna Filipowicz, Jan Jasielski. Jest prawdopodobnie na tym zdjęciu i moja babcia Malwina, ale niestety nie mogę rozpoznać jej ani nikogo więcej. Jest to chyba najstarsze zdjęcie członków chóru Frampolskiego.

Na tym zdjęciu, które wykonano być może z okazji 25 lecia istnienia chóru,  wykonanym przed rokiem 1926 znajdują się chórzyści z początku jego istnienia, ale na pewno są na nim i ich następcy, którzy przystąpili do niego w latach późniejszych.

Z inicjatywy Piotra Podobińskiego po zakończeniu działań wojennych w roku 1918 założona została orkiestra strażacko-kościelna, której został kapelmistrzem i która przetrwała przez następne 21 lat do wybuchu II wojny światowej, uległa wtedy spaleniu większość posiadanych instrumentów muzycznych.

Orkiestra Frampolska około roku 1920

Piotr Podobiński opuszcza Frampol w roku 1926 i udaje się do pracy w Lublinie. Jego związek z Frampolem i chórem frampolskim nie urywa się, nadal utrzymuję kontakty  z ludźmi, z którymi żył i pracował przez tyle lat.

Po Piotrze Podobińskim organistą we Frampolu krótko jest Władysław Szawaryn i Piotr Simbirowicz. Sprawują swoje obowiązki do lipca 1927 roku.

Józef Czerwiński – Czerwieniec.

J Czerwiniec

Józef Czerwieniec, bo częściej używał tego nazwiska urodził się  16 października 1881 w Kurowie. W latach 1896-1900 uczęszczał do szkoły muzycznej – organistowskiej  w Lublinie z uprawnieniami do prowadzenia chórów i zespołów śpiewaczych. Będąc jeszcze w szkole podejmuje pracę organisty w parafii w Siennicy Różanej w powiecie Krasnostawskim. 24 czerwca 1927 roku Józef Czerwieniec podejmuje zaoferowaną mu pracę organisty w parafii we Frampolu. Dla mnie piszącego o nowym organiście, który przybył do Frampola ważne jest to, że jego przybycie do Frampola nastąpiło na kilka dni przed dwoma uroczystościami rodzinnymi to jest 50-cio leciem pożycia małżeńskiego pradziadków Andrzeja Maciurzyńskiego z Marianną z Oleszków oraz mszą prymicyjną mojego stryjka Adolfa Burlewicza. Uroczystości te miały miejsce w pierwszą niedzielę lipca 1927 roku. Nowy organista łączy swoją działalność z Katolickim Stowarzyszeniem Młodzieży Żeńskiej  i Męskiej organizacją, która w tym czasie organizuje się przy miejscowej parafii. Czerwieniec odmłodził istniejący czterogłosowy chór i utworzył jednocześnie chór żeński. Członkowie męskiej części organizacji KSM szkolą się w grze na instrumentach dętych i stanowić będą w krótkim czasie zaplecze miejscowej strażackiej orkiestry. Skład chóru pod koniec lat trzydziestych XX wieku.

Chór w latach 30-tych

Mężczyźni: od lewej Mazurek Franciszek, Krawczyk Bolesław, Ciekanowski Teofil, Kras Stanisław, Dudek Alfons, Wach Jan, Zalewa Stanisław – kościelny, Karczmarzyk Wiktor, Oszust Tadeusz s. Mikołaja, Dubiel Leonard.         Chórzystki: stoją od lewej – Miazga Maria c. Leona, Jasielska Leokadia, Wąsek Aleksandra, Krawczykiewicz Maria, Wąsek Maria, Jasińska Aleksandra c. Marcina, Małyszek Władysława, Gabryszewska Maria – Zalewa c. Karola, Maria Miazgowa c. Mikołaja. Filipowicz Franciszka – Sajowa, Marchewka Klementyna, Teresa Kość,                                                                                              Siedzą: Wanda Miazgowa, Oszust Sabina, Oszust Maria, Ks. Józef Paczos, organista Józef Czerwieniec, Oszust Feliksa, Kapica Sabina – Maciurzyńska.                                                      Na ziemi siedzą: Ciekanowska Wanda, Filipowicz Bronisława, chłopiec NN, Aleksandra Jasińska c. Paulina – Górska, Dudek Klementyna oraz syn organisty Jerzy Czerwiński – Zdzisław Czerwieniec.

KSK z organistą

Jak już pisałem Józef Czerwieniec podjął pracę we Frampolu 24 czerwca 1927 roku.  Z zamieszczonego zdjęcia widać, że skład jego stanowią ludzie młodzi. Zdjęcie wykonane  w latach 1927-1930, w czasie, gdy we Frampolu wikarym był ks. Józef Paczos.  Na zdjęciu od prawej: pierwszy rząd- Maria Karczmarzyk, Janina Wąsek-Dubiel, NN, drugi rząd: Helena Filipowicz, Oleniowa, Franciszka Saj, Józef Czerwieniec, NN, Filipowicz c. Adama , NN. Trzeci rząd Leokadia Ciekanowska, NN, Leokadia Karczmarzyk, Sabina Kapica-Maciurzyńska, NN, Maria Miazga – Deruś, Wanda Ciekanowska, Klementyna Oszust – Piasecka, NN, NN, NN, NN, dużo tych NN, a co będzie po latach. Trzeba robić wszystko, aby pamięć o tych, którzy byli wśród nas, a odeszli trwała w naszej pamięci jak najdłużej. Na zdjęciu Józef Czerwieniec w mundurze kapelmistrza orkiestry strażackiej, zdjęcie z lat 30-tych XX wieku. W okresie trzech pierwszych lat pracy w parafii Józefa Czerwieńca do roku 1930, dzięki wytężonej pracy i zaangażowaniu młodych Frampolan odmłodzono chór czterogłosowy, odmłodzono i powiększono orkiestrę, wyposażono ją w nowe zakupione w Warszawie instrumenty. Chór w latach trzydziestych bierze udział w konkursach chórów kościelnych organizowanych w Lublinie, a orkiestra dęta rywalizuje z najlepszymi orkiestrami w okolicy. Lata wojny i okupację przeżył we Frampolu. W późniejszym okresie przy wspomnianej organizacji młodzieżowej KSM rozwija się żeński zespół teatralny.

JasełkaZespół młodych frampolanek z koła KSM – Ż podczas próby.  Po 21 latach pracy w parafii Józef Czerwieniec przestał pracować we Frampolu  i wyjechał na małą parafię Blinów koło Kraśnika. Umiera w wieku 79 lat 30 czerwca 1960 roku. Spoczął na Frampolskim cmentarzu obok swej żony.

 

Edmund Borzęcki.

Edmund Borzęcki

Edmund Borzęcki był organistą we Frampolu w latach 1947- 1953 w trudnych latach powojennych, w okresie odbudowy Frampola ze zniszczeń wojennych. Mieszkańcy Frampola, a szczególnie część młodzieży, tej bardziej zaangażowanej w życiu społecznym skupiła się przy młodym wówczas organiście, który z energią zabrał się do swej pracy  i reaktywowania z dużymi już tradycjami chóru kościelnego. Skupił dużą grupę przedwojennych chórzystów i nowych adeptów, miłośników śpiewu chóralnego. Edmund Borzęcki wzorem swoich poprzedników włączył się w życie społeczności Frampola. Współorganizuje zespół teatralny, współpracuje z miejscową Strażą Pożarną. Pod jego kierownictwem szybko rozrasta się chór i wzbogaca swój repertuar. Chór pod jego kierownictwem występuje na uroczystościach kościelnych i imprezach świeckich nie tylko we Frampolu i pobliskich parafiach, ale również w takich miejscowościach jak Biłgoraj, Lublin czy Zamość. Podczas swojego pobytu we Frampolu mieszkał w domu przy ulicy Cichej stanowiącym własność rodziny Chojnackich,  a to z tego powodu, że spalona w czasie działań wojennych organistówka nie była jeszcze odbudowana. W domu tym odbywały się również próby chóru. Borzęcki prowadził również naukę gry na instrumentach dzieci z miejscowej szkoły podstawowej. W roku 1953 opuszcza Frampol i przenosi się do Tomaszowa Lubelskiego. Mimo stosunkowo krótkiego pobytu we Frampolu chór pod jego kierownictwem szybko rozwija się pod względem artystycznym wzbogacając swój repertuar.

Chór frampolski

Zdjęcie chórzystów, którzy zbierali się w domu Jana Chojnackiego przy ulicy Janowskiej róg z Cichą, aby tam ćwiczyć swój głos. Był to początek lat 50-siątych XX wielu półwiecze istnienia chóru (dom ten został sprzedany, rozebrany i wywieziony).

Nazwiska osób uwiecznionych na zdjęciu poszczególne rzędy od prawej strony siedzą: Maria Gabryszewska, Bronisława Orlińska, Zofia Korczak, Jadwiga Oszust, Janina Chmiel, Jezierska Bogumiła, Janina Kras z córką, drugi rząd: Maria Jasielska, Stanisława Gabryszewska, Robert Marchewka, Kazimiera Filipowicz, Stanisław Miazga, Jadwiga Halska, Edmund Borzęcki – organista, Maria, Gabryszewska, Stanisław Wach, Jadwiga Wąsek, Jan Krawczyk, • trzeci rząd: Maria Filipowicz, Stanisław Olszyński, Romana Osińska, Antoni Małyszek, Helena Frelas, Stanisław Dubiel, Władysława Bełkowska, Maria Krawczykiewicz, Stanisław Krawczykiewicz, Tadeusz Saj, Jadwiga Miazga, Tadeusz Orliński, Jan Wąsek, czwarty rząd: Janina Świeżawska, Maria Chodaczyńska, Krystyna Wąsek, Irena Wąsek, Janina Zwolak, Maria Miazga, Jadwiga Ciszewska, Zygmunt Karczmarzyk, Bronisława Wąsek, Mieczysław Osmólski, Bogumiła Olszyńska, Ryszard Wąsek, ostatni rząd: Eugeniusz Miazga, Jan Dubiel, Tadeusz Jasielski, Lucjan Strzałka, Stanisław Kapica, Władysław Molenda, Ryszard Szynderski.

Józef Żyszkiewicz.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Józef Żyszkiewicz pracował, jako organista po Edmundzie Borzęckim przez 8 lat  w latach 1953 – 1961. W czasie swej pracy we Frampolu udoskonalał brzmienie chóru  i starał się utrzymać jego liczebność i skład na poziomie, jaki zastał przybywając do Frampola. Był dobrym nauczycielem i dyrygentem. Dla urozmaicenia repertuaru chóru wprowadził do jego repertuaru wiele nowych kolęd, pieśni kościelnych jak również piosenek świeckich. Widział potrzebę stałego zasilania chóru w młodych ludzi, aby poprawiać jego brzmienie i aby możliwe było utrzymanie jego działalności na lata przyszłe.

Kolejni proboszczowie i organiści starali się o to, aby frampolski chór rozwijał się  i wzbogacał swój repertuar, następował stały napływ nowych śpiewaków, ale było  i tak, że chór był zbędny, a Ci, którzy przez wiele lat nie szczędząc czasu i sił uczestniczyli  w pracach chóru powinni przestać uczęszczać na próby. Całe szczęście wszystko przemija  i nastąpił czas, że chór znów jest potrzebny i jest mile widziany na wszystkich uroczystościach parafialnych jak i na uroczystościach w innych parafiach i miejscowościach. W roku 1958 kiedy proboszczem parafii Frampol był ksiądz Jan Kozak chór obchodził swe  60-cio lecie istnienia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAKopia Chór poł.lat 70-tych

Na powyższym zdjęciu chórzyści:  Lucyna Osmólska, Jan Wąsek, Romuald Miazga, Antoni Małyszek, Stanisław Wach, Tadeusz Saj, Stanisław Miazga, Pulcheria Małyszek, Tadeusz Serocki, Stefan Zalewa, Bogumiła Jezierska, Jadwiga Oszust, Maria Jasielska, Jadwiga Wąsek, Janina Chmiel, Zygmunt Karczmarzyk, Wanda Dudek, Józef Wach, Barbara Gajór, Kazimiera Korczak, Bronisława Wąsek, Jadwiga Ciszewska, Maria Filipowicz, Maria Chodaczyńska, Kazimiera Filipowicz, Jadwiga Miazga, Stanisław Dubiel, Helena Wąsek, Bogumiła Olszyńska, Leokadia Dubiel, Janina Krawczyk, Leokadia Karczmarzyk, Leokadia Dziurżyńska, Barbara Dubiel, Władysława Zalewa, Jan Jasielski. Proboszcz ks. Jan Kozak, wikary Stanisław Chmiel, dominikanin ks. Mateusz Bogucki, organista Jan Cichocki. Zdjęcie wykonane około 1964 roku, w pracach chóru bierze udział ponad 40 osób wtedy jeszcze stosunkowo młodych nic, więc dziwnego, że odnosił sukcesy i był chętnie zapraszany na różnego rodzaju uroczystości kościelne w okolicy. Kolejni organiści, którzy pracowali z chórem parafialnym.

Jan Cichocki.

Cichocki

Jan Cichocki pracuje we Frampolu, jako organista stosunkowo krótko, bo około 4 lat w latach 1961-1965. Po nim w latach 1965-1968 pracuje jeszcze Zygmunt Królik.

 

Tomasz Koper.

Tomasz Koper 1931-1988

Tomasz Koper podejmuje pracę w parafii Frampol 22 maja 1968 i pełni obowiązki organisty przez prawie 20 lat to jest do czasu swej przedwczesnej śmierci 20 lutego 1988 roku. Zamiłowanie do muzyki Tomasz miał od dziecka. Po ukończeniu szkoły podstawowej podejmuje naukę w 6 cio letniej Szkole Muzycznej w Lublinie, którą kończy dopiero w roku 1955 to jest po 8 latach, a to z tego powodu, że w roku 1951, kiedy był w przedostatniej klasie, powołany został do odbycia zasadniczej służby wojskowej. Nie były to lata całkowicie stracone, bo w wojsku został przydzielony do dętej orkiestry pułkowej. Pomagał kapelmistrzowi w prowadzeniu czterogłosowego chóru pułkowego. Po odbyciu służby wojskowej dokończył naukę i 1956 roku otrzymał dyplom ukończenia Szkoły Muzycznej.  Tomasz Koper kochał swą pracę i był bardzo zaangażowany •w prowadzeniu chóru  i doskonaleniu jego śpiewu. Obdarzony pięknym głosem – baryton, potrafił przyciągać ludzi do pracy w chórze. Potrafił pięknie grać na organach, a gra jego na tym instrumencie sprawiała przyjemność nie tylko jemy, a w szczególności słuchaczom. Potrafił znaleźć wspólny język z ludźmi ciężko pracującymi czy to na roli czy też wykonujących inne zawody i zachęcić ich do ćwiczeń w późnych godzinach wieczornych i nocnych, bo tylko wtedy mogli znaleźć czas na próby.  Pracował nie tylko, jako organista w kościele, ale pracował również z młodzieżą prowadząc chór mieszany w Gminnym Ośrodku Kultury. Tomasz Koper umiera 20 lutego 1988 roku. Pochowany został na miejscowym cmentarzu.

Po śmierci ojca stanowisko organisty obejmuje jego syn, który łączy pracę organisty z pracą nauczyciela muzyki w Państwowej Szkole Muzycznej I –go stopnia w Biłgoraju. W szkole tej uczył przedmiotów teoretycznych i prowadził chór. Piotr Koper, bo o nim mowa studiował w Instytucie Muzykologii Kościelnej KUL oraz był członkiem chóru akademickiego. Podejmując po ojcu obowiązki organisty frampolskiego miał już praktykę w tym zawodzie, ponieważ pracował od 1981 roku, jako organista najpierw w Dzwoli, a następnie w Kocudzy. Tak jak ojciec obdarzony był pięknym głosem i umiejętnością prowadzenia chóru. W roku 1994 Piotr wyjeżdża z Frampola i obejmuje stanowisko organisty w parafii w Dobroń. Nie traci kontaktu z Frampolem i na 100-lecie jego istnienia aktywnie włącza się w organizację i w przebieg w dniu jubileuszu. 75 lecie istnienia chóru.

75-cio lecie chóru

 

 

Chór 02.09.1973-75-lecieZdjęcie wykonane z okazji 75- cio lecia chóru 2 września 1973 roku     Siedzą od lewej: ks. wikary Zeń, proboszcz Jan Kozak, wikary ks. Aleksander Szczygielski, organista Tomasz Koper. Chórzyści od prawej: pierwszy rząd: Zofia Krawczyk, Wanda Ciekanowska, Jadwiga Ciszewska, Jadwiga Miazga, Bronisława Wąsek, Leokadia Dubiel, Janina Chmiel, Jadwiga Wąsek, Pulcheria Małyszek, przed nią mały jeszcze przyszły organista Piotr Koper, drugi rząd od lewej: Stanisława Gabryszewska, Krystyna Sobczak, Jadwiga Oszust, Bogumiła Jezierska, Kazimiera Filipowicz, Bronisława Góra, Maria Chodaczyńska, Maria Filipowicz, Helena Frelas, od prawej: Stefan Zalewa, Antoni Małyszek, Stanisław Korczak, Zygmunt Karczmarzyk, Józef Wąsek, Daniela Dubiel, Stanisław Dubiel, Helena Wąsek, Maria Jasielska, Jan Kapica, Janina Krawczyk, Józef Wach, Jan Wąsek.   W 75-cio lecie swego istnienia chór nadal liczny, ale widać, że coraz starszy wiekiem swych członków. Nie widać wśród chórzystów młodych ludzi. Całe szczęście  w latach dziewięćdziesiątych do chóru coraz częściej zaczną napływać ludzie młodzi  i w wieku średnim, co umożliwi dalszą jego działalność.    Na zdjęciu podczas próby w 1998 roku: Anna Zbrońska, Maria Chodaczyńska,  Bolesław Korczak, Jadwiga Biernat, Jadwiga Cieszewska, Bronisława Góra, Bronisława Wąsek, Pulcheria Małyszek, Tadeusz Saj, Janina Chmiel, Bogumiła  Włodzisław Jasiński, Jan Wąsek.

 

Stulecie chóru frampolskiego.

100-lecuie chóru

Skład chóru w stulecie jego istnienia i ilość przepracowanych w nim lat:

Żyjący chorzyści w jego stulecie

60 lat Wanda Dudek, Kazimiera Filipowicz, Maria Jasielska,                                                        51 lat Jadwiga Biernat, Janina Chmiel, Maria Chodaczyńska, Jadwiga Cieszewska Stanisław Dubiel, Bogumiła Jezierska, Bolesław Korczak, Kazimiera Korczak, Janina Krawczyk, Jadwiga Miazga, Bogumiła Olczyńska, Jadwiga Oszust, Tadeusz Saj, Bronisława Wąsek,                                                                                                                                47 lat Leokadia Dubiel, Bronisława Góra                                                                                       45 lat, Pulcheria Małyszek                                                                                                                   40 lat, Zygmunt Wasilik 40 lat,                                                                                                  Włodzisław Jasiński 25 lat, Jan Świeżawski 23 lat.                                                              Pozostali chórzyści ze stażem od 10 lat do 1 roku w kolejności: Ewa Ficek, Anna Zbrońska, Maria Czerniak, Ryszard Filipowicz, Henryk Mazurek, Anna Dycha, Edward Kaproń, Lucyna Litwiniuk, Monika Mydlak, Anna Padiasek, Krystyna Zalewa, Ks. Jan Radziszewski, Andrzej Cichocki, Tadeusz Kowalik, Władysław Serocki, Bogusław Zalewa, Alicja Domańska, Krystyna Dycha, Urszula Gabryszewska, Marian Krawczyk, Józef Laskowski, Grzegorz Osmólski, Beata Padiasek, Monika Zalewa, Bożena Ciekanowska, Teresa Jasielska, Piotr Jasiński, Danuta Odrzywolska.

Córka organisty frampolskiego Tomasza Kopra Marta Hetman w 2001 roku pisze  i broni pracę magisterską napisaną na zakończenie swoich studiów na Akademii Świętokrzyskiej im. Jana Kochanowskiego w Kielcach. Praca magisterska, którą napisała Marta pod kierownictwem naukowym dr Marii Kaczmarskiej nosi tytuł:                                – „ Działalność chóru parafialnego we Frampolu w latach 1898-1998”, jest odzwierciedleniem dorobku chóru, zaangażowania organistów oraz większości księży proboszczów. W ostatnich latach frampolskim chórem zajmował się Włodzisław Jasiński nie, jako organista, ale społecznie szkolił chórzystów i dyrygował chórem w czasie uroczystości kościelnych we Frampolu jak również w czasie koncertów organizowanych w zaprzyjaźnionych parafiach czy przeglądów. Ponieważ praca chórzystów i dyrygenta przynosiły efekty chór chętnie był zapraszany na różnego rodzaju uroczystości czy imprezy nie tylko kościelne.

Chór Frampolski w 120-lecie swego istnienia.

W dniu dzisiejszym 15 lipca 2018 roku w kościele parafialnym we Frampolu odprawiona została uroczysta suma z okazji dorocznego odpustu poświęconego Matce Bożej Szkaplerznej  oraz 120 rocznicy powstania chóru parafialnego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Polska Organizacja Wojskowa we Frampolu cz.VII i ostatnia

Kończę przedstawianie sylwetek ludzi z Frampola, który w ten czy inny sposób,  większym, czy mniejszym stopniu przyczynili się, swoją działalnością w Polskiej Organizacji Wojskowej do odzyskania Niepodległości. Chciałbym, aby przyszłe pokolenia Frampolaków pamiętały o tych ludziach.

Społeczeństwo Frampola i okolicznych wniosek  na pamiątkę odzyskania Niepodległości postawiło pomnik w miejscu,  w którym stał pomnik poświęcony carowi Aleksandra II – Pomnik Wdzięczności[1].

Na tablicy zamieszczony został następujący napis:

-„Na większą chwałę Serca Pana Jezusa i na pamiątkę odzyskania Ojczyzny. Wzywał Cię naród wzywał Cię lud, gdy mu dokuczał wolności głód, zdobywszy wolność perłę wszech cnót będzie Cię sławił nasz Polski lud. Parafianie frampolscy z wiosek i miasta. 1918″.

Przed tym pomnikiem tak,  jak przed wojną teraz i dzisiaj odbywają się uroczystości z okazji świąt państwowych.

Pomnik wdzięczności 

Warta przy pomniku 12.05.1936 

 Zdjęcia powyższe wykonane zostały w roku 1935 – śmierć Józefa Piłsudskiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 Oprócz wiadomości, które zawarte były w dokumentach, których skany otrzymałem od pana Zenona Baranowskiego starałem się dodać ze swej strony inne informacje, bądź uzupełnić zdjęciami osób o których pisałem. Nie zawsze zdołałem ustalić powiązania rodzinne osób, jak np. Stanisława Oszusta, nie zdołałem nic ustalić, a to między innymi z tego względu, że ludzi o nazwisku „Oszust”, „Oszustowicz” było bardzo dużo, z tego powodu, po wojnie pozmieniali swoje nazwiska. Przedtem posługiwano się dla ich rozróżnienia na podstawie przydomków – „Stachunio, Kulawy Antek, Siemiczka”, Tadzik Kościów, Kręcony Franek itp.”.

 

 

 Dubiel Franciszek

Franciszek Dubiel

1872-1942

Syn Józefa i Tekli z Banasikowskich małżonków Dubielów.

Niestety niewiele mogę napisać o Franciszku Dubielu i jego działalności w P.O.W. ponieważ jego dokumentów związanych z ubieganiem się o Medal Niepodległości nie widziałem, za to przedstawiam kserokopie dokumentów związanych z jego nadaniem, które zachowały się w zbiorach potomków z tej rodziny.

O dwóch jego synach pisałem: – o Aleksandrze- księdzu,  w roku 2010 na – bilgorajska.com.pl.

Ksiądz Aleksander Dubiel zginął w nieustalonym do tej pory miejscu na terenie Rosji. Jako jeniec radziecki przebywał początkowo w Kozielsku, o czym świadczy list, jaki napisał do swoich bliskich w Lublinie kpt. Michał Hakiel 29 listopada 1939 roku, którym przekazuje ukłony między innymi od ks. Dubiela? Z nieznanych powodów przeniesiony zostaje do obozu w Ostaszkowie, skąd 8 stycznia 1940 roku wysłał kartkę pocztową do swojego ojca, w tym też obozie przebywał, co najmniej do pierwszych dni kwietnia 1940 roku. Na liście wywozowej z obozu w Ostaszkowie nr 019/2 z 7 kwietnia 1940 roku pod poz. 38 znajduje się nazwisko ks. Dubiela. Jeńcy umieszczeni na takiej liście kierowani byli do dyspozycji NKWD w Kalininie – Twer. Zamordowany w kwietniu 1940 r. w Charkowie. Data śmierci nieznana. Prawdopodobnie wszyscy zamordowani zostali pochowani w mogile zbiorowej w okolicy wsi Miednoje .

O synu Franciszku- lotniku pisałem na moim blogu, jeszcze na Onecie 28 maja 2014 roku. Franciszek Dubiel zmarł 6 września 1939 roku w szpitalu w Bochni, do, którego został przewieziony ranny po ostrzelaniu jego samolotu przez ochronę lotniska.

P1040212 modified

Dyplom i legitymacja Franciszka Dubiela:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

    Monitor Polski nr 140/1938[2]

 

Niderla  Augustyn  ps.  „Rejtan”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 1877

Syn   Józefa   i    Pauliny  zam.  Zamość  ul.  Lipska 17

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Ż y c i o r y s

Urodziłem się we wsi Białowola, gm. Mokre, pow. zamojskiego, w woje­wództwie lubelskim, dnia 1 stycznia 1877 r. z ojca Józefa i matki Pauliny. Jestem wygnania rzymsko-katolickiego i od roku 1906, tj. od 29 lat żonaty, oraz mam 6-ro dzieci – trzech chłopców i trzy dziewczynki w wieku od lat 28 -10. Jestem stanu włościańskiego i rodzice moi byli bardzo uboczy, żyli i utrzymywali się li tylko z pracy rąk. Ojciec mój zarobkował  pracą po folwarkach jako dozorca. Z tych względów rodzice nie byli w stanie dać mi wykształceni a, lecz dali mi należyte wychowanie do­mowe. Władam biegle językiem polskim w słowie i piśmie. Mając lat 8, już czytałem elementarz polski i książeczkę do nabo­żeństwa, oraz katechizm.  W 8-mym też roku życia przystąpiłem po raz pierwszy do spowiedzi i komunji świętej, i  w ogóle byłem wychowywany moralnie zgodnie z zasadami mojej religji.

Od 8-go roku życia nie używałem prawie żadnych rozrywek ale interesowałem się dziejami historycznemi  Polski. geografią i t.p.

Za zaoszczędzone grosze kupowałem książki .podręczniki naukowe do pisania i działań artymetycznych.  O własnych siłach studjowałem do lat 40 życia wszelkie interesujące mnie zagadnienia z dziedziny historji ojczystej i innych przedmiotów naukowych. Oczywiście czyniłem to w chwilach wolnych od pracy, gdyś przede wszystkiem musia­łem pracować na utrzymanie.  W  24-tym roku życia młodzi i starzy w moim środowisku uważali mnie za człowieka uczonego  i ludność bardzo garnęła się do mnie. Najbardziej pociągającym powodem był fakt, że czytałem literaturę polską i gazety przynoszące wiadomości z pola bitew na dalekim wschodzie, (było to w okresie wojny rosyjsko-japońskiej). Takimi więc od roku 1904-6 stanąłem na czele miejscowego społeczeństwa jako informator obywateli i wówczas udzieliłem pierwszych wiadomości o dążeniach do niepodległości Polski (mieszkałem wtedy we wsi Ruszów gm. Łabunie. pow. Zamojskiego). Od tego czasu zacząłem informować ludność polską o uciskach zaborcy i o potędze dawnej Polski. Tym sposobem w dalszym ciągu zjednałem sobie jeszcze bardziej społeczeństwo polskie i  do tego stopnia, że w każde święto i niedzielę schodzili się do mnie starzy i młodzi ludzie na czytanie książek i gazet.
W międzyczasie zmuszony byłem ze względów życiowych przenieść się z Ruszowa do osady i gminy Frampol, pow. Biłgorajskiego. Poza czytaniem gazet można było przy tej okazji śmiało odśpiewywać pieśni polskie i recytować  wiersze naszych wieszczów. Pamiętam dobrze, że najulubieńszym wierszem ludności był wiersz „Oda do młodości”. Również ludność chciała bardzo słuchać kazania ks. Skargi.
W roku 1905 wstąpiłem do Ochotniczej Straży Ogniowej we Frampolu. Fotografja ogólna tej straży z owego czasu znajduje się w Wojskowym Biurze Historycznem w Warszawie, gdzie wysłałem takową w roku 1932.

 W roku 1915 wstąpiłem do Polskiej Organizacji Wojskowej, która posiadała we Frampolu swój oddział miejscowy. W roku 1918 zostałem mianowany komendantem miejscowym P.O.W. i opiekunem tej organizacji.  Przez cały czas należenia do P.O.W. agitowałem wśród miejscowej i okolicznej ludności i zjednywałem coraz to nowych członków do P.O.W. Również byłem upoważniony do odbierania od nowo wstępujących członków przysięgę na wierność Naszej Ojczyźnie.

W chwili upadku okupacji austryackiej, stanąłem na czole oddziału P.O.W. i rozbrajałem posterunki żandarmerji i oddziałów wojskowych, wypędzając wroga poza granice naszej Ojczyzny.

 W r.  1918 po wypędzeniu okupantów zostałem wybrany jednogłośnie na  Wójta gminy Frampol, gdzie pełniłem obowiązki do roku 1920. Potem na własne żądanie zrezygnowałem ze stanowiska  Wójta gminy Frampol, przenosząc sie do Zamościa. Oprócz tego w r. 1918-20 r. zostałem mianowany przez władze powiatowe Komendantem Straży Obywatelskiej we Frampolu na gminę Frampol. Mając dane do dyspozycji 2 konie wierzchowe i 2 karabiny w roku 1920 w czasie wojny z bolszewikami byłem czynny jako kolporter pism i ulotek, na powiaty zamojski i tomaszowski w celu przejścia wojsk bolszewickich na stronę polską. W wojsku rosyjskim nie służyłem z powodu wysokiego losu, zaś w  polskiem z powodu pełnienia obowiązków Wójta gminy i Komendanta  Straży Obywatelskiej oraz wieku i nieodpowiedniego stanu zdrowia. Jestem odznaczony Medalem Niepodległości, Krzyżem Legjonowym, Krzyżem P.O.W. i  Krzyżem Walecznych. Wiarygodność powyższych danych mogę stwierdzić dokumentami.

 Zamość  dnia 24 marca 1936 r.

Podpis: – Niderla Augustyn „Rejtan”. Zamość dn.11.VIII.36

                                                                                                                                              Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Dudek Paweł -Krasnystaw, Miazga Józef s. Jana komendant oddziału Frampol, Filipowicz Adam – Frampol, Kowalik Leonard wójt gm. Frampol, Oszustowicz Bronisław, Sitarz Franciszek, Wydrych Józef, Pomarański Zygmunt, Strzelecki Zygmunt, Kozakiewicz Józef, Szwajkowski – prezes Sądu, Jasiński Jan –Łabunie, Podobiński Piotr-Lublin, Wojda Antoni –Telatyn, Buczkowska Maria Telatyn, Głogowska Felicja –Folwark Łachowce, Filipowicz Jan –Frampol, Gabryszewski Jakub – Frampol.

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 20.12.1932.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 22.12.1937 w MP nr 293, poz.341[3].

 

 Oszust Andrzej[4] ps. „Pień”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 1896 -1960

 Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

 W miesiącu styczniu 1916 roku wstąpiłem do POW, byłem szeregowcem, od roku 1917 do rozbrojenia okupantów sprawowałem funkcję zbrojmistrza z polecenia komendanta miejscowego zajmowałem się zbieraniem i skupowaniem broni dla POW. Brałem udział w manewrach na Szperówce, Zwierzyńcem i pod Gorajem, a w dniu 28 października  czynny udział brałem w rozbrajaniu okupantów w osadzie Frampol i posterunku żandarmerii w Goraju. Należałem do zaprzysiężonej 5-ki, do szkolenia innych peowiaków  i  ich poglądy na organizację. Po rozbrojeniu okupantów wstąpiłem, jako ochotnik w dniu 1 listopada 1918 roku do nowo tworzących się oddziałów polskich służąc w kompanii Żandarmerii Wojskowej, aż do zwolnienia się  (10.07.1921)

Posiadał: -„ Medal za Wojnę”.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Kłos Tadeusz, Miazga Stanisław s. Wacława.

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 25.01.1937.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 21.04.1937 w MP nr 93, poz.128[5].

 

 Oszust  Bronisław[6]  ps. „Lanca”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1895 -1978

Frampol ul. Tkacka 29

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Urodziłem się dnia 24 grudnia 1895 roku we Frampolu pow. Biłgorajski, województwo Lubelskie. Swoje młodzieńcze lata spędziłem pod opieką swych rodziców mając wychowanie religijne, zaś później rodzice posłali mnie do szkoły powszechnej, którą ukończyłem   z bardzo dobrym wynikiem. Że mój ojciec był bardzo gorliwy rolnik posiadając około 10 morgów ziemi więc i mnie , jako syna najął do pracy. Pracując i pomagając ojcu wówczas zobaczyłem, że Austriackie ułany jadą, ale mnie to nie cieszyło, gdyż chciałem widzieć Wolną Polskę. A wówczas na terenie Frampola zaczęło istnieć P.O.W.  i  tam wstąpiłem, byłem zaprzysiężony dla przyszłej Ojczyzny pracowałem, byłem pobity przez okupantów. A czasie należenia do P.O.W. , to okupanci wywieźli mnie. Należałem, jako członek czynny do P.O.W. Brałem czynny udział w ćwiczeniach P.O.W. , w manewrach w Goraju, pod Szperówką i Zwierzyńcem. Brałem czynny udział w proteście Brzeskim i jak nadmieniłem w rozbrajaniu  okupantów. Wstąpiłem do Wojska Polskiego, jako  ochotnik, a po odbyciu służby 2 i ½ roku zostałem zwolniony.

Podpisał Bronisław Oszust

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Józef Miazga , Józef Wydrych St. sierż. 36 pp. Warszawa, Bolesław Jasiński-Zakłady Elektroniczne Warszawa, Bolesław Wąsek Frampol, Andrzej Oszust, Paulin Dudek, Robert Strużak-insp. Janów Lubelski, Stanisław Oszust s Mateusza –Frampol, Stanisław  Chodaczyński, Jan Miazga, Lucjan Miazga, Ludwik Witold.

Dla przypomnienia fragment tekstu Niderli Augustyna przekazanego  do Wojskowego Biura Historycznego:

-„Żandarmi okupacyjni zaaresztowali dwóch członków z POW.  Oszustowicza Bronisława i Wąska Bolesława[7]. Niderla nie namyślając się długo zobaczył trąbkę strażacką wiszącą na ścianie szopy strażackiej, dał rozkaz koledze z POW. oblecieć ulicami miasta i trąbić jak na pożar, żeby się zlecieli ludzie z okolicy, tak też się stało, że kiedy tłum się zleciał POW. miało wielką siłę. Niderla Augustyn dając natychmiastowy rozkaz szturmować budynek gdzie mieścił się posterunek. Zostały powybijane wszystkie okna i wszystkie drzwi wyłamane, żandarmi ustąpili i oddali aresztowanych. Zabitych nie było, lekko ranny Oszustowicz Bronisław – aresztowany. Od tej chwili zaczęło napływać coraz więcej członków. Organizacja była silna, licząca około 120 członków. Cała Straż Ochotnicza przeszła do POW., chociaż dalej nadal była strażą”.

Brak informacji o tym, czy został uhonorowany Medalem Niepodległości.

Na kwestionariuszu adnotacja: Brak dokumentów.

 

Oszust Franciszek[8] ps. „Orzech” 

Franciszek Oszust

1897 – 1963

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Urodziłem się 4 października  1897 we Frampolu, dziecięce lata spędziłem pod opieką rodziców, a w 10 roku życia zacząłem uczęszczać do szkoły powszechnej rosyjskiej we Frampolu. Po ukończeniu pomagałem rodzicom na roli oraz pracy domowej w tkactwie. W roku 1914 nastała wojna światowa, wkroczyły do nas wojska austriackie, ja mając niemiłe oko na okupantów. Byłem bardzo dokuczliwy, przez co zostałem w dniu 8 września 1914 roku internowany i wywieziony do Wiednia. Zbiegiem okoliczności po 3 letniej niewoli udało mi się uciec i 8 września 1917 roku powrócić do naszej miejscowości. Zaraz dowiedziałem się, że we Frampolu istnieje P.O.W. , natychmiast wstąpiłem, ażeby stałą przeszkodą w okupacji naszej Ojczyzny. Wszelkimi sposobami utrudniałem okupantom wywożenie zboża, również dodawałem otuchy swoim kolegom, że wkrótce nastąpi, że Ojczyzna będzie wolna i to przy końcu października 1918 roku zbrojnie wystąpiłem przeciwko posterunkowi żandarmerii we Frampolu rozbrajając ich, a broń zabrałem dla użytku, do rozbrojenia innego posterunku okupant.
Po rozbrojeniu upantów w dniu 4 listopada wstąpiłem do tworzącego się 35 pp. W Zamościu, w którym przesłużyłem do ukończenia wojny Polsko – Bolszewickiej do roku 1921. Po zwolnieniu się z armii polskiej otrzymałem zagon pola od rodziców i samodzielnie do obecnej pory na nim pracuję.

Był ranny w bitwie pod Łużnicem  8 czerwca 1919.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Chodaczyński Stanisław, Miazga Józef, Wąsek Bolesław, Strużak Robert.

Wniosek o przyznanie Medalu Niepodległości pozytywnie zaopiniowany przez Okręgową Komisję Odznaczeniową Związku Peowiaków w Lublinie, a Zarząd Związku Peowiaków w Lublinie przychylił się do wniosku 26.10.1936 roku.

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 19.04.1937.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 8.11.1937 w MP nr 259, poz.409[9].

 

Oszust Stanisław [10]  ps. „Czapla”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1900 – 

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

W dniu 10 marca 1917 roku wstąpiłem  do POW we Frampolu, jako zaprzysiężony pełniłem funkcję szeregowego. Wszelkie ćwiczenia odbywałem uczciwie w P.O.W. Brałem czynny udział w proteście Brzeskim, w rozbrojeniu okupanta. Po rozbrojeniu okupantów  w dniu  3 listopada 1918 roku wstąpiłem jako ochotnik do tworzącej się Armii Polskiej i zostałem przydzielony do 35 pp. ,  później przydzielony do 23 pp., z którego to pułku po ukończonej wojnie Polsko – Bolszewickiej zostałem zwolniony. Lecz nie długo trwało moje zwolnienie – bo trzeba było pójść i odeprzeć wroga z Górnego Śląska i tam jako ochotnik walczyłem z Niemcami. Po zakończeniu powstania powróciłem do domu, gdzie do obecnej pory pracuję dla dobra ojczyzny i jej sławy.

Zaprzysiężony członek organizacji w P.O.W. pełnił funkcję szeregowca, jego bezpośrednim przełożonym był Robert Strużak, a Komendantem Obwodu był Józef Miazga.  Do wojska jako ochotnik wstąpił bezpośrednio po mobilizacji  P.O.W.  i służył od 4.11.1918 do stycznia 1922 w 23 pułku piechoty.Był ranny w prawą nogę w wojnie z bolszewikami 21 lipca 1920 roku,  w walce pod Styrem.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Franciszek Oszust, Stanisław Chodaczyński.

Otrzymał Medal Niepodległości zarządzeniem Prezydenta RP z 21.04.1937 r. Ogłoszone
w Monitorze Polskim  nr 93 z dnia 23.04.1937, poz. 128.[11].

 

Siemczyk Józef  ps. „Bagnet”[12].

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1901- 1997

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

 Urodziłem się 19 marca 1901 roku we Frampolu. Dziecięce lata spędziłem w domu pod opieką rodziców, mając 10 lat zacząłem uczęszczać do szkoły powszechnej we Frampolu, a po ukończeniu takowej, na dalsze kształcenie nie mogłem sobie pozwolić ponieważ pochodzę z  niezamożnej rodziny i nadal pozostałem w domu jako małoletni, wówczas wybuchła wojna europejska. Ja jako młody chłopak przyglądałem się różnym wojskom, podobały mi się szable, karabiny…. Zacząłem wyrabiać z drzewna i tworzyć armię chłopaków.  Na początku roku 1917  zaciekawiło mnie po co starsi, a nawet  i w tym samym wieku chłopcy chodzą poza miasto do 2 wiorst, więc i ja tam po kryjomu dotarłem i zauważyłem, że się bawią  z różnymi karabinami i odbywają różne ćwiczenia. Więc zapragnąłem i ja być takim żołnierzem, nie zwlekając ani godziny zgłosiłem się u miejscowego Komendanta[13] o  przyjecie mnie do tego oddziału. Nie trwało to długo , natychmiast zostałem zaprzysiężony i przydzielony do ćwiczącego się oddziału, także dowiedziałem się, że się nazywa P.O.W.

W P.O.W. gorliwie i sumiennie spełniałem wszystkie rozkazy, odbywałem wszelkie ćwiczenia, brałem czynny udział w proteście Brzeskim w rozbrojeniu okupantów, a po rozbrojeniu wstąpiłem jako ochotnik w dniu 6 listopada 1918 roku do tworzącego się 35 pp. WP w Zamościu, biorąc czynny udział  w wojnie z Bolszewikami, po zakończeniu wojny w grudniu zostałem zwolniony z wojska jako młody, a dalszą służbę w WP odbyłem od 1922 do1923 r. w stopniu plutonowego.

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 22.02.1937.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 05.08.1937 w MP nr 178, poz.294[14].

 

Strużak Robert     ps. „Kiliński”.

R.Strużak 16.02.1917 Frampol —

1897 –

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Urodzony jestem we Frampolu powiatu Biłgorajskiego w dniu 7 czerwca  1897 r. Ukończyłem wyższy kurs Administracji Komunalnej przy Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie i od roku 1915 pracuję w samorządzie gospodarczym terytorialnym. W roku 1916 wstąpiłem do organizacji: -„Polska Organizacja Wojskowa” we Frampolu pod pseudonimem „Kiliński” wkrótce mianowany zostałem Komendantem miejscowym po zorganizowaniu oddziału  około 30 ludzi i pełniłem tam służbę do 4 listopada 1918 roku, tj. do czasu rozbrojeniu miejscowego posterunku żandarmerii we Frampolu i wstąpiłem z oddziałem do 35 pp. W Zamościu. W czasie służby  w P.O.W. załatwiałem wszystkie rozkazy otrzymywane od Komendanta Powiatowego Ob. Stefana Pomianowskiego, organizowałem oddziały w Radzięcinie gm. Goraj i w Kocudzy gmina Kocudza, przewoziłem nielegalną bibułę i komunikaty z Zamościa pokrywając wydatki własnym kosztem i rozdawałem je członkom P.O.W, sołtysom, radnym itp. Ukrywałem dwóch legionistów uciekających ze Szczypiórna? przed aresztowaniem przez żandarmów austriackich, dostarczając im własne cywilne ubranie, pieniądze na drogę oraz fałszywych legitymacji, które sam sfałszowałem. Jeden nazwiskiem Górski, a drugi nie pamiętam. W roku 1918 urządziłem manifestację Brzeską we Frampolu, zrewoltowałem tłumy i skłoniłem, aby nie oddawano zboża okupantowi. Za to zostałem aresztowany i oddany pod sąd wojenny C K w Zamościu oraz  zwolniony ostałem z posady sekretarza gminy Kocudza i oddany pod nadzór żandarmerii. Sprawę rozmyślnie przewlekałem i dzięki temu nie skończyła się przed rozbrojeniem armii austriackiej, a ja uniknąłem kary śmierci za zbrodnie stanu. Aresztowanych przez żandarmów w 1918 roku kolegów z P.O.W. Ob. Bolesława Wąska i Bronisława Oszusta przy pomocy podburzonego tłumu bez rozlewu krwi zdołałem zmusić żandarmów do wypuszczenia na wolność i w październiku 1918 roku bez nakazu rozbroiłem przy pomocy swoich ludzi Posterunek Żandarmerii we Frampolu zabierając 17 karabinów, skrzynkę amunicji, koce …… i dwa wierzchowe konie, które oddałem porucznikowi Tomaszewskiemu w Szczebrzeszynie, a w zdobyte karabiny uzbroiłem swój oddział i wysłałem na pomoc do Zamościa do rozbrojenia 30 pp. Austriackiej. Następnie zaopatrzywszy pozostałych ludzi z oddziału za własne pieniądze pojechałem
z nimi do 35 pp.  WP w Zamościu i odbyłem służbę na froncie Białoruskim. Będąc w Zamościu w początku 1919 roku brałem udział , jako dowódca plutonu pod rozkazami śp. Majora Lisa-Kuli w tłumieniu buntu czerwonej gwardii. Świadkiem może być Ob. porucznik Madejczyk ówczesny Komendant Powiatowy Żandarmerii Wojskowej w Zamościu. Obecnie pracuje w Związku Strzelców jako powiatowy skarbnik, w komitecie FON, jako Sekretarz, w komitecie Funduszu Pracy, jako sekretarz i innych.

Janów  Lub.                                 Robert Strużak

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

ks. Kanonik Sadłowski- b. proboszcz w Frampolu obecnie w Turobinie pow. Krasnostawski. Erazm Miazga b. wójt gminy Frampol zamieszkały we Frampolu. Zygmunt Strzelecki b. Sędzia Pokoju we Frampolu obecnie zamieszkały w Warszawie ul. Prusa XI A 16 B m 7a. Stanisław Miazga zamieszkały we Frampolu i wszyscy inni mieszkańcy osady Frampol.

Wniosek o Krzyż Niepodległości.

Posiadane odznaczenia : Medal Niepodległości  MP 48/1932[15], Krzyż POW, Krzyż Legionów, Medal Zasługi dla Pożarnictwa, Medal  za Wojnę, Medal  za 10-cio lecie Odzyskania Niepodległości.

 

 

Śliwiński Aleksander

1880 –                                                                                    Pieczątka. Brak podstaw.2287

Do Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości w Warszawie Al. Ujazdowskie 1.

Aleksandra  Śliwińskiego s. Wojciecha zam. we Frampolu pow. Biłgoraj.

Prośba

Niniejszym  proszę łaskawie o przyznanie mi odznaczenia za moją pracę Niepodległościową w latach 1904-6 r.

Urodziłem się we Frampolu w m. lutym 1880 r. Ukończyłem miejscową szkołę powszechną, a następnie nauczyłem się garncarstwa i już od młodych lat pracowałem w tym  zawodzie. W roku 1904 wstąpiłem we Frampolu, jako członek zaprzysiężony do tajnej Organizacji Niepodległościowej założonej przez p. Moskalewskiego Stanisława ówczesnego pracownika Ordynacji Zamojskiej, a później Wojewodę Lubelskiego. Praca w tej organizacji biegła w dwóch kierunkach: 1. Uświadamianie narodowe i wykuwanie silnych charakterów, z oddaniem życia i mienia walczyły o wolność uciemiężonego narodu, 2. Robota sabotażowa i stałe nękanie nienawistnego zaborcy. Działalnością tej organizacji kierowali: p. Moskalewski Stanisław i  p. Kwiatkowski, który po odzyskaniu Niepodległości był inspektorem Wojewódzkim P.Z.U.W. w Lublinie, a obecnie zdaję się piastuje ten sam urząd w Brześciu n. Bugiem.

Zebrania konspiracyjne odbywały się w lasach, bądź to na cmentarzu grzebalnym lub w prywatnych domach. Kierownikiem oddziału we Frampolu był Leon Maciurzyński, obecnie zamieszkały w Zamościu przy ul. Piłsudskiego 45. Na zebraniach panowie Moskalewski, Kwiatkowski i inni wygłaszali odczyty o wielkich wodzach polskich, o świetnych dziejach Narodu Polskiego, wpajając w nas dumę narodową urabiając nas na silnych, odważnych i gotowych na wszelkie poświecenia, by zrzucić jarzmo niewoli. Gdy w 1904 r. otrzymaliśmy polecenie zwierzchnich władz organizacyjnych, że chwila jest ważna, że trzeba przygotować się do możliwego objęcia władzy w swe ręce przeprowadziliśmy w swej organizacji zebranie przedwyborcze, na którym przydzielono poszczególne funkcje urzędowe osobom z pośród członków organizacji, a następnie za naszą agitację odbyło się jawne zebranie gminne, na którym przeprowadziliśmy wybory funkcjonariuszów zarządu gminnego jak: – wójta, sekretarza, sołtysów i innych i przeprowadziliśmy uchwałę, że urzędowanie ma się odbywać w języku polskim. Protokół z tegoż zebrania został sporządzony w j. polskim i załączony do akt uchwał zebrań gminnych. Ten śmiały czyn spotkał się z represją zaborcy, bo do miasteczka naszego wtargnęła „sotnia” kozaków wraz z naczelnikiem powiatu, chcąc nas pod grozą szabel i dzid zmusić do zrzeczenia się tej uchwały.

Myśmy jednak twardo stali przy swoi. Naczelnik powiatu uchylił naszą uchwałę, to my wnieśliśmy odwołanie od jego decyzji do gubernatora i przedłożyliśmy naczelnikowi dowód urzędu pocztowego o wniesieniu odwołania do gubernatora, naczelnik pieniąc się ze złości i odgrażając odjechał jak niepyszny ze swoimi „mołojcami”. W życiu organizacji brałem zawsze czynny udział i posłusznie spełniałem polecenia władz organizacyjnych kolportując pisemka i broszury polityczne, jak „Polak”, „Ziemia Chełmska” i innych, uczęszczałem stale na wszystkie zbiórki i zebrania, brałem czynny udział w robocie sabotażowej i innej pracy. Podczas wyżej wymienionego zebrania gminnego pełniłem funkcję strażnika – wartownika. W chwilach gorących zawsze stawałem  gotów na wszystko.

Prawdziwość podanych faktów stwierdzam własnoręcznym podpisem. Aleksander Śliwiński Frampol dn. 28.XII.1937.

My niżej podpisani, jako członkowie tajnej Organizacji Niepodległościowej w latach 1904-6, własnoręcznym podpisem stwierdzamy wiarygodność wyżej przytoczonych faktów.

Aleksander Śliwiński                                                    Frampol 28. XII.1937 r.

My niżej podpisani, jako członkowie tajnej Organizacji Niepodległościowej w latach 1904-6, własnoręcznym podpisem stwierdzamy wiarygodność wyżej przytoczonych faktów.

Paulin Jasiński, Józef Filipowicz, Władysław Miazga, Adam Filipowicz, Leonard Kras, Wacław Miazga.

Własnoręczność podpisów/w stwierdził Wójt Gminy Frampol Jan Dziuba. Frampol, dnia 29.XII.1937 r.

 

Wąsek Bolesław[16]ps. „Sęp”.

Bolesław Wąsek senior

1897- 1943

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo – niepodległościowej:

Urodziłem się dnia 23 lipca 1897 roku we Frampolu powiatu biłgorajskiego. Dzieciństwo spędziłem pod opieką rodziców, a w dziesiątym roku życia rodzice posłali mnie do szkoły powszechnej we Frampolu, po ukończeniu takowej prywatnie przygotowywałem się do gimnazjum w zakresie 4 –klas i na tem swoją naukę zakończyłem, ponieważ w roku 1914 wybuchła wojna światowa i mój ojciec został zabrany do armii rosyjskiej. Więc ja jako najstarszy z rodzeństwa musiałem pozostać w domu i ogarnąć opieką swoją młodsze rodzeństwo borykając się z życiem materialnie, gdyż moi rodzice byli niezamożni i małorolni. Czując się pokrzywdzonym , że ojciec mój został zabrany przez moskali do armii rosyjskiej, więc z chwilą założenia organizacji POW we Frampolu , a mając to na względzie i czując się pokrzywdzonym , że Ojczyzna nasza już dosyć jest okuta w kajdany wstąpiłem do POW, ażeby w jakiś sposób zaszkodzić okupantowi. Wciągnięty zostałem do organizacji w dniu 4 marca 1916 roku, brałem czynny udział we wszystkich ćwiczeniach i manewrach w Szperówce, Zwierzyńcu i pod Gorajem, brałem jawnie świadomy protest i manifestację Brzeską oraz czynny udział w rozbrajaniu Austriaków. Byłem aresztowany przez żandarmów austriackich , za jawną działalność w P.O.W.  na szkodę okupantów, a po rozbrojeniu okupantów wstąpiłem do nowo tworzącej się Armii Polskiej, jako ochotnik do 35 pp. , w którym przebyłem do zwolnienia do domu po ukończeniu wojny Polsko –Bolszewickiej. A w czasie od roku 1915 do roku 1920 pracowałem w kółku dramatycznym, na rzecz instytucji społecznych – dla powstałego z niewoli Państwa Polskiego.

Bezpośrednim przełożonym Bolesława Wąska w POW był Robert Strużak, Komendantem był Józef Miazga, Bolesław w organizacji pełnił funkcję sekcyjnego.                                          W czasie wojny Polsko-Bolszewickiej brał udział w bitwie nad Styrem.

 Świadkowie ,którzy mogą stwierdzić działalność niepodległościową:

Miazga Józef, Strużak Robert, Oszust Franciszek, Chodaczyński Stanisław.

Okręgowa Komisja Odznaczeniowa Peowiaków w Lublinie postawiła wniosek o nadanie Krzyża Niepodległości 24 października 1936 roku.

Zarządzeniem Prezydenta Rzplitej[17]  z dnia 8 listopada 1937 roku otrzymał Medal Niepodległości
MP 259. Poz. 409 z 10 listopada 1937 r.

Zamieszkały we Frampolu przy ul. Butlerowskiej 12[18].

Witold Ludwik  PS.”Miecz”

murarz Frampol ul. Przemysłowa 17

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo – niepodległościowej:

W miesiącu marcu 1917 roku wstąpiłem do POW we Frampolu, brałem czynny udział w wszystkich ćwiczeniach, w rozbrojeniu okupantów, w Proteście Brzeskim oraz wywożeniu zboża  przez okupantów  wracając zboże z powrotem gospodarzom, stale byłem ścigany przez okupantów za powyższe wzmianki, za które byłem  niejednokrotnie przez żandarmów pobitym, po rozbrojeniu okupantów wstąpiłem do Polskiej Żandarmerii  Wojskowej, w której przebyłem  przez 6 miesięcy  jako ochotnik. Po 6 miesiącach zostałem przez Komisję Lekarską zwolniony z żandarmerii, jako nienadający się do służby.

 Świadkowie ,którzy mogą stwierdzić działalność niepodległościową:

Stanisław Oszust s. Mateusza Frampol, Augustyn Niderla Zamość ul. Lipska 17

Zarząd Okręgu Związku Peowiaków w Lublinie do wniosku okręgowej komisji  przychyla się dnia 28 grudnia 1937 . Podpisał Prezes  St. Lelek

Odrzucono na posiedzeniu Komitetu z dn. 26.06.1938 protokół posiedzenia nr  131.

 

Wydrych Józef PS. ”Paw”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1900 -?

  1. Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Urodziłem się dn. 8.III.1900 r. w osadzie Frampol ,pow.  Biłgoraj, woj. Lubelskie  z ojca Pawła i matki Teofili z Poterańskich  małż. Wydrychów. Ukończyłem 4 klasy szkoły ludowe rosyjskiej, w os. Frampol w 1914 r.  Zamieszkiwałem stale przy rodzicach.

W roku 1915 –gdy armia austryacka wycofała się za granice b. Kongresówki i wojska  rosyjskie poszły do Karpat zaczęła  się agitacja do organizowania się celem dania rękojmi Legionistom walczącym po stronie Austrii. Zapisałem się dnia 2 marca 1915 roku. Kilka miesięcy siedzieliśmy  prawie bezczynnie, dopiero w lipcu 1915 r., gdy wojska rosyjskie wycofały się z Galicji i przyszli austryjacy zaczęła się organizacja rozwijać,  lecz praca szła bardzo ciężko, gdyż w zakątkach gdzie zamieszkiwałem była straszna ciemnota, więc bardzo ostrożnie musieliśmy działać z obawy przed denuncjacją. Członków miejscowych było zaledwie 3-ch. Dopiero w marcu 1916 r. zostałem wydelegowanym do Lublina na 4-ro tygodniowy  kurs instruktorski- organizatorów POW. Kurs ten trwał około 3-ch tygodni  i musiał być w  przyśpieszonym tempie  zakończony egzaminami w  nocy , gdyż zaczęły się prześladowania żandarmów C K musieliśmy z Lublina uciekać, każdy w swoją stronę po otrzymaniu instrukcji od Kmdta Kursu ob. Piotra Osmólskiego urzędującego przy ul. Namiestnikowskiej 8. ,kur 3 odbywał się  w gmachu czytelni Społecznej przy ul.  Dominikańskiej 3.  Z  Lublina do mojej miejscowości oddalonej 0,70 wiorst uciekałem pieszo i tylko nocami aby się nie natknąć na żandarmów i nie  byś aresztowanym ,gdyż żadnych dowodów osobistych nie posiadałem, ani też przepustki jakie obowiązywały nawet przy udawaniu się z gminy do gminy innej. Po  powrocie do domu,(gdzie wszystkim było wiadomo, że byłem na kursie straży ogniowej w Lublinie) zacząłem wraz z ob. Strzeleckim – Sędzią Pokoju we Frampolu ostrożnie uświadamiać młodzież zaciągając ją w pierwszym rzędzie, jako niby nowoprzybyłych z kursu pożarnictwa, do straży ogniowej ochotniczej, pomału wciągać do P.O.W. W miasteczku istniała w tym czasie straż ogniowa składająca się z mężczyzn starszych. Młodzież więc była zaciągana do oddziału II-go, którego ja byłem komendantem, aby mieć  możność pomału poznać ludzi i mając pewien wpływ powoli uczynić z nich członków czynnych POW.W tym samym czasie został zawiązany wydział Narodowy do którego należeli w pierwszym rzędzie obywatele nie wykluczając i młodzieży. Z tego źródła czerpaliśmy również materiał do POW. , Starszych, jako członków honorowych, zaś młodzież, jako członków czynnych. Po pewnym czasie miałem 48-miu członków czynnych POW zaprzysiężonych i wszyscy należeli do straży ogniowej, z którymi , regularnie co niedziela były przeprowadzane ćwiczenia oficjalnie częściowo z narzędziami, częściowo musztra bez broni, zaś 2 lub 3 razy tygodniowo w nocy w lasach ćwiczenia musztry z bronią i ćwiczenia polowe. Ponieważ wójt gminy Erazm Miazga i sekretarz gm. Ob. Różycki Roman byli członkami honorowymi POW w roku 1916 -1917 wyrobili mi posadę milicjanta w gminie, którym byłem do 1.XI.1917, poczem otrzymałem posadę pomocnika  sekretarza w tejże gminie, gdzie pracowałem do dnia 1.XI.1918 tj. do czasu mobilizacji P.O.W., a to z tego powodu by mieć pewne utrzymanie mając posadę i możność większą działania w organizacji. W sierpniu 1917 r. na rozkaz Komendanta VIII Okręgu P.O.W. ob. Lelka Sowy odbyły się ćwiczenia polowe w lasach hr.  Zamojskiego w  Zwierzyńcu Lubelskim, kilka obwodów to: Zamojskiego, Tomaszowskiego i Biłgorajskiego w czasach austriackich żandarmów i urzędników. Po  ćwiczeniach tych  zaczęło się prześladowanie przez żandarmerię i wtedy zostałem aresztowany wraz z kilkoma  innymi członkami POW rzekomo niby chcieli nas wysłać  na roboty jakieś do Kozienic, jednak dzięki ostrej interwencji miejscowego Komendanta Posterunku Werbunkowego Legionistów Polskich sierż.  Ziębolewski u komendanta post. Żandarmerii, gdzie oświadczył tenże sierż. Ziębolewski, że jesteśmy zaciągnięci , jako legioniści i czekamy na karty powołania, zostaliśmy z aresztu zwolnieni. Praca nasza stała się jednak uciążliwa, lecz nie ustawała. W tym czasie również zorganizowaliśmy koło amatorskie, które było inicjatorem  i organizatorem zaś reżyserem Kmdt. Grupy Ob. „Kmicic” Miazga Józef. Dochód z teatru był oficjalnie przeznaczony na rewizyta przeciwpożarowe, zaś nieoficjalnie pieniądze szły na rzecz POW, a w szczególności na zakup karabinów i amunicji oraz krótkiej broni palnej dla peowiaków, którą można było nabyć u chłopów na wsiach, tak, że każdy z członków POW posiadał własny karabin i mógł w każdej chwili stanąć z bronią w ręku do walki. Ponadto na rozjazdy instruktorów i kurierów, z czego, ja osobiście kilka razy jeździłem do Leżajska w Galicji do gimnazjum, gdzie miałem kolegów i tam została utworzona komenda miejscowa POW na podstawie moich instrukcji i wcielone później do komendy w Przeworsku.                                              Pocztę konspiracyjną osiadałem w swoim ręku osobiście jako komendant poczty. Otrzymywałem komunikaty P.O.W, Rządu, ob. Ursusa, ob. Pomarańskiego Zygmunta w księgarni w Zamościu rozdawałem nie tylko członkom POW, lecz także w czasie nabożeństwa w kościele każdej niedzieli chłopom ze wsi i obywatelstwu miejscowemu wkładałem niewidocznie do kieszeni  korzystając
z dużego natłoku, tak, że bardzo wielu posiadało wiadomości nielegalne, lecz nie wiedzieli skąd i w jaki sposób im się dostawało. W marcu 1918 r. po traktacie Brzeskim, ponieważ zamojskie zostało przydzielone do Chełmszczyzny, a wtem i moja gmina i oddane przez Austriaków Ukraińcom , zaczął się ruch ogólny i wiece protestacyjne. Ponieważ  żandarmi nie dopuszczali do zebrań stoczyliśmy z miejscowym posterunkiem walkę otwartą. Przede wszystkim odebraliśmy kilkaset korcy zarekwirowanego przez Austriaków zboża. Wiozących na podwodach zboże chłopów z sąsiedniej  gminy Goraj do stacji  kolejowej Zwierzyniec przez Frampol nie puściliśmy podburzając tłum, aby zboże zabrał, co też się stało. Podczas tego ruchu zostało kilku peowiaków aresztowanych przez żandarmów, których w gminie było 12-stu plus 10-ciu landszturmistów. Podburzony tłum ruszył na posterunek, gdzie po wyłamaniu całego ogrodzenia domu powybijano wszystkie szyby w oknach posterunku, rozbito areszt i wypuszczono aresztantów. Cały pluton peowiaków był w ostrem pogotowiu ukryty za domami, aby z chwilą użycia broni przez żandarmów do tłumu, zaatakować i rozbroić  żandarmów ponieważ ci ostatni zachowywali się spokojnie wobec tego nie doszło i z naszej strony do użycia broni.  W kilka dni po tym przyjechał z Zamościa „Kreis Komendant Ober Fischer” i zarządził zebranie gminne celem wyjaśnienia zajść , wzywał by zwrócono zabrane im zarekwirowane zboże mówiąc:          – „ o ile nie oddacie tego coście zabrali z pod opieki żandarmów dobrowolnie, użyjemy siły, gdyż mam do dyspozycji wojsko broń i armaty”,                                                                          na co otrzymał wręcz odpowiedź:                                                                                                      – „wy macie  armaty i puste żołądki my mamy chleb i zdrowe pięści, więc się nie damy”,        poczem rozeszli się zebrani do domów, zaś komendant powiatu  odjechał grożąc karami. Jednak na tym się skończyło. Zaś komendant posterunku żandarmerii zaczął nas strasznie śledzić i prześladować, nocami przeprowadzając rewizje po domach, lecz nic nie mógł znaleźć. W niedługim czasie, bo w sierpniu został zastrzelony na górze pod Szczebrzeszynem, gdy  wracał z Komendy Powiatu i od tego czasu prześladowanie nas ucichło, gdyż  nawet nocą żandarmi nie wychodzili na miasto i żadne patrole. Mieliśmy więc możliwość spokojnego przeprowadzania ćwiczeń i szkolenia się z bronią. W nocy z ½ listopada 1918 r. zostało zarządzone ostre pogotowie peowiaków , rano o godz. 6-tej dn.  2-go rozbroiliśmy miejscowy posterunek żandarmerii wystawiając pluton w sile **[19]48 ludzi uzbrojonych pod dowództwem moim, jako komendanta miejscowego i komendanta Grupy ob. „Kmicica”, cały majątek i magazyny oraz 2 konie wierzchowe Polskiej Siły Zbrojnej. Tegoż samego dnia rozbroiliśmy żandarmów sąsiedniego posterunku w Goraju, obsadziliśmy posterunki peowiakami, wprowadzając ład i porządek. Wieczorem tegoż dnia zostałem wyznaczony z 8-ma ludźmi, jako  konwój, do eskortowania rozbrojonych żandarmów do st. kol. Zwierzyniec  skąd pociągiem mieli odjechać w swoje strony rodzinne. W  Zwierzyńcu zameldowałem się u komendanta  miejscowego  ob. Pawłowskiego Tadeusza (obecnie por. względnie kpt. służby czynnej)  i intendenta P.O.W. ob. Stelmaszczuka Eugeniusza, który prowadził magazyny żywnościowe odebrane  Austriakom po rozbrojeniu w Zwierzyńcu. Tam po nawiązaniu  łączności i porozumieniu się co dalej czynić, pobrałem  prowiant na cały stan plutonu na 3 dni i wróciłem do  swojej komendy.

Dnia  3-go otrzymałem rozkaz udania się z częścią plutonu na mobilizację do Zamościa, zaś druga połowa  oddziału  pod dowództwem Kmdta  Grupy Kmicica została na miejscu  jako  Straż  Bezpieczeństwa Publicznego wzgl. żandarmeria polska, czyli:  ja   do Zamościa przyprowadziłem jako Komendant Miejscowy   POW pół pluton 24-ch  ludzi i tyleż zostało na miejscu. Odjeżdżający mój pół pluton do Zamościa pod moim osobistym dowództwem furmankami, ludność całego miasteczka i pobliskich wiosek wraz z orkiestrą strażacką, po uprzednim  nabożeństwie w Kościele miejscowym parafialnym odprawionym przez proboszcza  ks. Sadłowskiego i udzielonym błogosławieństwie  odprowadziła 4 km. za  miasto, żegnając nas owacyjnie, co może być dziś stwierdzone przez  wszystkich mieszkańców Frampola. W Zamościu utworzono z nas I kompanię Wojsk Polskich.
Ja zostałem zatwierdzony jako sekcyjny w   II-gim plutonie. Poczem w kilka wybierano dwa plutony z   całej kompanii na ochotnika na front, z  czego  jeden pluton miał iść  pod Rawę Ruską  zaś drugi pluton  pod Włodzimierz Wołyński. Ja zgłosiłem się na ochotnika  do plutonu odchodzącego pod Włodzimierz pod d-twem ppor. Stankiewicza  z-cy  pchor.  Stelmaszczuka  Eugeniusza. W drodze po przybyciu do Hrubieszowa został pluton nasz zatrzymany i wcielony do kompanii  Hrubieszowskiej, którą dowodził  kpt. Zborowski, po oczyszczeniu z band ukraińskich  Hrubieszowa i Uściługa dotarliśmy do Włodzimierza Wołyńskiego gdzie po wypędzeniu Ukraińców  wcieleni zostaliśmy do grupy D-twa wojskowego Mjra  Bończy  jako grupa szturmowa, która w grudniu została wcieloną, a właśnie z niej  na początku  powstał baon szturmowy wówczas.  Od tego czasu do chwili  obecnej bez przerwy służę czynnie w W.P  nadmienić muszę iż z całego plutonu ja jedynie ja  jechałem na ochotnika na  front, zaś reszta peowiaków zawiodła mnie, gdyż pozostawszy  w  Zamościu w kadrze . Inni  poza mną oraz  część pozostała  w gminie z Kmdtem grupy jako straż obywatelska w kilka tygodni  po mobilizacji byli prawie wszyscy w domu nie wiem z jakiego  powodu. Wobec  tego faktu nie starałem się ani dla jednego o krzyż P.O.W. i żaden z nich dotychczas  nie posiada, gdyż w bieżącym roku będąc  na urlopie stwierdziłem**[20]

Wydrych Józef St. sierż.

Został odznaczony zarządzeniem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 25 lutego 1931 roku Medalem Niepodległości  MP 48/1932.

Krzyż Niepodległości otrzymał zarządzeniem Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 28 grudnia 1933 roku MP 23/1934[21].

Ponadto był wyróżniony: Krzyż P.O.W, Krzyż frontu Litewsko-Białoruskiego, Medal za Wojnę, Medal 10-lecia Niepodległości.

Zalewa Bernard [22]  PS. „Sokołówka”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1896 – 1983

Frampol ul. Ogrodowa nr 10

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Urodziłem się dnia  20.VIII.1896 roku we Frampolu . Dziecięce lata spędziłem pod opieką  rodziców. Później uczęszczałem do szkoły powszechnej. Po ukończeniu takowej, jako chłopiec pomagałem rodzicom w gospodarstwie domowym, a mianowicie wiłem cewki, gdyż ojciec mój zajmował się tkactwem. Mając lat 18 pomału zacząłem pracować samodzielnie, trochę
w gospodarstwie rolnym, trochę na warsztacie tkackim. W dniu 10.XI.1916 roku wstąpiłem do P.O.W.  we Frampolu, złożyłem przysięgę i zostałem wcielony do szeregów. Odbywałem wszelkie ćwiczenia dzienne i nocne, byłem na manewrach pod Szperówką, Zwierzyńcem i Goraju, brałem czynny udział w proteście Brzeskim oraz rozbrajaniu okupantów. A po rozbrojeniu okupantów wstąpiłem jako ochotnik do Wojaka Polskiego w dniu 3 listopada 1918 roku, w którym służyłem aż do ukończenia wojny Polsko-Bolszewickiej w 35pp. 10 kompanii.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Jan Jasielski, Franciszek Oszust, Stanisław Miazga.

 Adnotacja Koła Powiatowego Związku Peowiaków w Biłgoraju: Peowiakiem był, z wojska samowolnie na kilka tygodni przyjechał do domu, a następnie sam wrócił do wojska.

Medal  Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu w dniu 9.05.1938 roku protokół 127 str. 38.

Zarządzeniem Prezydenta Rzeplitej z  19.06.1938 roku ogłoszone  MP Nr 140, poz. 245 z dnia 22.06. 1938[23] roku.

[1] Wyjątek z opisu Frampola i jego okolic etnografa Hieronima Rafała Łopacińskiego, który przygotował na jego polecenie Hieronim Brzóz w roku 1889, który w tym czasie był alumnem Seminarium Duchownego w Lublinie. W opisie nie ma ani słowa na temat ratusza stojącego pośrodku rynku:

-„Była wówczas w osadzie stacja pocztowa, szkółka początkowa i jedenaście drobnych sklepików i kramów wokół rynku. Prawdziwą jego ozdobę i osobliwość stanowi jednak stojący na środku pomnik cara Aleksandra II, ufundowany z wdzięczności na zniesienie pańszczyzny”.

[2] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r593087627,DUBIEL-FRANCISZEK.html

[3]http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r32308144418677,NIDERLA-AUGUSTYN.html

[4] Syn Franciszka i Franciszki z Miazgów małżonków Oszustów urodzony 29 listopada 1897 roku we Frampolu. Handlowiec- zamieszkały Rynek 22 we Frampolu. Zmienił nazwisko na Ostaszewski. Zmarł 15.06.1960 r. spoczywa na Frampolskim cmentarzu.

[5] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r60319909501818,OSZUST-ANDRZEJ.html

[6] W 1953 zmienił nazwisko na Osiński

[7] Brat mojej mamy.

[8] Syn Teofila i Zofii z Filipowiczów małżonków Oszustów. We Frampolu -„Kręcony Franek”.

[9]http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r5242320630111,OSZUST-FRANCISZEK.html

[10]  Syn Mateusza i Marianny z Wydrychów ur. 18 stycznia 1900. Zamieszkiwał we Frampolu przy ulicy Orzechowej.

[11]http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r7751198359459,OSZUST-STANISLAW.html

[12] Pochowany na Frampolskim cmentarzu.

[13] Bezpośrednim przełożonym J. Siemczyka był Strużak Robert miejscowy komendant, komendantem obwodu był Józef Miazga PS. Kmicic.  Józef Siemczyk PS. Bagnet pełnił funkcję łącznika od 10.03.1917 do 6.11.1918.

[14] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r203236744,SIEMCZYK-JOZEF.html

[15] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r61963007423843,STRUZAK-ROBERT.html

[16] Syn Stanisława i Weroniki z Dubielów małżonków Wąsków. Bolesław Wąsek był najstarszym z dzieci Weroniki i Stanisława Wąsków. Urodził się 24 lipca 1897 roku we Frampolu i tu mieszkał ze swoją rodziną aż do tragicznej śmierci w dniu 23 lutego 1944 roku.

[17] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r25514255437,WASEK-BOLESLAW.html

[18]  W czasie II wojny światowej Bolesław ps. Sęp był komendantem WOSP (Wojskowej Służby Ochrony Powstania) rejonu „Liceum”, do organizacji należały wszystkie jego dzieci poza najmłodszą Zosią. Bolesław „junior” ps. „Grot”, Irena ps. „Jolanta”, Zdzisław ps. „Tygrys”, cały dom Bolesława był do dyspozycji organizacji. Zmarł w wyniku odniesionych ran wioząc z synem Bolesławem „juniorem” meldunek do leśnych oddziałów partyzanckich „ Ojca Jana”, o stacjonujących we Frampolu oddziałach wojskowych. Pochowany na Frampolskim cmentarzu.

[19] Tekst pomiędzy znakami ** nie jest w pełni zgodny z oryginałem ponieważ brak jest części tekstu przy prawym marginesie.

[20] Na tym kończy się życiorys sporządzony przez J. Wydrycha

[21] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r344726110,WYDRYCH-JOZEF.html

[22] Syn Tomasza i Karoliny z Oleszków małżonków Zalewów.

[23] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r723128229391,ZALEWA-BERNARD.html

Polska Organizacja Wojskowa we Frampolu cz. VI.

P.O.W. Frampol cz.VI.

W tej części poświeconej członkom P.O.W. z Frampola, którzy działali na rzecz Niepodległości i ubiegali się o nadanie Krzyża bądź Medalu Niepodległości przedstawię Miazgów. Rodzina Miazgów jedna z liczniejszych rodzin we Frampolu reprezentowana tu jest przez kilka osób. Nie wiem czy są to wszystkie osoby o tym nazwisku, które działały na rzecz odzyskania niepodległości.  Nie wszyscy też z ubiegających się,  jak i to miało miejsce wobec wcześniej opisanych zostali uhonorowani.

Sylwetki  Miazgów Erazma i Stanisława mogliśmy poznać wcześniej, kiedy przedstawiałem na moim blogu 4 marca 2011:

–„Opis prześladowań Frampola przez Moskali w roku 1897” spisany przez córkę Stanisława Miazgi Mariannę 20 lipca 1927 roku. Ojciec mój, jak pisze Marianna  Stanisław Miazga był promotorem różańca świętego w śpiewie, stryj Jan Miazga dozorcą kościelnym, stryjek Erazm Miazga był zakrystianem i śpiewakiem chóralnym. Serafin Miazga również był śpiewakiem i zarazem organistą. Aleksander Kość pomagał im gorliwie w tej pracy pobożnej.

-„Komendantem obwodu był wówczas  Miazga Józef s. Jana „Kmicic”. Ponieważ był słuchaczem Uniwersytetu w Warszawie w czasie jego nieobecności zastępował Go Niderla Augustyn s. Józefa – „Rejtan Tadeusz”. Wiele jeszcze obywateli o szlachetnych uczuciach, jak Miazga Stanisław i Miazga Jan – synowie Andrzeja, Kość Aleksander byli wywiezieni przez moskali do Odessy, za sprawy niepodległościowe przed 1904 rokiem”.

W pracach na rzecz P.O.W.  angażowały się również kobiety, wśród ich były córki Stanisława i Erazma Miazgów.

-„Służba zdrowia zorganizowana z kobiet: – Miażdżanka Klementyna, – Miażdżanka Maria córki Stanisława, Maciurzyńska Maria, Wąskówna Maria – obecnie Dziubowa. Miażdżanka Maria córka Erazma- obecnie Oszustowiczówna[1].

Miazga Erazm[2]

Erazm Miazga 06.04.1919

1866 -1948

Skrócony życiorys mieszkańca osady Frampol, gminy Frampol, powiatu biłgorajskiego Erazma  Miazgi syna Andrzeja i Marianny z Oszustów, urodzonego w dniu 7 grudnia  1865 r. w osadzie i gminie  Frampol, gdzie do obecnego czasu zamieszkuje.

Urodziłem się w osadzie  i gminie, Frampol w dniu 7 grudnia 1865 roku z ojca Andrzeja i matki Marianny z Oszustów, którzy trudnili się rolnictwem posiadając około 15-to morgowe gospodarstwo rolne, zaś w miesiącach zimowych, ubocznie dorywczo  trudnili się tkactwem. Wówczas jako 28 letni młodzieniec zostałem zaangażowany do czynnych wystąpień oraz kolportowania tych pism i książek przez księdza Józefa Żyszkiewicza, pod którego kierownictwem łącznie z innymi pracowałem do roku 1897, ponieważ jednak znaleźli żandarmi rosyjscy w naszym domu kilka książek Polskich nielegalnych wówczas oraz pisma „Polak” w roku 1897 w miesiącu kwietniu ja i mój brat Stanisław Miazga zostaliśmy aresztowani i wywiezieni przez żandarmów rosyjskich do więzienia  na Zamku  w Lublinie, gdzie przebywaliśmy przez siedem tygodni, poczem zwolnieni, a następnie w miesiącu wrześniu  1899 roku otrzymaliśmy nakaz opuszczenia granic byłej Polski i udania się do miasta Odessy na dwa lata, gdzie zmuszeni byliśmy wyjechać i tam przebywaliśmy do miesiąca września 1901 roku. Po powrocie z wysyłki do Odessy dalej pracowaliśmy niepodległościowo, lecz więcej ostrożnie z byłym właścicielem  (dziś nieżyjącym)  majątku Smoryń, w gminie Frampol  Janem Brandtem, w następstwie czego w latach 1905 do 1907 roku zorganizowaliśmy w osadzie Frampol Ochotniczą Straż Pożarną, Kasę Stefczyka (dawniej Spółdzielcza Kasa) oaz Stowarzyszenie Spożywców. Kiedy byliśmy zesłani do Odessy ja i mój brat Stanisław  Miazga razem ojciec nasz mający wówczas około 67 lat tak się naszą wysyłką przejął, że leżał chory blisko rok, poczem uległ paraliżowi i zmarł, tak, że gdy powróciliśmy do domu ojciec nasz już nie żył, zaś gospodarstwo z braku rąk do pracy było całkowicie zrujnowane.-

Zaznaczam przy tem,  że do obecnego czasu interesuje się pracami społecznymi   włącznie od zarania Niepodległości  Państwa Polskiego,  idąc po linii,  jaką mam wskazał Wielki  Nasz Wódz I Marszałek Polski Józef Piłsudski.

-osada Frampol, dnia 5 listopada 1937 r.                          – podpis Erazm Miazga

My niżej podpisani mieszkańcy osady i gminy Frampol stwierdzamy prawdziwość co do słowa powyżej przytoczonego życiorysu p. Erazma Miazgi syna Andrzeja i Marianny z Oszustów, co możemy, jako naoczni świadkowie dokładnie obznajomieni z pracą Niepodległościową wymienionego w każdej chwili przysięgą.

Powyższe stwierdzamy własnoręcznemi podpisami.

Osada Frampol dnia 6 listopada 1937 roku: Teofil Oszust, Jan Wąsek, Stanisław Miazga, Franciszek Miazga.

Zarząd Gminy we Frampolu we Frampolu                 osada Frampol, dnia 27 listopada 1937 r.

powiatu biłgorajskiego

Z a ś w i a d c z e n i e.

Zarząd Gminy we Frampolu, niniejszem zaświadcza, że p. Erazm Miazga syn Andrzeja i Marianny urodzony w 1865 roku ,z zamkniętych księgach ludności stałej osady Frampol, tom 1, str.124 posiada adnotację w jeżyku rosyjskim: -„Pozostał  pod nadzorem policji od 1898 roku Nr 6869n,zaś jak można-było ustalić z zeznań świadków wymieniony pozostawał pod nadzorem policji za bojkotowanie zarządzeń władz rosyjskich, za co był aresztowany oraz później wydalony na okres dwuletni do Odessy.-                                          Zaświadczenie niniejsze wydaje się p. Erazmowi Miazdze celem przedłożenia Odnośnym Władzom.-

Podpisał Wójt gminy Frampol: Jan Dziuba podpis nieczytelny. Pieczęć okrągła Zarządu Gminy Frampol pow. Biłgorajski.

Komitet Krzyża i Medalu Niepodległości odrzucił wniosek na posiedzeniu Komitetu w dniu 21.06.1937 protokół posiedzenia  129.

Miazga Stanisław.

Stanisław Miazga

1860 – 1945

Skrócony życiorys mieszkańca osady Frampol, gminy Frampol, powiatu biłgorajskiego. Stanisława  Miazgi syna Andrzeja i Marianny z Oszustów, urodzonego dnia 5 maja 1860 r. w osadzie i gminie  Frampol, gdzie do obecnego czasu zamieszkuje.

Urodziłem się w osadzie  i gminie, Frampol w dniu 5 maja 1860 roku z ojca Andrzeja i matki Marianny z Oszustów, którzy trudnili się rolnictwem posiadając około 15-to morgowe gospodarstwo rolne, zaś w miesiącach zimowych, ubocznie dorywczo  trudnili się tkactwem.

Kiedy miałem około lat 37,przybył do Parafii Rzymsko Katolickiej ksiądz Józef Żyszkiewicz, obecnie kanonik Rzymsko katolickiej parafii Mełgiew, który rozwinął pracę niepodległościową przez bojkotowanie zarządzeń władz rosyjskich ,bojkotowanie nauczania dzieci z Frampola w szkole języka rosyjskiego ,oraz rozpowszechnianie wówczas nielegalnych książek o Polsce i pism sprowadzanych z za kordonu granicznego byłej Galicji,  jak. „Polak” , „Zorza” i t. p.  Wówczas jako 37 letni młodzieniec zostałem zaangażowany do czynnych wystąpień przeciw władzom rosyjskim, a w szczególności przeciw nauczaniu języka rosyjskiego w miejscowej szkole przez nauczyciela nazwiskiem Kowalski , który szpiegował wszelkie nasze poczynania, jak również kolportowałem otrzymywane od księdza  Żyszkiewicza  książki i pisma jak „Polak’ „Zorza” itp. do roku 1897,ponieważ  jednak podczas jednej z rewizji stale przeprowadzanych w domu ojca gdzie mieszkaliśmy żandarmi znaleźli w domu naszym kilka książek nielegalnych oraz pisma „Polek” w roku 1897 w miesiącu kwietniu ja i mój brat Erazm Miazga zostaliśmy aresztowani, ja byłem aresztowany na dwa tygodnie przed moim bratem i odstawiony do więzienia w Zamościu gdzie siedziałem przeszło dwa tygodnie poczem byłem odstawiony do więzienia na Zamku w Lublinie, tam zaś po licznych śledztwach po  za siedem tygodni zostałem zwolniony,  z tem,  że nam się stawić zaraz do Naczelnika Powiatu w Zamościu, gdzie pros to z Lublina się udałem, razem z innymi i łącznie z bratem Erazmem Miazgą  u Naczelnika Powiatu w Zamościu wszyscy inni zostali zwolnieni do domu zaś  ja zostałem aresztowany i odstawiony do więzienia w Janowie Lubelskim, gdzie z orzeczenia administracyjnego za czynne wystąpienia przeciw nauczaniu języka rosyjskiego w szkole Frampolskiej odsiedziałem jeden miesiąc aresztu czyli z więzienia w Janowie Lubelskim zostałem zwolniony w początkach, miesiąca lipca 1897 roku, zaś po około dnu latach w miesiącu wrześniu 1899 roku zostałem wydalony z granic Polski do Odessy na dwa lata gdzie przebywałem do miesiąca września 1901 roku.

Po powrocie z wysyłki z Odessy dalej pracowałem niepodległościowo lecz więcej ostrożnie z byłym właścicielem majątku Smoryń Janem Brandtem, następstwie czego w latach 1905 do 1907 roku zorganizowaliśmy we Frampolu Ochotniczą Straż Pożarną, Kasę Stefczyka /dawniej Spółdzielcza Kasa/ oraz Stowarzyszenie Spożywców. Kiedy byliśmy zesłani do Odessy ja i mój brat Erazm Miazga razem ojciec nasz mający wówczas około 67 lat tak się przejął naszą wysyłką, że rozchorował się i leżał około rok, a następnie uległ paraliżowi i zmarł, tak że gdy powróciliśmy do domu ojciec nasz już nie żył, zaś gospodarstwo z braku rąk do pracy było całkowicie zrujnowane.- Nadmieniam że za prace w obronie religii Rzymsko Katolickiej zostałem odznaczony przez Ojca Świętego: – Medalem Zasługi. -Zaznaczam przytem,  że do obecnego czasu interesuje się pracami społecznymi   włącznie od zarania Niepodległości  Państwa Polskiego,  idąc po linii,  jaką mam wskazał Wielki  Nasz Wódz I Marszałek Polski Józef Piłsudski.

-osada Frampol, dnia 26 listopada 1937 r. – Podpis: Stanisław Miazga.

My niżej podpisani mieszkańcy osady i gminy Frampol stwierdzamy prawdziwość co do słowa powyżej przytoczonego życiorysu p. Stanisława Miazgi syna Andrzeja i Marianny z Oszustów, co możemy, jako naoczni świadkowie dokładnie obznajomieni z pracą Niepodległościową wymienionego w każdej chwili przysięgą. Powyższe stwierdzamy własnoręcznemi podpisami. Osada Frampol dnia 26 listopada 1937 roku: Adam Filipowicz, Franciszek Oszust, Antoni Krawczyk, Leonard Kras, Józef Filipowicz, Nikodem Dubiel.

Zarząd Gminy we Frampolu                                                osada Frampol, dnia 27 listopada 1937r. powiatu biłgorajskiego

L:Z/M/937,

Z a ś w i a d c z e n i e.

Zarząd gminny we Frampolu ,niniejszym zaświadcza, że mieszkaniec osady  Frampol, gminy tutejszej  Stanisław  Miazga syn Andrzeja urodzony w 1860 roku, posiada adnotację w zamkniętych księgach ludności stałej tom I, stronica 520 następującej treści w języku rosyjskim: -„Pozo­staje pod nadzorem policyjnym od  1898 roku Kr.6869”,przytem jak wy­nika z zeznań świadków wymieniony pozostawał pod nadzorem policji za bojkotowanie zarządzeń władz rosyjskich oraz  rozpowszechnianie  nielegalnych książek i pism, za co również  „był aresztowany, odsiady­wał karę w więzieniu, a następnie „był wydalony na okres dwuletni do Odessy.

Zaświadczenie niniejsze wydaje się p. Miazdze Stanisławowi ce­lem przedłożenia Odnośnym Władzom.

– Podpisał Wójt Gminy Frampol Jan Dziuba podpis nieczytelny.                                                  Pieczęć okrągła Zarządu Gminy Frampol pow. Biłgorajski.

Komitet Krzyża i Medalu Niepodległości odrzucił wniosek na posiedzeniu Komitetu w dniu 21.06.1937 protokół posiedzenia  129.

Miazga Jan[3]

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1897 – 1977

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Urodziłem się w miesiącu styczniu 1897 we Frampolu. Młodzieńcze lata spędziłem  pod opieką rodziców, mając lat 15 zacząłem poszukiwać pracy na utrzymanie rodziców i siebie, gdyż rodzice  moi byli niezamożnymi.
W roku 1916 w miesiącu styczniu zapisałem się do POW we Frampolu, wszelkie rozkazy i polecenia spełniałem uczciwie, brałem udział w manewrach w Szperówce koło Szczebrzeszyna pod  Zwierzyńcem n/Wieprzem i pod Gorajcem. Brałem czynny udział w proteście Brzeskim w rozbrojeniu okupantów. Ukończyłem 3 tygodniowy kurs Peowiacki w Lublinie, a po rozbrojeniu okupantów w dniu 6 listopada wstąpiłem do tworzącej się Armii Polskiej, jako ochotnik  pełniąc służbę sanitariusza przy szpitalu wojskowym w Zamościu. Po zakończeniu wojny Polsko-Bolszewickiej zostałem zwolniony do cywila.

Podpisał Jan Miazga.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Bolesław Wąsek, Andrzej Oszust, Stanisław Miazga.

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 22.02.1937.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 05.08.1937 w MP nr 178 poz.249[4].

Miazga Józef[5]  PS. „Kmicic”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1895 -1955

  1. Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Urodzony we Frampolu pow. Biłgorajskiego w sierpniu 1895r. Ukończył gimnazjum i dwa lata studiował na uniwersytecie w Warszawie. W styczniu 1916 r. zorganizował Komendę miejscową P.O.W, we Frampolu, która liczyła kilkudziesięciu członków. Był jej ko­mendantem następnie mianowany został Komendantem podobwodu Okr. 8 a. Zorganizował Komendy miejscowe P.O.W. w Goraju, Gorajcu, Teodorówce i Sokołówce.

W roku 1916-17-tym całkowicie oddaje się szkoleniu w mustrze swych oddziałów. Nagromadził i przechowywał broń i amunicję. Kilkakrotnie aresztowany i karany przez okupanta.  Prowadzi konspiracyjną robotę przeciw nim. Ze swojemi oddziałami rozbraja okupantów na lokalnym terenie. W listopadzie 1918 r. wstępuje z odziałem do W.P. a i roku 1920-tym powtórnie. Obecnie pracuje we Frampolu w przemyśle lnianym.

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 19.04.1937.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 8.11.1937 w MP nr 259, poz.409.

Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości

            w Warszawie

Miazgi Józefa Frampol pow. Biłgoraj

Otrzymałem zawiadomienie za N 15/25515,że w dniu 8 listo­pada b.r. zostałem odznaczony Medalem Niepodległości.

Mając zaszczyt otrzymać odznaczenie Niepodległościowe, jednocześnie czuje się pokrzywdzonym, z racji nie przyznania mi Krzyża Niepodległości, który mi przysługuje.

Prowadziłem prace Niepodległościowe jeszcze w gimnazjum rosyjskiem. Zorganizowałem kilka komend miejscowych P.O.W. byłem ko­mendantem miejscowym we Frampolu, później komendantem podobwodu ok. 8, przez dwa lata wyłącznie poświęcałem się organizacją i szkoleniem członków P.O.W. Za moją przyczyną komendy P.O.W. powiększały swych  członków do kilkudziesięciu. Byłem prześladowany i aresztowany i ka­rany za przechowywanie broni, nocowanie i ukrywanie legionistów, instruktorów i kurierów P.O.W. Na rozkaz mobilizacyjny wstąpiłem do Wojska Polskiego na czele oddziału kilkudziesięciu ludzi. Tym bardziej uważam się za pokrzywdzonego, że byli moi podkomendni, którzy wstąpili do P.O.W. za moją namową, otrzymali niektórzy Krzyże „: Niepodległości owe”.

Przeto zwracam się z prośbą o zrewidowanie akt i przyzna­nie mi Krzyża Niepodległościowego. O pracy mojej stwierdzić mogą b. komendant okręgu Sowa-Lelek i b. komendant obwodu Sitarz Franciszek, obaj zamieszkali w Lublinie.

Zaznaczam że przez Okręgową Komisję Odznaczeniową w Lublinie, zosta­łem przedstawiony do Krzyża Niepodległości.

  Frampol dnia 14 grudnia 1937 r.

Brak informacji czy otrzymał Krzyż Niepodległości

Być może, że odznaczenie nie zostało przyznane w związku z głośnym procesem karnym.

Miazga Lucjan[6] PS. „Sosna”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1899 – 1978

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Wstąpiłem do POW w  dniu 10 marca 1917 roku we Frampolu, gdzie pełniłem funkcję szeregowego. Wszelkie rozkazy sumiennie  wypełniałem biorąc czynny udział w proteście Brzeskim, w rozbrojeniu zostałem pobity przez austriackiego oficera w czasie służby. Wówczas oficerowie austriaccy wywozili mundury samochodami, lecz na to interweniowałem i sam odebrałem  samochód ciężarowy mundurów na rzecz przyszłej armii Polskiej. Brałem udział we wszystkich ćwiczeniach POW odbywających  na terenie miejscowem poza Frampolem. Po rozbrojeniu okupantów wstąpiłem w  dniu 3 listopada 1918 roku do 35 pp. Jako ochotnik poczem zostałem przydzielony do żandarmerii wojskowej, gdzie służyłem do zwolnienia nie 1921 roku.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Chodaczyński Stanisław, Oszust Stanisław zam. Frampol. pow. Biłgoraj.

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 15.03.1937.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 8.11.1937 w MP nr 259, poz.409[7].

Miazga Wacław  s Pawła.

1869 –

Przedstawiam pismo jakie wystosował do Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości Wacław Miazga s. Pawła zam. we Frampolu.

Prośba

Niniejszym proszę łaskawie o przyznanie i odznaczenia za moją pracę Niepodległościową w latach 1904-6 r.

Urodziłem się we Frampolu w m. wrześniu 1869  r. Ukończyłem miejscową szkołę powszechną, a następnie nauczyłem się tkactwa, zaś obecnym moim zajęciem jest praca na roli.

W 1904 r. wstąpiłem we Frampolu jako członek zaprzysiężony do tajnej Organizacji Niepodległościowej założonej prze śp.  Moskalewskiego Stanisława ówczesnego pracownika Ordynacji Zamojskiej, a późniejszego Wojewodę Lubelskiego. Praca w tej organizacji prowadzona była w dwóch kierunkach:

  1. Uświadamianie i wykuwanie silnych charakterów, któryby z  oddaniem życia i mienia walczyły o wolność uciemiężonego narodu,
  2. Robota sabotażowa i stałe nękanie nienawistnego zaborcy.

Działalnością tej organizacji kierował p. Moskalewski Stanisław i p. Kwiatkowski, który po odzyskaniu niepodległości był Inspektorem Wojewódzkim PZU w Lublinie, a obecnie zdaje się piastuje ten sam urząd w Brześciu nad Bugiem. Zebrania konspiracyjne odbywały się w lasach, bądź to na cmentarzu grzebalnym lub w prywatnych domach. Kierownikiem oddziału we Frampolu był Leon Maciurzyński, obecnie zamieszkały w Zamościu przy ul. Piłsudskiego 45. Na zebraniach panowie Moskalewski, Kwiatkowski i inni wygłaszali odczyty o wielkich wodzach polskich, o świetnych dziejach Narodu Polskiego, wpajając w nas dumę narodową,  urabiając nas na silnych i odważnych obywateli, gotowych na wszelkie poświęcenia, by zrzucić jarzmo niewoli.                              Gdy w 1904 r. otrzymaliśmy polecenie od zwierzchnich władz organizacyjnych, że chwila jest ważna, że trzeba przygotować się do możliwego objęcia władzy w swe ręce przeprowadziliśmy w swej organizacji  zebranie przedwyborcze na którym przydzielono poszczególne funkcje urzędowe osobom z pośród członków organizacji, a następnie za naszą agitacją odbyło się jawne zebranie gminne, na którym przeprowadziliśmy wybory funkcjonariuszów zarządu gminnego jak: wójta, sekretarza, sołtysów itp., przeprowadziliśmy uchwałę, że odtąd urzędowanie ma się odbywać w języku polskim. Protokół z tego zebrania został sporządzony w j. polskim i załączony do akt uchwał zebrań gminnych.

Ten śmiały czyn spotkał się z represją zaborcy, bo do miasteczka naszego wtargnęła sotnia kozaków wraz z naczelnikiem powiatu, chcąc nas pod grozą szabel i dzid zmusić nas do zrzeczenia się tej uchwały. Myśmy jednak twardo stali przy swoim. Naczelnik powiatu uchyli naszą uchwałę, to my wnieśliśmy odwołanie od jego decyzji do gubernatora i przedłożyliśmy naczelnikowi dowód urzędu pocztowego o wniesieniu odwołania do gubernatora, naczelnik pieniąc się ze złości i odgrażając odjechał niepyszny ze swoimi mołojcami.                                                                                                        W życiu organizacji brałem czynny udział , byłem skarbnikiem tej organizacji, zaś na manifestacyjnym zebraniu gminnym, o którym napisałem powyżej – zostałem wybrany sołtysem. Na zebrania i zbiórki uczęszczałem punktualnie, wykonywałem posłusznie zlecenia władz organizacyjnych czy to przy kolportowaniu pism, broszur politycznych, jak „Polak”, „Ziemia Chełmska” i innych, czy to biorąc udział w robocie sabotażowej, zamalowywaniu napisów rosyjskich, wybijaniu okien itp. W chwilach gorących nigdy mnie nie brakowało.                                                                                                                        Prawdziwość zapodanych powyżej faktów stwierdzam własnoręcznym podpisem

Frampol dn. 28.XII.1937 r.                                                                                  Wacław Miazga

My niżej podpisani, jako członkowie tajnej Organizacji Niepodległościowej w latach 1904-6 r. własnoręcznym podpisem stwierdzamy wiarygodność wyżej przytoczonych faktów:

Paulin Jasiński, Józef Filipowicz, Władysław Miazga, Adam Filipowicz, Aleksander Śliwiński, Leonard Kras.

Własnoręczność podpisów stwierdził ówczesny Wójt Gminy Frampol: Jan Dziuba.

Adnotacja pa piśmie :Brak podstaw 15870.

 

[1] Wyjątki z ankiety  opracowanej przez Pana Niderlę na prośbę Wojskowego Biura Historycznego w związku z opracowywaniem przez tą instytucję monografii P.O.W. i jej roli w dziele odzyskania niepodległości i późniejszej organizacji wojska polskiego.

[2] Erazm Miazga  1866-1948 syn Andrzeja i Marianny z Oszustów ożenił się w roku 1889 z Teofilą Dubiel, siostrą mojej babki Weroniki z Dubielów Wąskowej. Związek małżeński zawarty został 15(22) stycznia 1889 roku

[3] Syn  Ignacego i Marianny z Tujaków urodzony 17 stycznia 1897 roku w Wólce Abramowskiej gm. Goraj.

[4] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r74219653,MIAZGA-JAN.html

[5] Syn Jana i Magdaleny z Filipowiczów ur. 11 sierpnia 1895 roku we Frampolu zmarł 15.06.1955 r. pochowany na Frampolskim cmentarzu.

[6] Syn Mikołaja i Eugenii- Pelagii zd. Gabryszewska ur. 16.04.1899 r.  we Frampolu ul. Wesoła 3. „Lucio-Lucio”.

[7] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r9432556201,MIAZGA-LUCJAN.html

Polska Organizacja Wojskowa we Frampolu V.a.

W poprzednim wpisie na moim blogu przedstawiłem Maciurzyńskich synów Andrzeja, którzy działali Polskiej Organizacji Wojskowej nie tylko na terenie Frampola i powiatu zamojskiego, do którego Frampol należał. W tym wpisie przedstawiam dwóch synów, jakich miał Franciszek Maciurzyński, którzy działali w P.O.W. i ubiegali się o nadanie Krzyża bądź Medalu Niepodległości. a mianowicie Leona i Stanisława. Przynajmniej kilka zdań należy napisać o jednej z córek Franciszka Mariannie, która, jak pisze w ankiecie o Frampolskiej P.O.W [1]działała w kobiecej służbie zdrowia Augustyn Niderla.

 

Maciurzyński Leon[2]

1887 – 1953

Do Komitetu Krzyży i Medalu Niepodległości ·
w Warszawie, Al. Ujazdowskie 1

Leona Maciurzyńskiego mieszkańca m. Zamościa, ·ul. Marsz. Piłsudskiego 45

P O D A N I E.

Załączam przy niniejszem dowód należenia do organizacji tajnej niepodległościowej w latach 1904 – 1906 w organizacji ludzi starsz., dowód zorganizowania i prowadzenia przeze mnie organizacji tajnej młodzieży, oraz dowód aresztowania mnie i wywiezienia przez Moskali. Na podstawie powyższych dowodów uprzejmie proszę o zaliczenie mnie do pracowników niepodległościowych i przedstawienie mnie do od­znaczenia właściwego mojej działalności i stanowisku więźnia politycz­nego odznaką Niepodległości.

Mój krótki życiorys:

Urodziłem się 30 marca 1887 r. we Frampolu, pow. dawnie i zamojskie­go, a obecnie pow. biłgorajskiego. Ojciec mój Franciszek, austr.  poddany z Radomyśla nad Sanem, osiedlił się za paszportem i ożenił z poddaną ros. Katarzyną z Miazgów i mieszkał stale we Frampolu, za paszportem.

Początkowe nauki brałem we frampolskiej szkole początkowej, a później uczyłem się prywatnie, gdyż jako obcy poddany w progimnazjum zamojskiem nie zostałem przyjęty, gdzie zgłoszony byłem do 2 klasy.                                                                                                      W latach 1900 – 1903- uczyłem się częściowo w domu, częściowo w Galicji.

W 1904 r. została u nas we Frampolu założona szkoła tkacka przez śp. Stanisława Moskalewskiego i ja do tej szkoły wstąpiłem, a po jej ukończeniu odbyłem kurs kilkomiesięczny w Stanisławowie pod Warszawą w 1905 r. oraz w Krośnie w ciągu 4 tygodni. W listopadzie założyliśmy spółkę tkacką we Frampo­lu, której byłem Kierownikiem do 4 listopada 1906 r.

Pracowałem w akcji politycznej prowadzonej przez śp. St. Moskalewskiego od 1903 r.
i należałem do tajnego koła niepodległościowego zor­ganizowanego przez Moskalewskiego, a na jego rozkaz zawiązywałem koła – po okolicznych wsiach, oraz koła młodzieży osobno, które się znajdowały, pod moim kierownictwem. Byłem członkiem delegatem do władz powiatowych organizacji i co miesiąc jeździłem na zebrania powiatowe sprawozdaw­cze do Zwierzyńca.                                                                                  W zorganizowanej poczcie przez Moskalewskiego, przez którą, przychodziła nielegalna literatura z Galicji do Królestwa i Lit­wy, ja otrzymałem odcinek od Ulanowa w Galicji, do Zwierzyńca ( Ord. Za­mojskich). Przez mój etap przewożone były pisma „Polak”, „Socjaldemokra­ta Królestwa i Litwy” , (o ile mnie pamięć nie myli taki był tytuł soc. Pisma), wszelkiego rodzaju druki nielegalne, niepodległościowe, broszu­ry i małe książeczki o treści historycznej i niepodległościowej, oraz rewolwery i naboje do nich. Przewoziłem również ludzi w obie strony jadące drogę, nielegalną, między nimi był raz pułkownik armji rosyjskiej Polak. Dnia 4 listopada 1906 r. zostałem ostrzeżony, że mam być areszto­wany, więc tego dnia wieczorem opuściłem dom i w nocy byłem już w Galic­ji, kiedy byli w domu ojca mojego po mnie żandarmi rosyjscy.

Do września 1910 r. byłem w Stanach Zjednoczonych w Ludlow Mass. gdzie należałem do 59 Oddziału Związku Młodzieży Polskiej w U.S.A przez trzy lata byłem członkiem Zarządu Oddziału.
Po śmierci Stołypina wróci­łem do rodzinnego miasta i dalej pracowałem przez 1911 r. w organizacji tajnej, ale 3 stycznia 1912 r. zostałem aresztowany i wywieziony przez Zamość – Tomaszów do Galicji. Do 1915 r. pracowałem jako kierownik składnicy Kółka Rolniczego ( handlu nauczyłem się w Ameryce).  W 1913 r. odby­łem służbę wojskową austryjacką  w ersatz rezerwie przez 8 tygodni, a w 1914 r. na mobilizacji otrzymałem 4 tyg. urlopu z powodu choroby. W cza­sie urlopu miejscowość Mielnica pow. Borszczów, gdzie byłem kierownikiem składu została zajęta przez Moskali i ja zostałem wywieziony do podolskiej gub,  gdzie pracowałem we dworze jako kancelista, a w końcu buchalter w ma­jątku Barbary Hanenko w Mogilnie pow. Hajsyn[3].

Na wieść o wolnej Polsce wróciłem 31 grudnia 1918 r. i osiedli­łem sie w Zamościu. Tu pracując we własnym przedsiębiorstwie handlowem byłem współzałożycielem T-wa Rozwój oddział w Zamościu  i Stow. Kupców Polskich w którym 19-ty rok jestem w zarządzie.

Do żadnej organizacji politycznej nie należałem w niepodległej Już Polsce, a byłem bliski Stronnictwu Narodowemu. Od śmierci śp. Marszałka Piłsudskiego zerwałem tę słabą łączność ze Str. Narodowem, gdyż nikczemny stosunek Stronnictwa do majestatu śmierci Największe­go Polaka bardzo boleśnie mnie dotknął. Do politycznych partii nie na­leżę dla tego, że w Ameryce wyrobiłem sobie opinię, że wtedy tylko Polska silną będzie kiedy pozbędzie się klas i stanów, a dobro Narodu będzie najwyższem dla Polaka hasłem.

Zamość dnia 3 grudnia 1937 roku   podpis:  Leon Maciurzyński

3 załączniki:

Ja niżej podpisany Jan Wąsek syn Józefa mieszkaniec osady Frampol, powiatu Biłgorajskiego, mający obecnie lat 72, były  wójt    gminy Frampol  w latach od 1905 do 1914 roku włącznie, za czasów rosyjskich, wiedząc że za fałszywe zeznanie grozi mi odpowiedzialność osobista, oświadczam co następuje:

– „Kiedy byłem wójtem gminy Frampol, jak wyżej zaznaczone, w pierwszych dniach miesiąca stycznia prawdopodobnie dnia 2 stycznia 1912 roku, nadeszło od Naczelnika Powiatu pismo z Zamościa, na skutek zarządzenia Generał-Gubernatora z Warszawy, by zaaresztować p. Leona Maciurzyńskiego syna Franciszka urodzonego w dniu 30 marca 1887 roku we Frampolu, i odstawić go do dyspozycji Naczelnika Powiatu w Zamościu celem odeskortowania go zagranicę do byłej Galicji, jako szkodliwego działacza przeciwko ówczesnym Władzom Rosyjskim”.
Polecenie to wykonałem.

Osada Frampol  dnia 4 listopada 1937 r. Podpisał Jan Wąsek

Własnoręczność podpisu Jana Wąska mieszkańca osady Frampol, byłego wójta gminy Frampol zaświadczył Wójt Gminy Frampol Jan Dziuba podpis nieczytelny 4 listopad 1937 r.

 Zaświadczenie.

My niżej podpisani stwierdzamy że p. Leon  Maciurzyński, zamieszkały w Zamościu był  członkiem tajnej Organizacji  we Frampolu przez śp. Stanisława Moskalewskiego i był delegatem z Frampola do władz powiatowy  Organizacji. Osobiście Kierować zawożonymi przez siebie Kołami Młodzieży Niepodległościowej we Frampolu i okolicznych wioskach. Był kierownikiem etapu Ulanów – Zwierzyniec, – drogi po której przycho­dziła z Krakowa do Królestwa nielegalna literatura niepodległościowa, a cza­sem broń (rewolwery i naboje), oraz nielegalny przejazd przez granicę. Tajną działalnością w latach 1904 – 1906 p. Maciurzyński bardzo się przyczynił do podniesienia uświadomienia narodowego naszej okolicy. W końcu 1906 roku musiał p. Maciurzyński uciec za granicę unikając aresztowania. Po powrocie w   roku 1910 roku owocnie pracował nadal do chwili aresztowania go przez władze rosyjskie i wydalenia z granic państwa jako cudzoziemca, co nastąpiło w  styczniu 1912 roku.
Frampol dnia 3 listopada 1937

 Członkowie Tajnej Organizacji Niepodległościowej  we Frampolu:

Adam Filipowicz l 68, Paulin Jasiński l. 59, Franciszek Dubiel l. 60, Wacław Miazga l. 68, Józef Filipowicz l. 63, Erazm Miazga l. 72, Stanisław Miazga l. 77, Franciszek Oszust l. 67.

Własnoręczność podpisów w/w stwierdza Wójt Gminy Frampol Jan Dziuba 5 listopad 1937 r.

Brak jest informacji o tym, czy Leon Maciurzyński otrzymał Krzyż, bądź Medal Niepodległości. W wykazie http://niezwyciezeni1918-2018. Lista-odznaczonych-Krzyżem-i-Medalem –  Niepodległości nie figuruje.

 

 

Maciurzyński Stanisław[4] PS.  „Zawisza”.

Stanisław Maciurzyński s.Fr

           1900 – 1963

Był synem Franciszka i Katarzyny z Korczaków małżonków Maciurzyńskich.

Frampol ul. Targowa 63

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Urodził się dnia 24 listopada 1900 roku we Frampolu. Lata dziecięce spędził pod opieką rodziców, którzy wychowywali go w duchu narodowym . Przed wojną Europejską ukończył szkołę powszechną we Frampolu. W roku 1916 uczył się prywatnie w Leżajsku i wstąpił do gimnazjum i tam w dniu 1 grudnia 1916 roku wstąpił do POW pod pseudonimem „Zawisza”. Był zaprzysiężonym członkiem POW, uczęszczał na wszystkie ćwiczenia i zbiórki POW. Wszelkie prace POW wykonywał gorliwie i sumiennie, jako gorliwy i uczciwy obywatel. Brał czynny udział w manifestacjach (Akt Brzeski) i rozbrajaniu okupantów. Podczas wakacji utworzył wespół z kolegami i komendantem POW z Frampola przedstawienia amatorskie, o podłożu patriotycznym dla rozbudzenia ruchu narodowego wśród młodych wygłaszał pogadanki o dawnej wolnej i niepodległej Polsce o wielkich synach polskich wodzów i wojowników.                                                          W roku 1918 do wojska nie poszedł – pozostał w szkole. W roku 1919 stawał na komisję poborową – WKU Lublin i otrzymał odroczenie służby wojskowej  art.64 – jako uczeń.

W roku 1920 wstąpił do wojska i pracował w PKU Zamość, skąd w listopadzie 1920 roku miał odroczoną służbę wojskową, jako uczeń art.64. Wskutek zubożenia ojca podczas wojny wystąpił na Boże Narodzenie z VII klasy gimnazjum w Leżajsku. W styczniu 1922 roku zgłosił się do PKU Zamość , gdzie odbył służbę i został zdemobilizowany w październiku 1922 roku. W roku 1924 złożył egzamin dojrzałości przed Państwową Komisją Egzaminacyjną. Po śmierci ojca pracował kilka miesięcy w Sądzie Okręgowym w Zamościu, skąd zwolnił się na własną prośbę i osiadł we Frampolu. Przez kilka lat pracował w zarządzie Ochotniczej Straży Pożarnej we Frampolu. Był członkiem Rady Gminnej we Frampolu i przewodniczącym Komisji Rewizyjnej tejże  Rady do czasu wyborów ostatnich. W tym że czasie był członkiem Powiatowego Sejmiku w Biłgoraju. Następnie był prezesem Rady Nadzorczej Spółdzielni Spożywców we Frampolu, jak również jest członkiem Rady Nadzorczej Hurtowni Spółdzielczej  w Biłgoraju. Obecnie jest prezesem Zarządu Spółdzielni Spożywców we Frampolu, prowadzi jej rachunkowość i jest jej kierownikiem  oraz jest sekretarzem Zarządu Koła Powiatowego Związku Peowiaków.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Antoni Kowalik  były komendant placówki P.O.W. w Leżajsku,

Józef Miazga komendant placówki P.O.W. Frampol,

Stanisław Miazga s. Wacława i Edmund Jasiński wszyscy zamieszkali we Frampolu oraz porucznik Leon Miazga – kompania Saperów w Czortkowie.

Odrzucono na posiedzeniu Komitetu 9.05.1938, Prot.127.

 

[1] 10. Służba zdrowia zorganizowana z kobiet: – Miażdżanka Klementyna, – Miażdżanka Maria córki Stanisława, Maciurzyńska Maria, Wąskówna Maria – obecnie Dziubowa. Miażdżanka Maria córka Erazma- obecnie Oszustowiczówna.

[2] Zmarł 13.08.1953. Pochowany na cmentarzu w Janowie Lubelskim.

[3] Maciurzyński Leon ur.1887 roku † – kupiec. Przybył do Zamościa w 1919 roku z Ukrainy. W  latach międzywojennych właściciel znanego najlepiej zaopatrzonego ze wszystkich polskich sklepów-sklepu galanteryjnego (ul. Staszica 13), prowadził też sklep żołnierski w 3p.a.l., długoletni prezes Stowarzyszenia Kupców Polskich[3].

[4] Zmarł 30.09.1963, pochowany na Frampolskim cmentarzu.

P.O.W. Frampol cz.V

Polska Organizacja Wojskowa we Frampolu cz. V.

W przedstawianych materiałach zachowuję pisownię oryginalną obowiązującą w tamtych latach.

W tej części przedstawię sylwetki ludzi związanych z Frampolem, poprzez ich działalność w organizacjach Niepodległościowych, którzy działali nie tylko na terenie Frampola, ale równiej w innych miejscach Rzeczypospolitej, a będą to MACIURZYŃSCY.

Z Maciurzyńskimi  związany jestem również ja, ponieważ moja babcia Malwina pochodziła z Maciurzyńskich. Zanim przystąpię do przedstawiania poszczególnych przedstawicieli tej rodziny działających na rzecz odzyskania niepodległości opowiem o tym, skąd przybyli do Frampola Maciurzyńscy.

W drugiej połowie XIX wieku, podjęta została  w roku 1859 przez Dziedzica Dóbr Kąty Juliusza Puchałę inicjatywa budowy nowego kościoła we Frampolu, zaofiarował na ten cel własną pomoc finansową i materialną. Formalności związane z pozwoleniem na budowę trwały bardzo długo. Dopiero przybycie do Frampola księdza Wiktora Krauze przyśpieszyło prace związane z budową nowego kościoła murowanego w miejsce kościoła drewnianego, który, w tym czasie miał już 140 lat i był w złym stanie technicznym. Kościół budowany w latach 1873-1878 w/g projektu Władysława Siennickiego budowniczego powiatu zamojskiego, był kościołem jednonawowym z wysoką wieżą frontową, mógł pomieścić ok. 1800 wiernych, jak szacował jej budowniczy ks. Krauze.

Pradziadek mój Andrzej Maciurzyński syn Józefa i  Julianny z Wiktorów (ur.1851)pochodził z Radomyśla nad Sanem. Nie wiem, jak to się stało, że znalazł się we Frampolu, ale chyba wiązało się to właśnie z budową kościoła w naszej miejscowości, wcześniej Andrzej ukończył Szkołę Techniczną w Warszawie. Wraz z nim przybył do Frampola jego młodszy brat  Franciszek (ur.1854). Bracia założyli tu rodziny pradziadek Andrzej ożenił z Marianną  Oleszków w 1876, a Franciszek z Katarzyną z  Miazgów w roku 1885.

Kartka od Adama

Kartka pocztowa z Radomyśla wysłane przez Adama Maciurzyńskiego w 1905 roku.

Rodziny, które założyli bracia były liczne, Andrzej z Marianną mieli dziewięcioro dzieci (siedmiu synów), a Franciszek z Katarzyną  ośmioro dzieci (dwóch synów). Ponieważ materiał o tych dwóch rodzinach jest bardzo obszerny informację o nich zamieszczę w dwóch odrębnych odcinkach.

W pierwszym odcinku przedstawię sylwetki i działalność na rzecz odzyskania Niepodległości synów Andrzeja : Adama, Apolinarego i Hieronima.

Na zakończenie wprowadzenia, słów kilka, o pozostałych trzech synach Andrzeja. Najstarszy z synów Kazimierz w chwili wybuchu I wojny światowej został internowany przez władze carskie i zaginął na terenie Rosji. Dwaj pozostali najmłodsi bracia Jan –Aleksander    (1889 – 1921) i Bolesław (1897 – 1935) służyli w wojsku.  Jak ciężkie były warunki tej służby niech świadczą te urywki listów pradziadka Andrzeja do syna Apolinarego.

-„W pierwszych dniach maja 1918 roku wraca do domu z wojska Bolesław wycieńczony i schorowany”.

W tym też czasie Aleksander szykuje się do wojska. Gdzie służył w wojsku, jak długo i w jakich warunkach, czy brał udział w wojnie z bolszewikami tego nie wiem, bo z tej korespondencji, jaka pozostała nic więcej o Aleksandrze nie można wyczytać i ustalić? Prawdopodobnie, jak miało to miejsce z Bolesławem służbę w wojsku okupił utratą zdrowia i przedwczesną śmiercią. Umiera bardzo młodo 29.01.1921 roku  w wieku 32 lat. Pochowany w grobowcu rodzinnym we Frampolu.

Wyjątek z listu Andrzeja do syna Apolinarego z 21 marca 1918 roku

   -„Piszę często do Bolka, ale on listów i posyłki z chlebem nie otrzymuje. Posłałem Adolka
(- syn Malwiny) na mój koszt za Kraków z chlebem, to mu zawiózł i wygląda bardzo marnie na ćwiczenia nie chodzi, bo nie ma siły tak wyschnięty i zmizerowany, może komisja go uwolni do domu na poprawę na czas jakiś dla nabrania sił. Jeżeli możesz to poślij, co Bolkowi to Ci zwrócę, bo z Galicji listy łatwiej dochodzą”.
    Kochający Cię ojciec Andrzej

– „Bolek powrócił do domu. 13-go kwietnia znękany i schorowany, dostał urlop na czas nieograniczony. Przewracał się dzisiaj, przy odżywianiu się lepszym, już nogi stawia lepiej i je, co parę godzin za czas spędzony w wojsku. Egzystencję swoją w wojsku zawdzięcza Tobie, że o nim pamiętałeś, gdyż od nas przesyłki rzadko go dochodziły”.                                  Bolesław umiera również bardzo młodo, w roku 1935, mając zaledwie 38 lat. Jak i wszyscy Maciurzyńscy oprócz Hieronima został pochowany w grobie rodzinnym we Frampolu.

 

Maciurzyński Adam

Adam w Brześciu 1931 — kopia

1880 – 1937

Odrzucony na posiedzeniu Kom. Dn.6.XII-32. N.60

 z powodu braku pracy niepodległościowej.

Życiorys

Urodziłem się 20.XII.1880 r. w Ujazdowie, pow. Zamojski , wojew. Lubelskie. Prócz nauki pobieranej w szkole ludowej we Frampolu, rodzice nauczyli mnie historii polskiej w domu. Z ukazaniem się „Robotnika”, wydawanego przez dzisiejszego Pierwszego Marszałka Polski , pomagałem w jego kolportowaniu (śp. Jan Brandt w Smoryniu i ks. P. Kwoczyński). Z wybuchem rewolucji w Rosji w  1905 r. rzuciłem się w wir pracy niepodległościowej w b. Królestwie a obszarze pow. Zamojskiego. Przenosiłem „ bibułę” z zagranicy przez  Łążek do Janowa Lubelskiego. Pojmany na granicy, skuty w kajdany, odstawiony zostałem do więzienia w Janowie. Gdzie siedziałem przez pewien czas. Dzięki staraniom mojej rodziny i Henryka Szulakiewicza (obecnie jeszcze mieszkającego w Janowie)odesłano mnie przez Biłgoraj i Tomaszów lubelski do b. Galicji (ojciec mój miał obywatelstwo galicyjskie, a mieszkał we Frampolu). Ukarano mnie, jako ob. galicyjskiego. W 1906 roku wróciłem znowu do miasta Frampola (pow. Zamojski) i tam zorganizowałem tajną szkołę dla dorosłych (patrz zał. 1). Przy tem prowadziłem tajne kółka polityczne, założone przez mego krewnego Leona Maciurzyńskiego. Miewałem odczyty tajnie- (na cmentarzu, po domach, w lesie). W różnych sprawach politycznych,
a zwłaszcza za wprowadzeniem  języka polskiego w gminie frampolskiej i sądów polskich. Usiłowałem ponadto założyć podobne koła w Goraju (pow. zamojski) i Kocudzy[1] (pow. biłgorajski). Świadkami powyższych poczynań są frampolscy mieszczanie, których w razie potrzeby mogę wskazać. We wsi Trzęsiny, dzięki pomocy pieniężnej śp. Jana Brandta  założyłem czytelnię ludową. Zaproszony przez Pol. Macierz Szkolną w Biłgoraju prowadziłem tam tajne kursy dla nauczycieli wioskowych, szkół powszechnych i kursy gimnazjalne (patrz załącznik 2).                                                 Aresztowany byłem  i odsiedziałem karę w tamtejszym więzieniu. Niezależnie od kary, na podstawie wizytacji mej szkoły przez Naczelnika Dyrekcji Szkolnej, otrzymałem szkołę powszechną w Grabówce, skąd po ½  roku zostałem wydalony na podstawie żądania żandarmerii rosyjskiej. Wysiedlono mnie z „granic Rosji”(załącznik 3).
Za powyższą oświatową pracę otrzymałem odznaczenie „Za Szkołę Polską” (Załącznik 4).

Wybuch wojny zastał mnie w powiecie krośnieńskim, w Miejscu Piastowem. Zaagitowałem między młodzieżą wiejską w M. Piastowym i sąsiednich wioskach. Tworzyłem oddziały, uczyłem musztry początkowej i odprowadzałem do p. Torny komendanta kadry w Krośnie, do I Brygady Marszałka Piłsudskiego. Z powodu choroby oczu nie przyjęto nie do oddziału. Kolejno zakrzątnąłem się około zaopatrzenia wojska polskiego i pracowałem dla intendentury (Załącznik 5). Po zajęciu wschodniej Małopolski przez Rosjan wyjechałem na zachód. Tam w miejscowościach Jordanów, Rabka, Mszana Dolna, Skawina i In. stały na stacjach wagony z oddziałami Legionu Wschodniego – który wtedy się rozwiązywał. Zająłem się agitacją za wstępowaniem  do I Brygady   i wielu przyrzekło pojechać do Krakowa do „Oleandrów” do Kadry. Poświadczeń tej pracy nie mam, gdyż nie było na to ani czasu, ani od kogo. Działałem samorzutnie. Mógłby może
(o ile żyje) poświadczyć tę pracę ks. Matysiak, który wówczas był wikariuszem w  Jordanowie. Na wychodźstwie: na Morawach w Bernie dalej, obok pracy oświatowej w gimnazjach dla uchodźców, prowadziłem działalność polityczną, odwiedzałem rannych legionistów, opiekowałem się nimi.

Toż samo czyniłem namawiając żołnierzy z rozwiązywanych Legionu Wschodniego, a stojącego oddziału w Jordanowie, Rabce, Muszynie itd., by wstępowali do I Brygady Marszałka Polski, a ówczesnego Dziadka-Komendanta.

W 1918/1919 r. utworzyłem „Uniwersytet Żołnierski” w Płocku, pracowałem w „Domu Ludowym”, agitowałem  za pożyczką (sam zakupiłem z 1 ½ tysiąca marek krótko i długo-terminowe), a w roku 1920 zakupiłem za 9 tysięcy marek, którą zamieniono na Konwersyjną nie dałem do wyższego przerachowania, by nie obarczać skarbu polskiego. (Dziś jestem w nędzy i bardzo bym pragnął jej przeliczenia!!). W  Płocku wydrukowałem dla plebiscytu górnośląskiego ( w kilkunastu tysiącach) broszurę pt. „Nasze Kresy”. Po powstaniu BBWR pracując   w Brześciu n/Bugiem zapisałem się doń. Obecnie pracuję w Wilnie w kole BBWR , jako sekretarz Koła „Śnipiszki”,( wskutek złośliwych intryg osobistych wrogów zostałem przeniesiony na emeryturę w Brześciu n. B). Pragnąłbym powrócić do służby rządowej, jako profesor gimnazjalny(mam pełne kwalifikacje).

 Dr. Fil. Adam Maciurzyński

Wilno d. 15/X.1933 ul. Pióromont 10,m6.

Zaświadczenia i poświadczenia pracy Adama Maciurzyńskiego:

Załącznik Nr 1.

Biłgorajskie Koło  Macierzy Szkolnej

L.138/21                                                                                                                                                                                                                                          Poświadczenie                                                                    Zarząd Biłgorajskiego Koła „Polskiej Macierzy Szkolnej” stwier­dza niniejszym, iż p. Adam Maciurzyński w czasie od 2/IV do 15/XI 1907 r. prowadził w Biłgoraju 3 oddziały szkoły powszechnej od 8 rano do 1 po­południu, i kursy dla dorosłych analfabetów od 3 do 6 po południu. Przez miesiące lipiec, sierpień, wrzesień i październik pro­wadził przygotowawczy kurs dla nauczycieli wioskowych całego powiatu /razem 28 osób obojga płci/. Na kursie tym uczył przedmiotów najpotrzeb­niejszych do prowadzenia szkoły a więc: religji, języka polskiego, aryt­metyki, historji Polski, geografji, historji powszechnej /w zarysie/ zasadniczych pojęć pedagogicznych prowadzenia dzieci, metodyki ucze­nia różnych przedmiotów itd. w zakresie I i II roku seminar. naucz: Lekcje odbywały się w lokalu szkółki przy ul. Radzięckiej, w domu p. Matrasia. Kursiści na nauczycieli mieli lekcję dwa razy tygodniowo:
w czwartek i niedzielę od 3 do 8 po południu. Po ukończeniu kursu złożyło z nich 24-ro egzamin
z postępem bardzo dobrym, dobrym i dostatecznym, czworo zaś nie złożyło egzaminu. Komisją egzaminacyjną byli: kierownik kursu p. Maciurzyński oraz cały zarząd Koła Pol. Macierzy Szkolnej w Biłgoraju przy asyście zaproszonych gości. Kursiści ci, mimo zakazów rządu nauczania po wsiach, prowa­dzili po wsiach szkółki tajne. P. Maciurzyński został za „nielegalne” prowadzenie szkoły osadzony w miejscowym areszcie, a po odbyciu te­goż zmuszony był wskutek zakazu żandarmerji przerwać naukę w Biłgo­raju; w połowie listopada 1907 roku i udał się do Grabówki, gdzie otrzymał szkółkę ludową od dyrekcji szkół w Lublinie. Przez cały czas swego pobytu w Biłgoraju i prowadzenia nauki p. Maciurzyński wywiązy­wał się dobrze z powierzonego mu zadania ku ogólnemu zadowoleniu mieszkańców miasta Biłgoraja, a swojem  ze wszech miar sumiennem wypełnianiem obowiązków oraz taktownem postępowaniem zasłużył sobie na serdeczną wdzięczność u ludności.

Sekretarz :/-/ Zofja Skulska         M.P.            /-/ Ks.C.Koziołkiewicz Biłgoraj d.10 kwietnia 1921 roku

Dnia 24 kwietnia 1925 r. N.324 poświadczyłem odpis niniejszego.

 Notarjusz /-/ St. Płoński M.P.. Z dokumentu tego wydałem 15.4-21 kopię p. Maciurzyńskiemu za N.164

/—/ Pietrasiewicz       Przewodniczący /—/ K. Dąbrowski

Załącznik Nr 2.

Zaświadczenie.

My niżej podpisani mieszkańcy osady Frampol stwierdzamy, iż p. Maciurzyński Adam pracował w naszym mieście bardzo wiele dla oświaty obywateli przez prowadzenie kursów dla dorosłych w roku 1906, które prowadził począwszy od miesiąca października, do kwietnia , ucząc młodzież wszystkich przedmiotów wyższych oddziałów szkoły powszechnej jak :  rachunków, gramatyki polskiej, przyrody, fizyki itd.  Lekcje odbywały się w domu Andrzeja Maciurzyńskiego i tajnie przed policją. Uczestnikami były osoby płci obojga w wieku od 14-17 lat. Celem nauki było pogłębienie wiedzy dorosłej młodzieży. Nauka odbywała się za niską opłatą. W roku 1916 w czasie  okupacji austryjackiej pan Maciurzyński prowadził taką samą naukę dla dorosłej młodzieży w szkole miejskiej, publicznie. Uczestników było do 100 osób. Lekcje trwały od 8 do 11 godz. Wieczorem. Nauka odbywała się w miesiącach: sierpniu, wrześniu i październiku. W tym okresie , co niedziela, miewał p. Maciurzyński,
w tych samych godzinach publiczne odczyty dla ludności całego miasta. Słuchaczy było zwykle 200-250. Przedmiotem odczytów były literatura  i  historia polska, ustrój konstytucyjny w różnych państwach Europy, sejm, jego prawa i obowiązki, prawo głosowania, sprawy społeczne- jak kooperatywy, zrzeszanie się itd. Jednym słowem p. Maciurzyński czynił to z poświęceniem, bezinteresownie i bezpłatnie, a potrafił wszystkich zapalić i zachęcić do nauki. Czas nauki był przeplatany w pauzach śpiewem: przeto wszyscy mieszkańcy naszego miasta żywią zawsze serdeczną wdzięczność za pracę nad sobą dla p. Maciurzyńskiego. Prawdziwość powyższych danych gotowi jesteśmy w razie potrzeby stwierdzić nawet pod przysięgą. Frampol dnia 5 kwietnia 1921 roku. Podpisali : Leon Burlewicz, Karol Gabryszewski, Stanisław Oszustowicz, Bernard Zalewa, Franciszek Kapica , Chołota Kazimierz, Stanisław  Filipowicz, Stanisław Bohdanowicz. Własnoręczność podpisów stwierdził  dnia 5 kwietnia 1921 roku Sędzia Pokoju  Z. Strzelecki  Sąd Pokoju we Frampolu.

Załącznik Nr 3.

Dr.  Maciurzyński.

Z czasów carskiej niewoli[2]

Rok- 1904 dla carskiej Rosji był rokiem wielkiej klęski, poniesionej w wojnie z Japonją. To też rok następny 1905 był jakby owym rokiem „wiosny ludów” (1848), rokiem nadziei na zdobycie wolności obywatelskiej. Pierwsza „Duma” rosyjska nie ziściła aspi­racji ludności i nie była początkiem owej błogiej ery, owego złotego wieku starorzym­skiego Saturna, W owym to czasie, kiedy ziemstwa rosyjskie, skorzystawszy z klęski rządu na Dalekim Wschodzie na polach Laojanu, Fort Artura i Mukdenu, zażądały pew­nej swobody w wypowiadaniu swych myśli, zwołania parlamentu (Dumy), odbywała się omawiana przez nas akcja.

,,.Los wypadł na mnie, opowiada p. Stanisław Kr”, bym się zajął dostarczeniem większej ilości „bibuły”- do Janowa Lubelskiego i okolicy, a wypadło mi to tym lepiej, iż na tym odcinku granicznym nie byłem znany rosyjskim władzom celnym. Podczas mych częstych przyjazdów do b. Królestwa, przebywałem Przyjechawszy do pogranicznego miaste­czka w b. Galicji, Radomyśla nad Sanem, wyszukałem lwowskich kolegów z politechniki i uniwersytetu i razem naradzaliśmy się nad sposobem przedostania się na „drugą stronę.” Uchwaliliśmy, bym, wziąwszy przepustkę nadgraniczną, dozwalającą zapuścić się na odległość 30 km., przebył komorę celną w Łążku Czerwonym, a do Ireny, wioski le­żącej już po tamtej stronie, dostarczą mi koledzy „bibułę” przez przemytnika. Prze­pustkę, ważną na kilka jeszcze dni, „wypoży­czyłem” od kolegi. Z trudnością przebywaliśmy błotniste łąki radomyślskie,  z rzadka porosłe skarłowaciałą sosną, potem przesypywaliśmy kołami głębokie piachy Brzózy, aż w końcu dostaliś­my się do nadgranicznego lasu. Była cisza. Skwar południowy ukrył wszelkie ptactwo, tylko wiatr smutnie kołysał wysoko w niebo strzelającemi wierzchołkami sosen. Serce bib mi gwałtownie. Zdawało się, iż słychać było w poszumie smutnym drzew jakieś tajemnicze ostrzeżenie, jakby jakieś złe przeczucie przej­mowało duszę i radziło zaniechania zamiaru. Koledzy poważnie rozmyślali nad przeprowa­dzeniem planu, ja zaś z trudnością broniłem się przed smutnemi myślami.

 „Przecież u li­cha nieraz przebywałem granicę” — myśla­łem — „ I nic mi się nie stało, a różne rze­czy się miało nieraz w zanadrzu.” Skrzypiąc, przywlókł się wóz do wsi Brzózy, Ostrożnie wstąpiliśmy do jednego i drugiego przemytnika, do przemytniczki „Basi”, ale nikt nie miał ochoty wtrącać się do „polityki”, „Wód­kę” —mówili-— „jedwabie, sukna, korty prze­niesiemy każdej chwili dokąd pan zechce, ale gazetów to przenigdy na świecie, bo za to strasznie karzą „Mochy”.

Na komorze cel­nej nie chciano mnie przepuścić, ba za parę dni kończył się termin przepustki. Wstyd mi było powracać w obawie przed urojonemi strachami. Zresztą „do odważnych świat na­leży” —pomyślałem sobie. Pójść muszę i pójdę. Utwierdził mnie też w tem postanowieniu jeden z przemytników, który przedstawiał łatwość przebycia granicy, a nawet, w razie schwytania, możliwość przekupienia „sołdata” paru rublami. Najważniejszą zaś była obietni­ca, że mnie nocą przeprowadzi przez granicę. Postanowiłem czekać nocy, Koledzy odjechali. Pierwszy raz przebywałem „zieloną granicę”, Tysiączne racje „za” i „przeciw” kołowały w głowie, wzajemnie się zwalczając  tym bardziej, iż jak mówili przemytnicy, nadzwyczajne zarządzenia na granicy poczynili Moskale, obawiając się szpiegostwa na rzecz.., Japonji.

Po wieczerzy, późno w noc, opłaciwszy trzema florenami przemytnika, ruszyłem w dro­gę — po „złote runo”, polityczne. Paczki „Polaka”,  „ Przeglądu Wszechpolskiego” i. t. p. druków miały krzepić patriotyzm, podtrzymy­wać opór przeciw rusyfikacyjny rodaków pod zaborem moskiewskiem. Przytem ostrożne żywe słowo mogło też coś znaczyć w tak przełomowych chwilach, gdy w państwie bia­łych carów czuć było rewolucją. Byłem dumny, że i ja dorzucę cegiełkę do odbudowania wolnej Polski, granicę w innych punktach.

Przewodnik wyprowadził mnie za wieś w pola i ukazał w dali jakąś majaczącą wiel­ką ciemną masę. W tym kierunku polecił mi iść, a gdy napotkam granicę ostrożnie prze­być ją chyłkiem. Z tą przestrogą, wypowie­dzianą szeptem, oddalił się cichutko. Ja po­szedłem dalej.

Podobnie jak lis, skradający się do kur­nika i pełzający w ciszy nocnej, by nie zbu­dzić czatujących psów, tak samo i ja skra­dałem się chyłkiem, bez szelestu do granicznej ścieżki, po której tam i z powrotem chodzili żołnierze. Od czasu do czasu przystawałem, by wyczuć w ciemności i ciszy nocnej czy czasem kto w pobliżu nie porusza się, nie szepcze przypadkiem. Głęboka cisza zalegała pola.
W trwodze prześlizgnąłem się przez rów i ścieżkę graniczną, Już kilkadziesiąt kroków oddaliłem się od niebezpiecznej linji szatańskiej. Już powoli zaczęła rosnąć nadzie­ja, że szczęśliwie doczołgam się do majaczą­cej w ciemności grupy drzew… W tem niedaleko huknął głos żołnierza; „Kto idiot?” Krew mi zamarła w żyłach.

Zostawiwszy paczki z bibułą w zbożu, rzuciłem się całą siłą do ucieczki w kierunku majaczącej w oddali wsi. Ogień i woda nie powstrzymałyby mnie. Dziwna jakaś energja wstąpiła we mnie i jakby unosiła ponad zagony ziemniaków i zboża, kłosami siekącego po twarzy. Krzyki i groźby leciały za mną, a co najważniejsza, ode wsi, na przełaj, zbli­żała się do mnie sylwetka drugiego żołnierza… Byłem otoczony i pochwycony. Na strzały w górę — sygnały do komory celnej — za­uważyłem, że nagle zapaliły się tam liczne światełka w oknach, jak gromada wiejskich rozpustnych dzieci biegnie do chłopców, któ­rzy schwytali sowę, i otacza ją z krzykiem i hałasem, tak samo, z tak zwanego „postu” (posterunku) straży granicznej, wybiegła gro­mada łudzi, na pół nagich, w bieliźnie, pieszo i na koniach z latarniami, pochodniami, lam­pami, aby zobaczyć kogo tam schwytano i za kim się tak uganiano po polach. Tymczasem stałem, trzymany przez dwóch uzbrojonych drabów. Po kilkunastu minutach nadjechał jakiś podoficer „starszy” i krótko zapytał mnie, com zacz i kto mnie przeprowadzał przez granicę — czy nie „Basia”?.

Odrzekłem spokojnie, iż sam przeszedłem granicę i nie wiedząc o tem, zbłądziłem, wracając do wsi. Podoficer odrzekł, iż na posterunku pokażą mi „prostą drogę”, jeżeli się nie przyznam szczerze.

Przybyliśmy na posterunek. Wprowa­dzono mnie do kancelarji komendanta, gdzie zaczęła się natychmiast indagacja. Oznajmi­łem, że jestem malarzem z Rzeszowa I że idę szukać roboty do Królestwa, bo w Galicji jej niemą, Nie wiele skłamałem, bo kiedyś, po maturze gimnazjalnej, podczas wakacji, malowałem okna i drzwi.

Nie wiem, co to miało znaczyć, iż na gwałt dowiadywali się, czy mnie nie prze­prowadzała „Basia”. Musiałem dać słowo honoru, iż nie przeprowadzała. To ich uspokoiło.  Była godzina 1 w nocy. Odprowadzono mnie do zakratowanego „pokoju gościnnego”. Nie mogłem narzekać na brak czystości i porząd­ku. Ponieważ nie znaleziono przy mnie żad­nych papierów podejrzanych, a przy tem  zauważyli  żołnierze i przypomnieli komendantowi, iż byłem na komorze poprzedniego dnia  z przepustką, celem przejścia granicy, sądziłem, że mi nic nie grozi i spokojnie spałem Ja całą noc.

Tej samej nocy była jeszcze awantura na granicy. Ten „ktoś”, ścigany przez żołnierzy, umknął szczęśliwie za granicę. Następnego dnia przyniesiono na podarunek moje paczki „bibuły”
i  przedłożona  przed oczy, twierdząc, iż znaleziono je w tem miejscu, gdzie mnie pierwszy raz spotkali 10. Zebrałem z całą siłą zimną krew i zaprzeczyłem kategorycznie,  że  gazety, odwinięte z paczek, nie są mi znane, że żadnych paczek nie miałem.  Z całą pewnością — rzekłem porzucił je ten człowiek, który przekradał w nocy i uciekł z powrotem za granicę.

Spokojna postawa, zimna krew, ani jedno drgnięcie muskułu podczas badań, to nieodzowne  warunki w takich okolicznościach. Urzędnik bardzo się irytował  i beształ mnie, zarzucał szpiegostwo, pewien urzędnik komory celnej  garbus, podobno syn popa z Tarno­grodu, aż go musiał hamować naczelnik urzędu.

Przed południem przesłuchiwano mnie, a potem przez cały czas pilnowany byłem przez żołnierzy na ganku mieszkania komen­danta posterunku. Przybył tani także eskortu­jący mnie podoficer. Chciał się dowiedzieć, co też zagraniczne gazety piszą o niepokojach w Rosji. Udałem, że polityką nie zajmuję się, że  jestem robotnikiem-malarzem i nie mam czasu nawet gazet czytać.

Po południu, ze skrępowanemi rękoma w tył silnym powrozem, którego koniec trzymał żołnierz,
w towarzystwie podoficera, jadącego na koniu z dobytą szablą, maszerowałem pieszo do Zaklikowa. Upał był straszny. W Frenie, znajdującej się w pobliżu Czerwonego Łążka, na początku wsi spostrzegłem kobietę w bra­mie i poprosiłem o wodę do picia. Widocznie wygląd mój zewnętrzny, czy też towarzystwo „dobrane”, w jakiem przebywałem, nie wzbudziły zaufania, gdyż nastąpiła odmowa, poparta słowami:  -„O ty, złodzieisku, chcesz jeszcze wody? . Przódy zdechniesz, niż ci dam”. Odpar­łem, że złodziejem nie jestem i gdybyście wie­dzieli za co mnie aresztowano nie odmówili­byście wody. Ulitował się podoficer I kazał żołnierzowi przynieść wody.

Po kilku godzinach marszu przybyliśmy do Zaklikowa. Tam wprowadzono mię do aresztu gminnego. Na odjezdnem przybył do mnie podoficer: wyraził mi wyrazy współ­czucia i życzył prędkiego odzyskania wolności. W areszcie powiedziano mi, że gdyby kto za mną poręczył, to mógłbym być tylko ka­rany grzywną za przejście granicy i odsta­wiony do Galicji. Przypomniałem sobie wó­wczas, z opowiadania rodziców, że w Zakli­kowie mieszkają jacyś dalecy kuzyni: Du­dziński i Majewski.

Dudziński był poważnym obywatelem zaklikowskim i piastował urząd wójta. Powo­łałem się na niego. W kancelarji gminnej nie było go, posłano na poszukiwania gońców. Niezależnie sołtys poszedł po furmankę, by imię odesłać „forszpanem” dalej. Dudzińskiego nie znaleziono — był w polu. Tymczasem furmanka zajechała i pod strażą odwieziono mnie do sąsiedniej wsi Potoku, leżącej na trakcie do Janowa Ordynackiego (lubelskiego). Tu umieszczono mnie w areszcie gminnym. Był już wieczór. Poprosiłem chleba i mleka na wieczerzę. Chleb otrzymałem, mleka za­brakło, a właściwie stróżowi, mimo otrzyma­nego napiwku, nie chciało się iść na wieś.

Zmęczony położyłem się na narach (prycza). Po chwili drzemki, zerwałem się — oblazło mnie robactwo. Całą noc, która wy­dała mi się nadzwyczaj długą, spędziłem na rozmyślaniu i spacerze od jednego zakrato­wanego okna do drugiego. Odczułem po raz pierwszy w życiu, co znaczy więzienie. Po­mimo wszystko, nie narzekałem i nie żałowałem, iż wdałem się w niebezpieczną imprezę.

Następnego dnia, jak tylko świtać po­częło, zazgrzytał we drzwiach aresztu klucz i stróż przybył mi oznajmić, bym się gotował do dalszej podróży w kierunku Janowa. Po półgodzinnej pauzie, weszło kilku strażników, i mocno uzbrojonych, i przeprowadziło mnie do kancelarji gminnej. Tam zastałem dygnitarzy gminy: wójta, pisarza i sołtysa. Wójt  dość grzecznie mnie przywitał, na moje pytanie, oznajmił, że odtransportuje mnie do Janowa, do dyspozycji naczelnika żandarmerji. Zatrwożyła mnie nieco taka odpowiedź, ale cóż było robić, byłem w ich mocy. Na pisarzu nie zrobiłem zdaje się, dobrego wrażenia. Załatwiał moje sprawy urzędowo, od czasu  do czasu z ukosa rzucając wzrokiem na mnie siedzącego nieruchomo, jak delikwent, czekaj jacy rozstrzygnięcia swego losu.

Po upływie pewnego czasu, sołtys zameldował o przybyciu nakazanych furmanek.
Z przepisanemi  ostrożnościami  wyprowadzono z kancelarji gminnej i posadzono pomiędzy wójtem i strażnikiem. Za sobą i przed sobą, miałem uzbrojonych aniołów stróżów. W drodze zaczęła się inwigilacja: skąd  jestem i za co mnie aresztowano?.            Odpowiedziałem odysseuszowskim frazesem o pochodzeniu z Rzeszowa i o poszukiwaniu pracy malarskiej. Wójt chytrze się uśmiechnął, zauważyłem na twarzy niedowierzanie. Spojrzał znacząco na strażnika i rzekł, siląc się na największy spokój i słodycz: .Mnie się zdaje, że jest inaczej, może pan śmiało powiedzieć przed nami, a może doradzilibyśmy, jak się tłomaczyć”. „Proszę pana”, odparłem, „za przejście granicy nie potrzeba tłomaczeń, chyba pan, chce mi pomóc, przez wypożyczenie paru rubli na zapłacenie kary granicznej”.

Zamilkł. Z rozmowy wójta ze strażnikiem dowiedziałem się, że poprzedniego dnia pod Modliborzycami  zamordowano wieśniaka z zasadzki.  Mordercy nie ujęto.                          Z temi wiadomościami  przybyliśmy do małego miasteczka – Modliborzyc.                            Mieścinka ta, podobnie jak wszystkie nasze „grody”, brudna, błotnista, zamieszkała w centrum przez synów Izraela, a po brzegach przez ludność polską, posiada urząd gminy na samym końcu miasta od „przyjazdu janowskiego”, lub, jak tam mówią, przy janowskim „kołowrocie”.

Kancelaria gminna w wielkim budynku, mieszczącym zarazem szkołę, posiadała areszt czysto wybielony, dokąd mię wprowadzono, po dokonanej manipulacji — oddania i przyjęcia aresztowanego. Po pewnym czasie przyprowadzili strażnicy do tej samej celkl jakiegoś wieśniaka. Mimo woli spytałem go, i za co też został aresztowany. „ Oj proszę  Pana — odrzekł — niewinnie. Wczoraj wieczorem szedłem sobie pod lasem, a tu słyszę: „Zabił, zabił chłopa”. Ze strachu uciekłem przez las do wsi. A tu za mną ludzie gonią. Musieli mnie poznać, bo rano przyszli strażniki i zabrali mnie”.

Uczułem nagle wstręt do tego człowieka,  bo z wczorajszego opowiadania całego zajścia, przyczyny zabójstwa i opisu człowieka, poznałem, że to ten sam. Pokłócili się na jarmarku o konia i zabójca odgrażał się,  że zabity nie dojedzie do domu. Tak też się stało.

Po kilku godzinach otworzono areszt wprowadzono mnie do kancelarji gminnej. Zdziwiło mnie nieco, że nie było żadnego uzbrojonego „opiekuna”, tylko stali jacyś dwaj mieszczanie. Widocznie obawa ucieczki, w miarę oddalania się od granicy, malała. Było to tylko zbudzenie. Po chwili stróż gmin­ny wyniósł z komory kajdany i okuł ml ręce i nogi. Mój Boże — powiedziałem głośno — nigdy się nie spodziewałem, abym został kajdaniarzem.

Na to ofuknął mnie stróż: -„ stul gębę”!.                                                                                            Wyczytałem w oczach otoczenia pogardę, ani odrobiny współczucia, i przypomniał mi się obrazek z lat dziecięcych, kiedy przez rodzinne miasteczko, położone w Zamojszczyźnie nie, pędzono gromadę aresztantów, skazanych na katorgę. Ludność odnosiła się do nich ze strachem i odrazą. Bano się podać wody lub kawałek chleba. Dzwonienie kajdan, prze­kleństwa skazanych i straży czyniły z tego towarzystwa jakieś demoniczne zjawiska, jakby jakąś scenę z dantejskiego piekła, żywcem do polski przeniesioną.

Wyruszyliśmy z Modliborzyc w grobowym nastroju. Żaden z moich towarzyszy nie przemówił słowa ani między sobą, ani do mnie. Do  Janowa była marna szosa, po deszczu, pełna kałuż wody i błota. Prowadzono mnie środkiem drogi, a gdym chciał ominąć jaką kałużę, słyszałem groźby i przekleństwa. Dla uniknięcia niepożądanych zawikłań towarzyskich  brnąłem na przełaj. Rytmika dzwonienia kajdanami wleczenia po szosie przypomina mi  niewolników w Rzymie, skazanych na mielen­ie w podziemnych młynach, poganianych biczami przez dozorców.

Szczęściem 8 kim , dzielących Modliborzyce od Janowa, przebyliśmy w niedługim czasie. Nie pamiętam jakie wrażenie sprawił na mnie Janów i ja na ga­wiedzi tamtejszej, dość że, po załatwieniu formalności w powiecie, odprowadzono mnie do budynku, mieszczącego kryminał. Stamtąd po paru dniach, przeprowadzono do jakiegoś tymczasowego więzienia, bo widziałem tam ludzi, zapędzanych wieczorem, a rano puszczanych (najwięcej izraelitów, karanych za brak porządku przed domem).

Towarzystwo, które tu zastałem, przy­jęło mnie rozmaicie: zawodowi złodzieje tę­pym wzrokiem spoglądali z pode łba, inni, przygodni mieszkańcy tego przybytku, z płaczem nad swą niedolą, rozpytywali mnie o powody aresztowania. Tłomaczyłem się „przestępem” granicy. Nawiasowo dodam, że moi najnowsi towarzysze niedoli kajdan nie widzieli, bo mię rozkuto w powiecie.

Ciekawe tez panują zwyczaje w więzieniu. Przytoczę najbardziej charakterystycz­ny, a tem jest „wożenie dęba”. Każdy no­wicjusz kryminalny, wchodząc między aresz­tantów, musi się wkupić, że tak powiem, do towarzystwa, ceremonia polegała na tem, że kandydat kupował wódkę i zakąskę u stróża więziennego i całe towarzystwo starszych cechu złodziejskiego uroczyście się raczyła  bożemi darami,  gdy sam fundator siedział na piecu i śpiewał ku rozweseleniu różne piosenki. Jeśli kto się nie poddał temu obrzędowi, ten był bity, aż do spełnienia ceremonii. Drugiego dnia około południa, po długich szeptach i namowach, przystąpił do mnie jeden ze „starszych” i zapytał:

– „ a czyś ty bracie woził dęba?”.

 Przeczułem, że coś się „święci” niedobrego, więc rzekłem odważnie,  a jak ty bracie myślisz?.  Stropił się nieco mój interlokutor i chwilę nie wiedział, co dalej począć. W tem z pomocą przybył mi jakiś cechowy” i  zawołał z kąta (dotąd nie brał udziału w naradach): to nasz człowiek, on by na tobie powoził jeszcze lepiej. Ucieszyłem się bardzo i, całkiem pewny siebie, dorzuciłem —„naturalnie, że tak”.

Powoli zacząłem poznawać bliżej całe towarzystwo. Siedział tam od 8-miu miesięcy chłopina galicyjski. Schwytany na granicy za „przestęp”, czekał zmiłowania bożego w kry­minale. Ciekawe horoskopy na przyszłość dla mnie — pomyślałem. Drugi współtowarzysz, co to przybył ml z pomocą w ciężkiej chwili, „wożenia dęba”,  był zawodowym złodziejem, a specjalnością jego było okradanie podróż­nych w wagonach. Fach swój wykonywał, że tak powiem, międzynarodowo, bo jeździł ko­lejami od Władywostoku do Strasburga, a widziały go więzienia nie tylko rosyjskie ale i niemieckie, austriackie i węgierskie, rumuńskie itp. Wiele opowiadał rzeczy o swych przygodach, a z opisu miast, zwy­czajów ludów, wśród których przebywał, wi­dać było, iż nie mijały się z prawdą słowa jego. Podczas długich piekielnie dni w wię­zieniu, z ogromnych nudów człowiek by i z sza­tanem rozmawiał, to też, dla zabicia czasu słuchałem jego opowiadań-. Darzył mnie szcze­gólną grzecznością i usłużnością, co mnie zadziwiło.

Razu jednego zapytałem, jaka jest przy czyna tej niezwykłej sympatji? Jak tylko posłyszałem pańskie nazwisko — odparł — przypomniałem sobie pana, jako znajomego Na to powiedzenie ciarki mnie przeszły. Ochłonąwszy nieco, zapytałem o szczegóły. A czy pamięta pan — rzekł — jak dziesięć  lat temu uczył pan w Głuchach pod Borow­cem (gmina Józefów, powiat biłgorajski) u państwa Cieślińsklch dzieci ich Romana i Antosię? Pamiętam — odparłem. A czy, przypomina pan sobie tam gajowego Jedliń­skiego, co pracował przy koniach, a mały pastuch cały rok pasł bydło po lesie?. Przypomi­nam. — Otóż tym małym pastuchem byłem ja. Bardzo pana polubiłem za to, że nauczył pan mnie czytać i pisać. Ale sprzykrzyło mi się pasanie bydła i poszedłem do większego miasta. Tam dostałem się w złe towarzystwo, a nikt mnie nie przestrzegł. Zacząłem kraść. Wepchnęli mnie do więzienia; tu nasłucha­łem się różnych opowiadań o złodziejskich sztuczkach i nauczyłem się profesji złodziejskie). Wyszedłem z więzienia czeladnikiem, a po drugim pobycie — majstrem.

Po kilkunastu dniach przyprowadzono do naszego towarzystwa i owego mordercę wieśniaka (z pod Modliborzyc). Nie chciał się przyznać, mimo gróźb, bicia. Razu jed­nego przybyło do celi dwóch strażników. Zaczęli pić z owym wieśniakiem wódkę, serdecznie rozmawiać, bratać się, a delikatnie podchodzić go. W przystępie dobrego humoru przyznał się do wszystkiego. Następnego dnia wywieziono go do Lublina.

Tymczasem, jak w kalejdoskopie, zmie­niało się życie więzienne. Coraz to nowi przybywali towarzysze, inni wychodzili. Nie  bito nas tam i jeść dawano, choć skromnie, ale było można wyżyć; tylko straszna zmora I niepewności  losu dręczyła mnie ciągle. Do rodziców bałem się dać znać, by ich nie narazić na prześladowania Moskali, a innej drogi wydobycia się nie było. W końcu  zdecydowałem się przez pewnego żydka, handlarza mąką, który ustawicznie jeździł do Szczebrzeszyna, dać list do mojej matki. — Spotkał matkę na podwórzu. Po odczytaniu paru słów. zemdlała. Żyd narobił hałasu, a sam uciekł, nie czekając zapłaty.

Następnego dnia, po południu podczas przechadzki po podwórzu więziennem, przy­stąpił dyskretnie do mnie ów „międzynarodowiec” – znajomy i szepnął, że jakaś pani stoi za parkanem i chce ze mną mówić.

Domyśliłem się, kto to był, ale strach mnie przejął spojrzeć na matkę, by jej nie dobić  swym wyglądem i położeniem. Trzeba było też działać bardzo ostrożnie, bo straż niedopuszczała do żadnego zetknięcia się z obcymi ludźmi będących pod śledztwem.

Podobnie jak owi na wpół mityczni to­warzysze trojańscy osłonili Pandarosa, kiedy ten gotował się do zdradzieckiego strzału na Menelaosa, a towarzysze Wojskiego, gdy ten gotował zamach na życie Płuta, tak też, ów mój „znajomy” z Głuch, wraz z drugim stanęli  około bramy l zasłonili mnie podczas rozmowy z matką. Lakonicznie porozumieliśmy się, jak działać dalej należy. Podziwiałem matkę, gdy po spartańsku, z zaclśniętemi ustami, znosiła katusze.

W całej sprawie bardzo wiele zaważyła i pomoc pewnego znajomego matki mej (p. Henryka Szulakiewicza. Ten zaprosił do siebie na przyjacielską rozmowę referenta: spraw karnych z powiatu, polaka. Ułożono, wraz z matką i siostrą moją, plan dalszego działania. Trzeba było usunąć z dokumentów (bumag) cokolwiek by mnie obciążało. A-wtedy sprawę zbagatelizowano by i traktowano tylko, jako zwykły „przestęp granicy”.

W kilka dni po owych zajściach przy­było do mej celi dwóch wyższych urzędników policyjnych w celu przeprowadzenia osobiście Indagacji. Jak się dowiedziałem z toku roz­mowy, byli to: naczelnik straży ziemskiej i naczelnik żandarmerji. Starałem się zbaga­telizować całą sprawę i przedstawić, jako błahostkę, a konsekwentnie trzymałem się raz zeznanych i sto razy powtarzanych anegdot o malarstwie.

Porównali następnie, jak mię informował ów referent Polak, — mo­je zeznanie z pierwotnemi zeznaniami i do­kumentami. Sąd wypadł na moją korzyść. Poruszyła matka wszelkie możliwe sprężyny w powiatowym urzędzie i mieście, aby mnie uwolnić.

— Dni jednak płynęły za dniami nieskończenie długie, a ciężkie. Codziennie z zazdrością patrzyłem na tych, którzy o dru­giej godzinie po południu opuszczali więzienie, by wyfrunąć na wolność. Przyrzekłem owemu galicyjskiemu wieśniakowi, że po uwolnieniu postaram się przez starostwo w Nisku uwolnić i jego. Niestety człowiek w szczęściu i po­wodzeniu zapomina o dniach niewoli.

— Coś podobnego, jak owi biblijni dostojnicy Faraona egipskiego  zapomnieli o więzionym Hebreju, patryarsze Józefie. —

Upłynęły tygodnie. Pewnego dnia wypro­wadzono zwalnianych aresztantów do naczel­nika, po chwili jednak odprowadzono jednego, a zażądano Stanisława Kr. To mnie wołano. Za godzinę byłem wolny. U p. Szulakiewicza mogłem powitać mą matkę i serdecznie po­dziękować owemu Polakowi, który się przy­czynił do mego uwolnienia. Sprawa jednak nie była skończona. Potrzeba było dostarczyć mnie do granicy, a ponieważ obawiał się ów urzędnik, by mnie na Łążku Czerwonym nie zatrzymano i nie cofnięto z powrotem, więc i wyprawiony zostałem przez Biłgoraj, Józefów, Tomaszów Lubelski na tamtejszą komorę celną. Staruszek jakiś wziął moje papiery i miał niby to ruszyć na piechotę ze mną do i Biłgoraja, odległego o 30 kim. od Janowa, : Wzięła go matka na swe konie i pojechaliśmy w inną stronę — do domu rodziców.

Po nocnym odpoczynku i zupełnem prze­braniu się, około południa przybyliśmy do Biłgoraja. Odstawiono mnie do aresztu. Cze­kała mnie długa, bo 10 milowa uciążliwa droga do wyżej wspomnianej komory celne. Przemyśliwałem jakby tu sobie ułatwić. Na wszelki wypadek dałem stróżowi aresztu 30 kop. napiwku. Ten nadspodziewanie mi dopomógł.

– „Proszę Pana, rzekł, panu mogą dać furmankę do granicy, jak się pan za­melduje, że jest chory”.

Przyjemnie byłoby skrócić drogę, ale niebezpiecznie zapowiadać, iż się jest chorym. A nuż odeszlą do szpi­tala do Lublina, a tymczasem zrobi się „od­krycie” w Janowie i nastąpi cofnięcie wysła­nia mnie za granicę.

Dotąd więcej ryzykowałem postanowi­łem i dalej próbować szczęścia. Posłano mię do powiatowego lekarza dr. Grzywińsklego.  Faktycznie nie byłem chory. Pouczył mnie więc życzliwie, na co mam narzekać, gdyby mnie jeszcze Moskal jaki badał i wszczął ze mną rozmowę, przypuszczając, iż jestem studentem. Nie wiedziałem jednak z kim mówię, a więc musiałem zachować ostrożność. Jak się później okazało, gdym prowadził kursa Polskiej Macierzy Szkolnej w Biłgoraju, p. Grzywiński był to zacny patrjota i bardzo wspierał wszelką konspiracyjną narodową pra­cę. Nie pomogły zamykania drzwi i poufna próba rozmowy. Bałem się, bym nie padł ofiarą i ciągle udawałem „malarza”, prostaka.

Na podstawie świadectwa lekarskiego otrzymałem parę koni, która mnie, bez dal­szych szczególniejszych przygód, odwiozła do Tomaszowa.

Tam doznałem serdecznego zajęcia się mną i współczucia ze strony urzędnika w tamtejszym powiatowym zarządzie p. Za­rębskiego. Pragnąłem być jak najrychlej od­stawiony do granicy, co mi się udało. Jak z jednej strony doznałem okrutnego, wprost nieludzkiego obchodzenia się ze mną ze stro­ny urzędników rosyjskich w Łążku Czerwo­nym, tak z drugiej strony potrafiłem wzbudzić współczucie, mimo ustawicznego odgrywania komedii malarskiej, w urzędnikach  Polakach.

Popchnięty pod belkę graniczną, znalazłem się na galicyjskiej stronie i odetchnąłem wolnością i swobodą.

Natychmiast z Bełżcu posłałem do zna­jomych z Radomyśla depeszę, iż jestem wol­ny, bo ci dowiedzieli się o mem uwięzieniu wszczęli znowu starania, by mnie wydobyć za pomocą ministerjum spraw zagranicznych — Na szczęście starania te były zbyteczne.

 

Załącznik Nr 4.

Odpis. Komisja Odznaczeniowa Odznaki Honorowej „Za Walkę o Szkołę Polską” Warszawa Krakowskie Przedmieście 89 m2 Warszawa 21.V.1932 roku. JW. Pan Dr Adam Maciurzyński w Brześciu  n/Bugiem . Wielce szanowny Kolego!. Uprzejmie komunikujemy, że Szanownemu   Koledze została przyznana odznaka honorowa „Za Walkę o Szkołę Polską”. Z koleżeńskim pozdrowieniem. Prezes Komitetu Obchodu 25 lecia Walki o Szkołę Polską(-) Stanisław Dobrowolski. Prezes Komisji Odznaczeniowej (-) Bernard Chrzanowski, Vice  Prezes Komisji  Odznaczeniowej (-) M-r Aleksander Krueger. Kapt.

Załącznik Nr 5.

Miejsce Piastowe d. 7 sierpnia 1931 r.

Urząd Parafialny w Miejscu Piastowem                                                                                              1.123/31

Zaświadczenie Niżej podpisany stwierdza, iż p. Adam MACIURZYŃSKI z chwilą, wybuchu wojny światowej /1914-1918/ pracował wiele nad uświadomieniem ludności w Miejscu Piastowem, zebrał i utworzył oddział ochotników do legionu Mar­szałka Józefa Piłsudskiego, dał im początkowe wyszko­lenie i odprowadził do punktu zbornego w Krośnie, wcie­lając ich do oddziału p. Tormy. Prócz tego P. Maciurzyński  zajmował się zbiórką, rzeczy potrzebnych Intendenturze polskiej dla umundurowania ochotników. Powyższe stwierdzam własnoręcznym podpisem naoczny świadek.

/-/ X. Antoni Sobczak, proboszcz.

/Pieczęć Kościoła parafialnego w Miejscu Piastowem/.

W punkcie 8 kwestionariusza „Uwagi i podpisy Komisji”:

–  Nie zasługuje z powodu zbyt małego udziału w pracy o Niepodległość.

Pięć podpisów nieczytelnych.

Ocenę takiego stanowiska komisji weryfikacyjnej pozostawiam bez komentarza, a pozostawiam ją czytającym.

Powściągliwość i Praca -1937 wydawnictwo  Towarzystwa Św. Michała Archanioła
w Miejscu Piastowym  , to na łamach tego pisma publikował Adam Maciurzyński  publikował między innymi  artykuł „W grodzie Franciszka Buttlera, Frampolu”. Materiał ten przedstawiałem na moim blogu na przełomie lat 2015/2016. Tam też wspomniał o peowiakach z Frampola:

-P. O. W. (Polska Organizacja Wojskowa). W tym czasie na wezwanie Dziadka Komendanta“, zaczęły się tworzyć oddziały P. O. W. w Polsce. We Frampolu zorganizowali jeden oddział bracia Cichońscy i legjonista z Lublina „Lelek ״. Mimo ciągłych rewizyj, aresztowań, gnębień ze s trony austrjacko chodacznikowsko- dziadowskiej żandarmerji, organizacja rozwijała się dzielnie i doszła do 50 członków. Kilku z nich poległo w obronie Ojczyzny, a mianowicie: Gabryszewski Stanisław (w Brodach) Jan Kras, Władysław Lipiński i Władysław Cichoński, a wszyscy inni, którzy wyruszyli byli w bój, powrócili ranni do domu. Jeden z Peowiaków frampolskich, Stanisław Chodaczyński, w brawurowym napadzie na bolszewików, zabrał im dwie armaty, za co został odznaczony przez władze wojskowe.

Sylwetkę Stanisława przedstawiłem wcześniej.

Maciurzyński Apolinary

 

Apolinary

1886 -1935

 Aptekarz Rożniatów (Małopolska)

Województwo Stanisławów

Decyzja Komitetu.

Odrzucono na pos. Kom 6.12.1932

Apteka M-ra  A. Maciurzyńskiego                                                          Rożniatów  dnia 15marca 1930

Rożniatów (Małopolska)

Życiorys

M-ra  Apolinarego Maciurzyńskiego aptekarza w Rożniatowie Małopolska

M-r  Apolinary Maciurzyński ur. we Frampolu ziemi lubelskiej w r. 1886 syn śp. Andrzeja „poddanego austriackiego, który po ukończeniu szkoły technicznej w Warszawie zamieszkał w Kongresówce
„za paszportem”, jako budowniczy. Za szerzenie  wiedzy polskiej i pism odsiadywał areszt i był karany administracyjnie. Jako „niebłagadiożny”  nie otrzymał obywatelstwa rosyjskiego. Dzieci musiał wysyłać na naukę do Galicji.                                                                Syn Kazimierz zesłany na Sybir do Tobolska (1914) zaginął.                                                        Syn Adam Dr  Filozofii jest prof. W Brześciu.                                                                                  Syn Hieronim kapitan W.P. w rezerwie w Modliborzycach woj. Lubelskie.                              Syn Apolinary wysłany jako 12-to letni do Galicji do Miejsca Piastowego, gdzie kończy niższe gimnazjum, we  Lwowie kończy wyższe gimnazjum, tu należy do Kółka tajnego młodzieży. Jako student  7-mej  klasy uczę w szkole Macierzy Polskiej w Biłgoraju guberni lubelskiej i kursach dla analfabetów.  W szkole, w której kierownikiem był brat Adam słuchacz Uniwersytetu we Lwowie, po zamknięciu „Macierzy”, aresztowaniu brata uczę dalej dzieci polskie w domach prywatnie . W roku 1908 zaczynam praktykę do zawodu aptekarskiego. Biorąc udział w życiu narodowem w Sokole i T.S.P Wojskowo należę do „Landsturmu”?. Jako jedyny dyplomowany aptekarz w Sokalu, a potem
w Rożniatowie reklamowany za czasów austr., a potem i polskich. Za czasów austr. Pracuje w Sokole i TSL, jako członek, potem długi szereg lat, jako prezes.

W czasie tzw. „Ukrainy” apteka moja jest pod okiem Ukraińców. „Kuźnia polska” rychłe oswobodzenie ratuje od ewentualnego nieszczęścia.

W oswobodzonej Polsce:

  1. Jestem członkiem Rady przybocznej Komisarza zarządu w Rożniatowie,
  2. jestem członkiem Komisji aprowizacyjnej pow. W Dolinie,
  3. jestem członkiem Komisji aprowizacyjnej wRozniatowie,
  4. jestem członkiem Komisji podatkowej w Dolinie,
  5. Przewodniczącym Komisji przeciwpożarowej w Rożniatowie,
  6. Sekretarzem Organizacji Narodowej w Rożniatowie,
  7. Prezesem Polskiego Towarzystwa „Sokół” w Rozniatowie,
  8. Prezesem organizatorem i założycielem Polskiej ochronki dla dzieci w Rożniatowie,
  9. Prezesem organizatorem i założycielem Kółka Rolniczego w Rożniatowie,

   10, Prezesem organizatorem i założycielem Ochotniczej Straży Pożarnej w Rożniatowie,

  1. Sekretarzem L.O.P. w Rożniatowie.. Jako prezes Sokoła organizowałem zbiórki np. na ciepłą odzież dla żołnierzy ( do dyspozycji Generała Iwaszkiewicza). Organizuję odczyty i wiece w sprawie Śląska, Spiszu i Orawy.
  2. Członek Radu miasta Rożniatowa.

Obecnie piastuję godności :

  1. Prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Rożniatowie,
  2. Zastępca Prezesa Kółka Rolniczego.
  3. Członek Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”.
  4. Członek T.S.L.
  5. Członek L.O.P.
  6. Członek Strzelca.
  7. Członek Izby Aptekarskiej we Lwowie.
  8. Członek Towarzystwa Aptekarskiego we Lwowie.

Był członkiem kolejnych 11 organizacji i stowarzyszeń wspierających różne inicjatywy społeczne.

Był fundatorem dzwonu „św.  Apolinarego”,  w kościele katolickim w Rożniatowie. Ciekawe czy ten dzwon zachował się do obecnych czasów.

Komisja uznała, że Nie zasługuje: Zbyt mały udział w pracy o Niepodległość.

Sześć podpisów nieczytelnych.

 

 

 

Maciurzyński Hieronim

Kopia Hieronim 18

  1893 – 1943

Życiorys

Hieronim Maciurzyński urodził się 30 września 1893 roku we Frampolu był synem Andrzeja i Marianny z Oleszków. Ojciec Hieronima pochodził z Radomyśla nad Sanem. Jako młody chłopiec w wieku 14 lat wyjechał do Warszawy gdzie się uczył po ukończeniu szkoły średniej w Wyższej Szkole Technicznej, po ukończeniu, której przybywa na Lubelszczyznę. Około roku 1876 przybywa do Frampola i tu w roku 1877 żeni się z Marianną Oleszek. Przybycie do Frampola wiązało się prawdopodobnie z tym, że we Frampolu podjęta została budowa nowego kościoła murowanego, wybudowanego w miejsce zniszczonego kościoła drewnianego.  Hieronim pochodził z wielodzietnej rodziny, rodzice mieli dziewięcioro dzieci,  urodził się, jako przedostatni z ich dzieci. Ukończyłem szkołę powszechną w  Frampolu, wstąpiłem do szkoły Macierzy Polskiej
w Biłgoraju, a po zamknięciu tejże wrócił do Frampola. Ojciec Hieronima sam wykształcony, nie szczędził sił i środków na kształcenie swoich dzieci. Dwaj starsi bracia Adam skończył studia wyższe na Uniwersytecie w Pradze i uzyskał tytuł doktora filozofii, drugi brat Apolinary ukończył Uniwersytet we Lwowie i  był magistrem farmacji.

Dalsza część życiorysu  napisana została przez Kapitana rez. Hieronima Maciurzyńskiego z Modliborzyc  na żądanie Związku Straży Pożarnej  Okręg Janowski z dnia 6 lipca 1932. Członek Zarządu Związku Straży Pożarnych w pow. Janów Lubelski  i Naczelnik  IV i V Rejonu,.

W roku 1908 wstąpiłem do Straży Pożarnej pod dowództwem p. Jana Woińskiego, obecnie zam. w Lublinie ul Zamojska Nr 25.                                                                                  W roku 1910 uczyłem się zawodowo na felczera w Lublinie i przez cały czas byłem świadkiem zmagań patriotycznych i krwi przelewu na ulicach Lublina. W tymże roku zapragnąłem dalszego kształcenia się, opuściłem Lublin, aby przedrzeć się do Tarnopola. Na granicy koło Ulanowa zostałem schwytany przez moskali zbity i etapami gnany do Biłgoraja, gdzie osadzony zostałem w więzieniu. Mieszczanie na czele z bratem moim Kazimierzem wyjednali odstawienie  mnie do granicy i oddanie mnie władzom austryjackim, na podstawie przynależności ojca mego do Radomyśla  n/Sanem.                    W Tarnopolu po wstępnem egzaminie, przyjęty zostałem do V klasy wyższej szkoły Realnej. Wkrótce zostałem przyjęty do drużyny skautowskiej, później do Drużyny Strzeleckiej pod pseudonimem „Moskal”. Wstąpiłem również do tajnego związku  „Młodzieży Narodowej”, gdzie po uzyskaniu zaufania sprawowałem różne funkcje oraz byłem delegatem na zjazd we Lwowie.
W życiu szkolnem zaś prowadziłem bojkot towarów pruskich i byłem kierownikiem sklepu szkolnego. W roku 1914 zdałem maturę i jako poborowy zostałem wcielony do armii austryjackiej.

Wybuch wojny  światowej zastał mnie we Frampolu, stawiłem się do Radomyśla skąd odstawiono mnie do Rzeszowa. Z Rzeszowa uciekłem do Krakowa i zameldowałem się w N.K.N[3]. jako strzelec z prośbą o przydział do Legjonów. Kazano mi wracać z tem iż odniosą się drogą służbową.
W międzyczasie odstawiono mnie do Wiednia do 4 p. p. , potem do 71 p. p., a stąd w charakterze tłumacza języków słowiańskich, przydzielony zostałem do sądu dywizyjnego na froncie rosyjskim. Kiedy zauważono z mej strony pewną opiekę nad niewinnie posądzonymi popami i wieśniakami, odstawiono mnie do pułku, gdzie zostałem komendantem plutonu karabinów maszynowych biorąc udział w bitwach pod Załoźcami[4] i Gontową ?.

Z frontu wysłano mnie do szkoły oficerskiej w NAGYSZEBEN (Siedmiogród), którą ukończyłem z wynikiem pomyślnym 24 listopada 1916 r. Po ukończeniu szkoły odbyłem front serbski i włoski, będąc przez 21 miesięcy w pierwszej linji, jako komendant plutonu i baterji miotaczy, ciężkich i lekkich min. Na lagunach morza adrjatyckiego zachorowałem na malarję tropikalną (pod Gryzolerą) i  15 sierpnia 1918 r. zostałem odesłany do szpitala.
Przewrót państw centralnych zastał mnie w Pradze czeskiej, gdzie występowałem wobec zebranego ludu, jako reprezentant Polski.                                                                                        W dniu 11 listopada 1918 stawiłem się do dyspozycji D-cy W.P.  w  Janowie Lubelskim, jako ochotnik podporucznik. Pełniłem funkcje komendanta kompanji, przeniesiony do 23 p. p. potem do I i II Baonu Lubelskiego, przebyłem całą kampanię bolszewicką i bitwy pod Równem, Tyszowcami, Komarowem, przetrwałem oblężenie Zamościa i pogoń za bolszewikami, aż do Dubna.

Z Dubna przeniesiono mnie do Wołyńskiej Inspekcji  Etapowej na referenta służby wewnętrznej i personalnej, stąd przeniesiony zostałem do Włodzimierza Wołyńskiego w charakterze komendanta Miasta, tu też zetknąłem się z organizacjami społecznymi  w których brałem żywy udział.

8 czerwca 1921 r. zostałem przeniesiony do Szefostwa Intendentury w Lublinie w szarży kapitana, pełniąc prace biurowe. Podczas pobytu w  Lublinie uczęszczałem w charakterze zwyczajnego słuchacza na Uniwersytecie w Lublinie, studjując prawo i nauki społeczno-ekonomiczne.

W dniu 1 sierpnia 1922 roku zwolniono mnie na własną prośbę  do rezerwy, to celem zajęcia się gospodarstwem rolnem mej żony w Modliborzycach.

Po dwumiesięcznym pobycie w rezerwie powołano mnie do  gdzie odbyłem roczne przeszkolenie Radjotelegraficzne w Zegrzu i Benjaminowie. Dziennikiem personalnym M. S. Wojsk. Nr: 67/23 z dniem 30 października 1923 zostałem zwolniony do rezerwy. Dnia 21 grudnia 1924 r. pracowałem jako nauczyciel gimnazjum w Janowie Lub. poczem powróciłem na gospodarstwo w Modliborzycach.

W styczniu 1925 r. zostałem nauczycielem szkoły powszechnej w Modliborzycach, a w maju tegoż roku zostałem komendantem Straży  Pożarnej tamże.                                          W Majdanie Modliborzyckim założyłem Koło Młodzieży Wiejskiej i kursy wieczorowe, które prowadziłem przez trzy lata. W roku 1926 byłem współzałożycielem Związku Okręgowego w Kraśniku, gdzie dotąd jestem członkiem.                                                              Od lipca 1928 r. jestem naczelnikiem rejonowym. W samorządzie pracuję od lat trzech, a mianowicie jako: Członek Rady Gminnej, Przewodniczący Kom. Rew. Rady, członek kom. rew. Sejmiku Powiatowego oraz członek kom. rew. Wojewódzkiej do spraw wodnych.

Modliborzyce, dnia 11. Sierpnia 1932.

Mianowania oficerskie:

– podchorąży – 25 grudzień 1916 rok.

– podporucznik – 1 luty 1918 rok.

– kapitan – 17 kwietnia 1921 rok.

Odznaczenia wojskowe austriacko-węgierskie:

Medal Walecznych srebrny II klasy, brązowy Krzyż Karola.

Odznaczenia wojskowe austriacko-węgierskie:

Medal Walecznych srebrny II klasy, brązowy Krzyż Karola.

Odznaczenia w II Rzeczypospolitej

Medal Niepodległości – 24 października 1932 roku[5].

Hieronim umiera 9 lutego 1943 roku w obozie jenieckim w wieku 50 lat. Jego grób nr 454 znajduje się na małym cmentarzu wojennym w Hammerstein – Czarne w pow. Człuchowski, woj. pomorskie. Pod koniec marca 1943 roku żona Maria Maciurzyńska otrzymuje zawiadomienie o śmierci Kpt. Hieronima Maciurzyńskiego.

 

Z pośród trzech braci jedynie Hieronim uhonorowany został Medalem Niepodległości.

 

[1] Świadkami wieśniacy: Stręciwilk, Jarosz, Małek, b. nadleśniczy ordyn. Zamojskich p. Mieszkowski, z Frampola Józef Filipowicz.

[2] Zamieszczone w piśmie „Wspólna Praca” poświęconego sprawom Ziemi Łomżyńskiej w nr  8-11 z 1925 roku.

[3] Naczelny Komitet Narodowy.

[4] Załoźce – osiedle typu miejskiego w obwodzie tarnopolskim, w rejonie zborowskim Ukrainy, leżące nad Seretem.

[5] Monitor Polski nr 245 poz. 270 z 1932. http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r968889003464,MACIURZYNSKI-HIERONIM.html

Członkowie P.O.W. z Frampola cz. IV.

Członkowie P.O.W. z Frampola cz. IV.

W tej części przedstawiam kolejnych dziesięciu członków P.O.W. z Frampola, którzy ubiegali się o Krzyż Niepodległości, bądź o wyróżnienie  Medalem Niepodległości, prośby te kończyły się różnie. Będę się starał w miarę możliwości uzupełniać informacje o osobach, gdy uzyskam zdjęcie, bądź informacje, które przybliży nam sylwetkę danej osoby. Niestety ludzie nie są zbyt chętni, aby poszukać pamiątek po swoich przodkach, które często zostały bezmyślnie zniszczone, „bo po co mi stare szpargały”.

 

Jasielski Stanisław[1]

1886 –

 

Do Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości w Warszawie

Jasielski Stanisław s Franciszka  zam. we Frampolu pow. Biłgoraj

Prośba

Uprzejmie proszę o łaskawe przyznanie  mi Krzyża lub Medalu Niepodległości za moją działalność niepodległościową w latach 1904-6 r. Urodziłem się w miesiącu maju 1885 roku we Frampolu, gdzie ukończyłem miejscową szkołę powszechna, a następnie nauczyłem się tkactwa i rolnictwa , co
i obecnie jest moim zawodem . W roku 1904 wstąpiłem do Tajnej Organizacji Niepodległościowej – Koła Młodzieży, założonej przez Moskalewskiego Stanisława, późniejszego wojewodę Lubelskiego. Kierownikiem oddziału we Frampolu był Leon Maciurzyński, którego oświadczenie załączam pdo niniejszym. Zebrania i zbiórki , które odbywały się potajemnie w lasach, na cmentarzu lub prywatnych domach, przyjeżdżali prelegenci, którzy uczyli nas bezinteresownie miłości do ojczyzny, mówili o chlubnej przeszłości  Narodu Polskiego, o triumfach oręża polskiego, o wielkich wodzach naszego Narodu i zagrzewali do walki na śmierć i życie z nienawistnym zaborcą. Na zebrania i zbiórki uczęszczałem regularnie, posłusznie spełniałem polecenia władz, gdzie zaszła potrzeba – stawałem gotów na wezwanie i przygotowany na wszelkie poświecenia , gdyby tego wymagała władza organizacji. Brałem udział w akcjach terrorystycznych przeciw zaborcy. Na polecenie zwierzchnich władz organizacyjnych zaagitowaliśmy obywateli z całej gminy i zwołali zebranie gminne, na którym przeprowadziliśmy uchwałę, że urzędowanie ma się odtąd odbywać w języku polskim. Protokół tego zgromadzenia został sporządzony  w języku polskim i przesłany naczelnikowi powiatu. Za to spotkała nas represja ze strony władz zaborczych. Wiarygodność  wyżej przytoczonych faktów stwierdzam własnoręcznym podpisem. Stanisław Jasielski Frampol 30.12. 1938 r.

Wiarygodność wyżej przytoczonych faktów my członkowie Organizacji Niepodległościowej w latach 1904-6 własnoręcznymi podpisami stwierdzamy:

 Władysław Miazga,   Paulin Jasiński.  Własnoręczność podpisów w/w stwierdza Wójt  Gminy Frampol Jan Dziuba  Frampol 31.12.1938

  1. Załącznik.

   Oświadczenie .

Ja niżej podpisany Leon Maciurzyński, mający obecnie lat 50,zamiesz­kały w Zamościu przy
ul. Piłsudskiego 45,wiedząc że za fałszywe zeznanie grozi mi odpowiedzialność osobista, oświadczam co następuje:

W latach 1904 – 1906 byłem członkiem i kierownikiem tajnej organi­zacji, koła młodzieży niepodległościowej, która powstała z inicjatywy śp. Stanisława Moskalewskiego we Frampolu, obecnie powiatu biłgorajskiego, a podówczas powiatu zamojskiego.

Do wyżej wymienionej organizacji należał p. Stanisław Jasielski, obec­nie mający lat 52. Na wszystkie zebrania, odczyty i pogadanki regularnie uczęszczał oraz zawsze brał udział w działalności terrorystycznej przeciw moskalom, nakazanej przez władze organizacji.

Dnia 4 listopada 1906 r. puściłem Frampol i organizację, zmuszony do ucieczki zagranicę.

Zamość dnia 10 listopada 1937 roku.                                       Podpisał Leon Maciurzyński

Własnoręczność podpisu p. Leona Maciurzyńskiego zaświadczył w Zamościu 2 grudnia 1937 roku Burmistrz Zamościa podpis nieczytelny. Pieczęć Miasta Zamościa.

Odrzucono na posiedzeniu Komitetu 21.06.1938,  prot.  129.

 

 

Jasiński Bolesław [2]  PS. „Sęp”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1899 -1943

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Urodziłem się dnia 4 grudnia 1899 roku we Frampolu powiatu Biłgorajskiego, jestem wyznania rzymsko-katolickiego.  Młodzieńcze lata spędziłem pod opieką rodziców. Później uczęszczałem do szkoły powszechnej–rosyjskiej, którą ukończyłem w roku 1913, a po ukończeniu szkoły zacząłem jako nieletni chłopiec terminować, jako ślusarz u swojego ojca. Którą, to pracę obecnie uważam za środek utrzymania rodziny, gdyż obecnie jestem ślusarzem.

W miesiącu marcu 1916 roku wstąpiłem do POW we Frampolu, gdzie pełniłem funkcję sekcyjnego. Wszelkie manewry i ćwiczenia odbywałem sumiennie, za,  co niejednokrotnie byłem ścigany przez Żandarmów Austriackich. Brałem czynny udział w proteście Brzeskim, rozbrojeniu okupantów oraz manewrach pod Szperówką, Zwierzyńcem i Gorajcem. W dniu 4 listopada 1918 roku z rozkazu Komendy POW wstąpiłem do Wojska Polskiego mając na względzie ideę Marszałka Piłsudskiego, ażeby wskrzesić Ojczyznę . Zostałem przydzielony tymczasowo do Żandarmerii w Zamościu,
a podczas buntu żołnierzy, którzy zostali zorganizowani jako „Czerwona Gwardia” w grudniu 1918 roku zostałem tamże , jako wierny żołnierz odrodzonej ojczyzny. W miesiącu maju 1919 roku przeniesiono mnie do 3 plutonu żandarmerii frontowej – 2-giej Armii. W styczniu (1920) ukończyłem miesięczny kurs Żandarmerii w Rokitnie na Wołyniu. W kwietniu 1920 roku przeszedłem kampanię bolszewicką przy obronie Kijowa, jako czynny żołnierz. Dnia 8 kwietnia 1921 roku wcielony zostałem do 12 pułku Ułanów Podolskich i pracowałem jako kancelista do dnia 28 sierpnia 1921 roku. W 1923 roku odbyłem 10-cio tygodniowy ćwiczenia wojskowe w PKU Biłgoraj. Rozkaz M.S. Wojskowych L. 5529/23. W miesiącu maju 1926 roku wyjechałem w celu zarobkowania do Francji, pracując jako ślusarz w fabrykach. Obecnie jestem żonaty z Apolonią Wojcieszyńską- Jasińską. W dniu 30 stycznia 1936 roku zostałem usunięty z Francji z powodu nieprzyznania „pracy karty” i jestem bezrobotny, a zamieszkuję w Warszawie Tamka 27 m 20. Podpis Bolesław Jasiński.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:                      Miazga Stanisław, Chodaczyński Stanisław, Kłos Józef .

Bolesław był odznaczony Medalem za Wojnę.                                                                              Zarządzeniem Prezydenta Rzeczpospolitej z dnia 5 sierpnia 1937 ogłoszonym w Monitorze Polskim Nr 178 z 6 sierpnia 1937 r poz.  249. Przyznano Bolesławowi Jasińskiemu Medal Niepodległości[3].

 

 

 Jasiński Paulin.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1879 – 1940

Do Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości

w Warszawie Al. Ujazdowskie 1.

Jasiński Paulin s Antoniego

zam. we Frampolu pow. Biłgorajskiego.

Prośba

Niniejszym proszę łaskawie o przyznanie mi odznaczenia za moją pracę Niepodległościową w latach 1904-6 r.

Urodziłem się we Frampolu w m-cu marcu 1879 roku. Ukończyłem miejscową szkołę powszechną,
a następnie nauczyłem się kowalstwa i już od młodych pracowałem w tym zawodzie. W roku 1904 wstąpiłem we Frampolu jako członek zaprzysiężony do  tajnej Organizacji Niepodległościowej założonej przez p. Moskalewskiego Stanisława ówczesnego pracownika Ordynacji Zamojskiej, a później Wojewodę Lubelskiego. Praca w tej organizacji biegła w dwóch kierunkach:

1. Uświadamianie narodowe i wykuwanie silnych charakterów, z oddaniem życia i mienia walczyły o wolność uciemiężonego narodu,                                                                      2. Robota sabotażowa i stałe nękanie nienawistnego zaborcy.

Działalnością tej organizacji kierowali: p. Moskalewski Stanisław i  p. Kwiatkowski, który po odzyskaniu Niepodległości był inspektorem Wojewódzkim P.Z.U.W. w Lublinie, a obecnie zdaję się piastuje ten sam urząd w Brześciu n. Bugiem.

Zebrania konspiracyjne odbywały się w lasach, bądź to na cmentarzu grzebalnym lub w prywatnych domach. Kierownikiem oddziału we Frampolu był Leon Maciurzyński, obecnie zamieszkały w Zamościu przy ul. Piłsudskiego 45. Na zebraniach panowie Moskalewski, Kwiatkowski i inni wygłaszali odczyty o wielkich wodzach polskich, o świetnych dziejach Narodu Polskiego, wpajając w nas dumę narodową urabiając nas na silnych, odważnych i gotowych na wszelkie poświecenia, by zrzucić jarzmo niewoli. Gdy w 1904 r. otrzymaliśmy polecenie zwierzchnich władz organizacyjnych, że chwila jest ważna, że trzeba przygotować się do możliwego objęcia władzy w swe ręce przeprowadziliśmy w swej organizacji zebranie przedwyborcze, na którym przydzielono poszczególne funkcje urzędowe osobom z pośród członków organizacji, a następnie za naszą agitację odbyło się jawne zebranie gminne, na którym przeprowadziliśmy wybory funkcjonariuszów zarządu gminnego jak: – wójta, sekretarza, sołtysów i innych i przeprowadziliśmy uchwałę, że urzędowanie ma się odbywać w języku polskim. Protokół z tegoż zebrania został sporządzony w j. polskim i załączony do akt uchwał zebrań gminnych. Ten śmiały czyn spotkał się z represją zaborcy, bo do miasteczka naszego wtargnęła „sotnia” kozaków wraz z naczelnikiem powiatu, chcąc nas pod grozą szabel i dzid zmusić do zrzeczenia się tej uchwały. Myśmy jednak twardo stali przy swoi. Naczelnik powiatu uchylił naszą uchwałę, to my wnieśliśmy odwołanie od jego decyzji do gubernatora i przedłożyliśmy naczelnikowi dowód urzędu pocztowego o wniesieniu odwołania do gubernatora, naczelnik pieniąc się ze złości i odgrażając odjechał, jak niepyszny, ze swoimi „mołojcami”. Chcąc podnieść naród na duchu i zamanifestować, że władza rosyjska jest dla nas nienawistna i że jej nie chcemy już widzieć, zamalowałem wraz z Erazmem Miazgą (obecnie zamieszkałego we Frampolu pow. Biłgoraj) w nocy tego dnia , w którym odbywało się powyższe zebranie gminne, tablicę wójta napisaną w języku rosyjskim i kilka innych napisów rosyjskich. Zawsze brałem czynny udział w pracy organizacji, uczęszczałem punktualnie na wszystkie zebrania i zbiórki, wykonywałem posłusznie zlecenia władz organizacyjnych, czy to jako roznosiciel pism i broszur politycznych, jak „Polak”, „Ziemia Chełmska” i innych, czy to w pracy sabotażowej biorąc udział. W chwilach gorących zawsze byłem czynny i gotów na wszystko. Prawdziwość podanych faktów stwierdzam własnoręcznym podpisem. Paulin Jasiński Frampol dn. 28.XII.1937.

My niżej podpisani ,jako członkowie tajnej Organizacji Niepodległościowej w latach 1904-6, własnoręcznym podpisem stwierdzamy wiarygodność wyżej przytoczonych faktów.

Józef Filipowicz, Władysław Miazga, Adam Filipowicz, Leonard Kras, Aleksander Śliwiński. Własnoręczność podpisów potwierdził Wójt Gminy Frampol Jan Dziuba. 29.XII.1937 r.

Adnotacja na podaniu:  „ Brak podstaw.”

 

 Kapica Jan PS. „Zapora”.

1897 – 1979

Zamieszkały we Frampolu ul. Orzechowa.

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo – niepodległościowej:

Urodziłem się dnia 16 czerwca 1897 r. w osadzie Frampol powiatu Biłgorajskiego woj. Lubelskiego. Dziecięce lata spędziłem pod troskliwą opieką rodziców, zaś później uczęszczałem do szkoły powszechnej, a po ukończeniu 4-ch oddziałów szkoły rosyjskiej pomagałem rodzicom
w gospodarstwie rolnym, mając lat około 20 wstąpiłem do organizacji powstałej na terenie naszego miasteczka, która miała nazwę POW z dniem 20 sierpnia 1916 r. stałem się czynnym członkiem po zaprzysiężeniu.  Wszelkie ćwiczenia, zbiórki odbywałem sumiennie, rozkazy były dla mnie wielką tajemnicą niezdradzającą. Dokładałem wszelkich sił nie szczędząc swojej pracy, gdyż Komendant stale mówił, że chwila przybliża się i Ojczyzna nasza odzyska wolność.  Legioniści i peowiacy są braćmi
i swoją tężyzną zwyciężą ciemiężców.

Brałem czynny udział w manewrach pod Gorajem, pod Szperówką koło Zamościa i w Zwierzyńcu nad Wieprzem, gdzie zaprzysiężeni zostaliśmy, że nie będziemy szczędzić sił do odzyskania Ojczyzny. Brałem czynny udział w „Proteście Brzeskim” i rozbrojeniu okupantów. Po rozbrojeniu Austriaków wstąpiłem do wojska 15 maja 1919 roku, trochę za późno, a to dla tego, że w październiku 1918 roku ojciec zmarł i ja zostałem opiekunem w gospodarce, gdyż jeden brat zginął na wojnie rosyjskiej, drugi był za granicą, a w domu pozostały dwie siostry, a jak tylko gospodarstwo uregulowałem natychmiast wstąpiłem do wojska i odbyłem służbę w wojsku do dnia 5 maja 1921 roku.  Pomijam drogę służbową, dla tego, że termin jest bardzo krótki i proszę Komitet o przedstawienie mnie do odznaczenia zaś wszelkie dowody Powiatowe Koło w Biłgoraju przesłało do zweryfikowania do Okręgu w Lublinie. Podpisał Jan Kapica

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Andrzej Oszust, Paulin Dudek, Stanisław Chodaczyński, Józef Karczmarzyk, Bernard Dudek, Franciszek Oszust, Ludwik Witold, Stanisław Oszust s. Mateusza, Stanisław Oszust s. Antoniego wszyscy z Frampola i Józef Wydrych –Warszawa sierżant.

Odrzucono na posiedzeniu Komisji z dn. 25 czerwca 1938, protokół z posiedzenia nr 130.

 

Karczmarzyk Józef[4] PS. „ Sikora”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1895 – 1977

Frampol u ul. Szkolna 16

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Urodziłem się 22 października 1895 roku we Frampolu. Lata dziecięce spędziłem pod opieką rodziców. Ukończyłem szkołę powszechną rosyjską. Po ukończeniu szkoły pracowałem na roli u rodziców, a później zająłem się pracą samodzielnie, to jest gontarstwem. W dniu 16 stycznia 1916 roku wstąpiłem do P.O.W.  we Frampolu, byłem uciekinierem z armii rosyjskiej. Wszelkie ćwiczenia, rozkazy i polecenia wypełniałem sumiennie, odbywałem manewry pod Szperówką, Zwierzyńcem i pod Gorajem. Brałem czynny udział we wszystkich manifestacjach przeciwko okupantowi, jak również udział w   rozbrojeniu okupantów, a po rozbrojeniu okupantów w dniu 3 listopada 1918 roku wstąpiłem jako ochotnik  do tworzącej  się Armii Polskiej i zostałem przydzielony do Żandarmerii Polowej Okręg Lubelski II. Skąd po ukończeniu wojny w roku 1921 w m-cu marcu zostałem zwolniony. Obecnie pracuję społecznie według ideologii Marszałka Piłsudskiego.

Przysięgę peowiacką składał na ręce Miazgi  Józefa, który był jego bezpośrednim przełożonym.
W P.O.W. pełnił funkcję sekcyjnego. W walkach w lutym 1920 roku pod Koziatyczem i ofensywie Kijowskiej był ranny.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej: Miazga Stanisław, Oszust Andrzej, Miazga Józef.

Medal  Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu w dniu 22 lutego 1937 roku protokół 117 str. 25

Zarządzeniem Prezydenta Rzeplitej z  5 sierpnia 1938 roku ogłoszone  MP Nr 178, poz. 249 z dnia 6 sierpnia 1937 roku[5].

 

 

Kłos Tadeusz[6] ps. „Tkacz”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1899- 1989

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Urodziłem się 30 grudnia 1899 roku we Frampolu. W roku 1912 ukończyłem szkołę powszechną we Frampolu. Po ukończeniu szkoły pomagałem rodzicom koło gospodarstwa oraz uczyłem się bednarstwa, które prowadził ojciec. W styczniu 1916 r. wstąpiłem do POW we Frampolu i brałem udział na zbiórkach, ćwiczeniach i manewrach. Rozumiejąc ideę Marszałka pracowałem i uświadamiałem kolegów, których wreszcie namówiłem  do wstąpienia do POW. Jednocześnie w roku 1915 wstąpiłem do Straży  Ochotniczej Pożarnej we Frampolu. Brałem udział  życiu społecznym naszego miasteczka. Występowałem niejednokrotnie jako aktor w amatorskich przedstawieniach. W dniu 4 listopada wstąpiłem do Wojska Polskiego do 35 pp.  Kompania Szturmowa w Zamościu skąpo kilku dniach wyruszyliśmy na front ukraiński. Włodzimierz, Sokal, Waręż  itd. W marcu 1919 r. przydzielony zostałem Żandarmerii Etapowej I Dywizjon w Warszawie, w którym byłem do 10.10.1921 r., skąd zostałem rozkazem WS Wojskowych 1632/56 pkt. I. 12000/0 dr B zdemobilizowany. Po powrocie z wojska wstąpiłem powrotem do Ochotniczej Straży Pożarnej we Frampolu, z której w kwietniu 1935 r. wystąpiłem jako zastępca  Naczelnika Straży. Od maja 1935 roku do chwili obecnej pracuję w Spółdzielni Spożywców we Frampolu jako prezes Zarządu.

Podpis Kłos Tadeusz

Dowódcy: Miazga Józef i Sitarz obecnie w Lublinie

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić działalność niepodległościową:                                      Miazga Józef i Miazga Stanisław z Frampola.

Medal Niepodległości przyznany Zarządzeniem Prezydenta Rzplitej z dnia 5 sierpnia 1937 roku ogłoszone w MP nr 178 z 6 sierpnia 1937 r. Poz. 249[7].

 

Kowalik Antoni[8] PS. „Lewkonia”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1899 – 1968

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Urodziłem się dnia 14 stycznia 1899 roku we Frampolu, do 8 lat wychowywałem się pod opieką rodziców. W ósmym roku życia zacząłem uczęszczać do szkoły powszechnej we Frampolu, a po ukończeniu takowej rodzice oddali mnie do gimnazjum państwa rosyjskiego w Lublinie, w którym to gimnazjum ukończyłem 4 klasy. W roku 1914 wybuchła wojna Europejska- przepauzowałem 1 rok  i wstąpiłem do gimnazjum realnego w Leżajsku w roku 1915. Na początku roku 1916 założyłem P.O.W. w Leżajsku  rozwijając  tej organizacji na powiat Łańcut, równocześnie będąc Komendantem, zbrojnie występowałem przeciwko ciemiężcom- okupantom, byłem prześladowany i aresztowany przez żandarmów austryjackich, a przeważnie czyniąc manifestacje w proteście układu Brzeskiego. Zawieszając jako uczeń 6 klasy gimnazjum. Wianki wolności na krzyżach powstańców, gdzie byłem wyśledzony i przypilnowany przez żandarmów. Musiałem zwijać naukę i swoją działalność oddając chwilowo zastępstwo sierżantowi Legionów Polskich Mazuszakowi Komendę – meldując o tem b. pułkownikowi, a obecnie Inspektorowi Armii Polskiej Rydzowi-Śmigłemu w Krakowie. Rok 1918 styczeń lub luty działalność moja  jest połączona Leżajsk, Łańcut , Frampol, Kraków. Kształcąc się w Krakowie, a stale dojeżdżałem do swych , przeze nie założonych placówek. Wydając rozkazy oraz siejąc otuchę, że już chwila , a my będziemy wolni. Nastał dzień, dzień 1 listopada 1918 roku w Krakowie- rozszerzając działalność z kolegami biorę czynny udział w rozbrajaniu. 6 listopada wstępuję do 2 p szwoleżerów w Zakrzówku pod Krakowem, odjeżdżam do Cieszyna biorę udział w wojnie przeciwko  Czechom pod Skoczowem. Później na froncie bolszewickim. W między czasie organizuję też inne związki. W dniu 20 rudnia 1920 roku zostaję zwolniony przez D.O.  Gen Lublin i RKU Zamość do domu.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej::                      – Marian Ordyczyński inżynier kolei we Lwowie ul. Dekerta 10,                                                – Krawczyk Aleksander wieś Zemborzyce pow.  Lublin,                                                                 – Kwieciński Zygmunt Biała Podlaska,                                                                                              – Barcz Józef Leżajsk pow. Łańcut.

Okręgowa Komisja Odznaczeniowa Związku Peowiaków w Lublinie stawia wniosek o nadanie Krzyża Niepodległości Lublin 24 październik 1936.

Zarząd Okręgu Związku Peowiaków w Lublinie do wniosku kręgowej Komisji przychyla się  26 października 1936 roku Prezes St. Lelek.[9].  Monitor Polski nr 140/1938.

 

 

Kowalik Jan PS. „Zygmunt”.

Jan Kowalik

1903 – 1976

Frampol ul. Janowska

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Urodziłem się dnia 2 sierpnia 1903 roku we Frampolu powiatu obecnie biłgorajskiego, młodociane lata spędziłem pod opieką rodziców , zaś później uczęszczałem do szkoły powszechnej , a po ukończeniu takowej rodzice mnie oddali do gimnazjum w Janowie Lubelskim. Rok 1914 przerwał moje kształcenie i oddałem się do gimnazjum w Leżajsku pow. Łańcut . Tam zawiązało się P.O.W. , do którego wstąpiłem z ochoczej swojej woli i za po przysiędze zostałem przyjęty, jako czynny członek
w dniu 1 stycznia 1917 roku, w którym to związku byłem bardzo czynny, chociaż Austriacy przeszkadzali. Pod komendą miejscową byłem bardzo posłuszny, rozkazy wszelkie wypełniałem  bez jakiego bądź szemrania. Zbiórki ćwiczebne w zimnych dołach w szurajowskich? dołach i pod wsią Jelną?, były dla mnie, nie książki szkolne, a ćwiczenia. Kiedy wypadły różne manifestacje nie kryłem się z tym, a stawałem obok córki Peowiaków, biorąc czynny udział w Proteście Brzeski, w rozbrojeniu okupantów, a poprzednio w uwolnieniu pozbawionych wolności naszych legionistów, z którymi wspólnie pracowałem. Dziś, kiedy moja weryfikacja została uwzględniona przez okręg Lwowski , jednak pomijam drogę służbową i nadmieniam, że służbę wojskową, jako ochotnik w lipcu 1920 roku odbywałem w Borowie wart w Lublinie i zgłoszenie swoje w dowództwie złożyłem , aby mnie wysłano na front, gdzie zostałem wysłany, jednak choroba bezlitosna nie pozwoliła mi i odesłano mnie do szpitala, otrzymując kat.”D”. W roku 1918 nie wstąpiłem do wojska w myśl rozkazu Marszałka Józefa Piłsudskiego – ze ucząca się młodzież – zwolniona od obowiązku służby w Wojsku, ale nadszedł czas , to nie patrzyłem na swoje zdrowie i pierś swoją oddałem Ojczyźnie.

 Podpisał Jan Kowalik

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej: –

 Józef Wydrych-Warszawa, Bolesław Jasiński – Warszawa, Stanisław Maciurzyński – Frampol, Marian Ordyczyński – Lwów, Zygmunt Kwieciński – Białystok, Józef Baucz – Leżajsk, Kazimierz Baucz – Leżajsk, Antoni Dziadecki – Leżajsk.

Brak informacji czy otrzymał Medal Niepodległości.     Adnotacja: -Brak dokumentów.

 

Ks. Krawczyk Aleksander[10]  PS. „Czarnecki”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1902 – 1961

 Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Urodziłem  się we Frampolu pow. Biłgorajskim dnia 22 lutego 1902 roku. Lata dziecięce w domu u rodziców, skąd  doszedłem do wieku szkolnego uczęszczałem do rosyjskiej szkoły powszechnej we Frampolu. Po skończeniu szkoły powszechnej mając lat 10 rozpocząłem naukę w szkołach średnich tj. gimnazjum rosyjskim w Krasnymstawie i  Janowie Lubelskim. Podczas wojny w roku 1915 – gimnazjum w Janowie było nieczynne, a nie chcąc tracić sobie roku przeniosłem się do gimnazjum w Leżajsku. Jako uczeń  6-tej klasy należałem już do organizacji wojskowej POW. W roku 1917, kiedy władze zaborcze niemieckie uwięziły Komendanta Józefa Piłsudskiego i internowały Legionistów, a między innymi i naszych kolegów starszych wtrąciły do więzienia, by stąd wywieźć ich do  …….brałem czynny udział, rozwalając kilofem więzienie w Leżajsku  celem uwolnienia ich. W roku 1918 brałem również czynny udział w rozbrajaniu okupantów. W roku 1920, gdy Ojczyzna była zagrożona przez bolszewików, zaciągnąłem się do  Jazdy  Jaworskiego – I pułk Ułanów Wołyńskich(obecnie 19 p. ułanów
w Zamościu), gdzie do grudnia 1920 r. na terenach począwszy od Kocka, Międzyrzeca- Brody, aż do Wołynia w szeregach Jazdy Jaworskiego uporałem się z najeźdźcą. Po odparciu bolszewików i  wyjściu Okólnika Ministra R. i O.P. o zwolnieniu uczniów, wróciłem  tym razem do gimnazjum w Zamościu, skąd wstąpiłem do Wyższego Seminarium Duchownego w Lublinie. Po skończeniu którego pracowałem na placówkach duszpasterskich w Piaskach, Krasnobrodzie, Zamościu, a obecnie od czterech lat , jako proboszcz w parafii  Zemborzyce k/Lublina.

Podpisał: Ks. Aleksander Krawczyk

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 21.06.1938.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 27.06.1938 w MP nr 177, poz.323[11].

 

 

Łaźniak Władysław

1885 –

Odrzucono                                                                                                                                           na posiedzeniu Komitetu z dn. 21.06.1938 r.                                                                                protokół posiedzenia 129.

Do Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości                                                                                  w Warszawie Al. Ujazdowskie 1.

Władysława Łaźniaka syna Władysława                                                                              zamieszkały we Frampolu, pow. Biłgoraj

Prośba

Niniejszym proszę uprzejmie o łaskawe przyznanie mi Krzyża Niepodległości za moją pracę niepodległościową. Urodziłem się we Frampolu dnia 8 września 1885 roku, z ojca Władysława i Karoliny z Oszustów. Ukończyłem szkołę powszechną we Frampolu, a następnie nauczyłem się u ojca tkactwa i pracowałem jako chałupnik. W roku 1904 została założona we Frampolu tajna organizacja niepodległościowa Koło Młodzieży, której kierownikiem był Leon Maciurzyński. Wstąpiłem do tej organizacji i byłem czynnym jej członkiem, uczęszczałem punktualnie na wszystkie zbiórki i odczyty, które mieliśmy  lesie, na cmentarzu i prywatnych domach, gdzie przyjeżdżał do nas p. Moskalewski Stanisław  i nieznani nam panowie, wygłaszając nam odczyty o konieczności wyrwania Polski z niewoli, mówili o niektórych wielkich wodzach Naszego Narodu, Batory, Czarnieckim, Kościuszce, o Wodzach Powstania. Postanowiłem być dobrym synem uciemiężonej Ojczyzny.                                                                                          Wszelkie rozkazy dane mi  wykorzystywałem gorliwie i sumiennie. Roznosiłem po wsiach różne broszury i gazety, które były kolportowane przez Maciurzyńskiego z (Galicji) Małopolski, jak „Polak” oraz miejscowa „Ziemia Chełmska”, „Ziemia Zamojska”. Usuwałem wszelkie urzędowe napisy rosyjskie, zniszczyłem orła rosyjskiego na szkole i pomnik cara Aleksandra III-go. Rosyjskiego pułkownika emerytowanego, który mieszkał we Frampolu i prześladował nas postanowiłem na rozkaz zgładzić go ze świata, jednak zamach na niego nie udał mi  się, gdyż strzelając do niego chybiłem. Prócz tego pomagałem oddziałowi z Biłgoraja rozbić pocztę rosyjską na drodze Biłgoraj – Zwierzyniec. Mając tyle na sobie „Grzechów” w roku 1906 zostałem wezwany na posterunek we Frampolu, gdzie przyjechał naczelnik Ujezda i żandarmi na śledztwo, gdzie łagodnie wypytywano Mie, czy we Frampolu jest jaka organizacja, czy przyjeżdża kto z obcych Panów do Frampola, powiedziałem, że o niczym nie wiem, ale, że mogę się dowiedzieć, bo zdaje mi się, że coś jest takiego we Frampolu. Widząc, że jestem biedny dali mi nagrodę i kazali mi, abym tych, co się zbierają, Panów zawołał.
Ja wtedy rozumiejąc, jakie nie i współpracownikom grozi niebezpieczeństwo uwiadomiłem ich o tym, a sam przez noc dałem drapaka do Galicji ( od nas było 20 km do granicy), gdy rano szukali mnie żandarmi  w domu, ja już byłem w Galicji, gdzie pracowałem jako robotnik, wreszcie wyjechałem do Niemiec, byłem w Hamburgu, Bremen i w Lotaryngii, gdzie pracowałem w fabrykach i pomagałem rodzicom, gdyż byli biedni. Dnia 15 stycznia 1919 roku powróciłem do  Niepodległej Ojczyzny, odwiedziłem Wojewodę Moskalewskiego w Lublinie postanowiłem wstąpić do wojska Polskiego, lecz nie zostałem przyjęty, gdyż stwierdzono u mnie zły stan zdrowia i „zagęszczenie płuc” .  Od 1919 roku mieszkam we Frampolu. Na poparcie powyższego przedkłada oświadczenie p. Leona Maciurzyńskiego i prawdziwość zapodanych faktów stwierdzam swoim podpisem. 1 załącznik (oświadczenie). Łaźniak Władysław. Frampol  dnia 22 . XII.1937 r.

My niżej podpisani członkowie tajnej organizacji koła Młodzieży Niepodległościowej we Frampolu niniejszym stwierdzamy wiarygodność niniejszego pisma : Józef Filipowicz, Władysław Miazga. Własnoręczność podpisów zaświadczył Wójt Gminy Frampol Jan Dziuba. Os. Frampol 29.XII.1937.

Oświadczenie.

Ja niżej podpisany Leon Maciurzyński, zamieszkały obecnie w Zamościu, przy ulicy Piłsudskiego 45,mający obecnie lat 5o,wiedząc że za fałszywe zeznanie grozi mi odpowiedzialność osobista, oświadczam co następuje:

W latach 1904- 1906 byłem członkiem i kierownikiem organizacji tajnej. koła młodzieży niepodległościowej, która powstała z inicjatywy śp. Stanisława Moskalewskiego we Frampolu, powiatu obecnie biłgorajskiego, a podów­czas powiatu zamojski ego. Do powyżej wspomnianej organizacji należał p. Władysław Łaźniak, obecnie mający lat 51 i zamieszkały we Frampolu .Regularnie uczęszczał na zebrania, na których były wygłaszane odczyty o dawnej Polsce, wielkich wodzach i świetnej przeszłości narodu. Kiedy władze organizacji przysłały rozkaz usunięcia rosyjskich napisów w całem miasteczku, Władysław Łaźniak jak najgorliwiej pracował i z narażeniem życia stracił największy szyld i najmocniej przymocowany na dachu szkoły powszechnej, oraz wiele innych. Wielokrotnie były usuwane rosyjskie napisy w całem mieście i bite ok­na rosyjskim urzędnikom, oraz polskim ugodowcom. W czynnościach tych Władysław Łaźniak zawsze był owocnie czynny.

Dnia 4 listopada 1906 r. opuściłem Frampol i organizację, zmuszony uciekać za zagranicę. Zamość dnia 10 listopada 1937 roku. Podpis Leon Maciurzyński potwierdzony przez Burmistrza Miasta Zamościa.

 

[1] Syn Franciszka i Marianny  z Oszustowiczów urodzony 9/21 lutego 1886 roku we Frampolu.

[2] Jasiński Bolesław urodził się 22.XI/4.12. 1899 r. , był synem Marcina i Bronisławy z Dubielów małżonków Jasińskich. Bronisława była siostra mojej babci Weroniki z Dubielów Wąskowej, a Marcin był bratem mojej prababci Zofii z Jasińskich Burlewiczowej żony Franciszka. Pochowany na Frampolskim cmentarzu.

[3] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r361022840191,JASINSKI-BOLESLAW.html

[4] Syn Franciszka i Marianny z Krawczyków małżonków Karczmarzyków urodził się 22.10.1895 roku.

[5] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r95596051706654,KARCZMARZYK-JOZEF.html

[6] Syn Jana i Barbary z Markich  małżonków Kłosów. Frampol ul. Ogrodowa.

[7] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r545010602,KLOS-TADEUSZ.html

[8] Syn Jana i Pauliny z Chorębałów  małżonków Kowalików. Frampol ul Przemysłowa 23.

[9] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r9253158073,KOWALIK-ANTONI.html

[10] Syn  Antoniego i Jadwigi z Miazgów.

[11] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r554671972,KRAWCZYK-ALEKSANDER.html

P.O.W. we Frampolu cz.III

Wielu członków, P.O.W. pochodzących z Frampola ubiegało się o uhonorowanie ich działalności w tej organizacji oraz ich wkładu w Odzyskanie Niepodległości przez naszą Ojczyznę. Wielu z pośród nich brało czynny udział w walkach z bolszewikami, jak również z Niemcami o utrzymanie przy Polsce jak największych terenów na Wielkopolsce i Górnym Śląsku.  Walczyli nie tylko orężem, ale prowadzili działalność agitacyjną wśród ludności, a w szczególności wśród młodzieży, aby wstępowała do wojska i broniła niezawisłości Odrodzonej Ojczyzny. Tak jak jest, to teraz, tak i było w tamtych czasach nie wszystkich działalność była doceniana. Często z nieznanych przyczyn, a może z tego powodu, że część osób związana była politycznie nie z tym obozem, który decydował o uhonorowaniu Krzyżem lub Medalem Niepodległości odznaczeń nie otrzymała. Czytając te materiały, które będę sukcesywnie przedstawiał, będziemy mogli wyrobić sobie własne zdanie na ten temat.

Jedne dokumenty, o nadanie Krzyża bądź Medalu Niepodległości dla osób, które ukończyły tylko szkołę powszechną sporządzane były przez osobę, która lepiej od nich umiała pisać, te są mniej ciekawe, bo zawierają mało faktów o działalności organizacji P.O.W. we Frampolu. Część peowiaków uczyła się w szkołach poza Frampolem, jak na przykład w Biłgoraju, Janowie Lubelskim, czy też Leżajsku, a niektórzy nawet studiowali. Z dokumentów tych ludzi możemy więcej dowiedzieć się o działalności ich osobiście, jak również o działalności całego P.O.W. Frampolskiego.  Opracowałem ten materiał po, to, aby ocalić od zapomnienia tych ludzi, którzy w większym bądź mniejszym stopniu przyczynili się odzyskania niepodległości i jej zachowania.

Nie wiem, czy opracowałem wszystkich członków P.O.W. z Frampola, bardzo chętnie uzupełnię ten materiał, jak uzyskam dodatkowe informacje o osobach, które jeszcze w P.O.W. działały. Aby przybliżyć sylwetki przedstawianych peowiaków uzupełniłem dokumenty o ich  zdjęcia, które mam w swoich zasobach.  Mam nadzieję, że Pan Zenon Baranowski z Janowa jeszcze jakieś dokumenty do opracowania mi podeśle. A może ktoś z Frampola ma jakieś wiadomości związane z tym tematem.

W dwóch poprzednich wpisach związanych z P.O.W. we Frampolu przedstawiłem materiał opracowany przez pana Augustyna Niderlę i  życiorys pana Zygmunta Strzeleckiego dołączony do jego materiałów związanych z ubieganiem się o nadanie Krzyża i Medalu Niepodległości. Obydwaj nie urodzili się we Frampolu, ale tutaj zamieszkiwali w pewnym okresie swego życia i tutaj działali na rzecz odzyskania Niepodległości.

Augustyn Niderla uhonorowany został Medalem Niepodległości, a Zygmuntowi Strzeleckiemu takiego wyróżnienia odmówiono. Na wniosku wpis: Brak podstaw 25157.

Chodaczyński Stanisław[1] PS. „Owies”

Chodaczyńscy

 1900 – 1978                                                                                                                

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo – niepodległościowej:

Po ukończeniu Szkoły ludowej pracowałem w zawodzie tkackim. Dnia 2 kwietnia 1917 roku wstąpiłem do POW we Frampolu, odrywając się od pracy spełniałem wszelkie obowiązki organizacyjne  w przygotowaniu się do służby wojskowej. Dnia 6 listopada 1918, z powstaniem Komendy Obwodu POW, jako ochotnik  wstąpiłem do wojska, do batalionu , który formował się  Zamościu. Z batalionu Zamojskiego zostałem przydzielony do 35 pp. Mającego swe miejsce postoju w Zamościu, zostałem z pierwszym batalionem tegoż pułku odesłany na granicę niemiecką pod Mysłowice. W miesiącu maju 1919 r. zostałem z temże batalionem odesłany na front bolszewicki, w Pruskie Błota i brałem udział we wszystkich wojnach z 1 batalionem 35 pp.- do ukończenia wojny. Po ukończeniu wojny zostałem bezterminowo urlopowany, jako jedyny żywiciel rodziny w miesiącu wrześniu 1921 roku. Podpisał : Stanisław Chodaczyński.

Zamieszkały we Frampolu ul. Wesoła 30.

Odznaczony „Krzyż Walecznych” nadany rozk. Nr 55. Dow.9 Dp. Nr  leg 37539. Odznaka frontowa za pobyt na froncie  od maja 1919 do października 1920. „Krzyż za Obronę Wilna

Nazwiska świadków, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Franciszek Oszust s Teofila, Józef Siemczyk, Stanisław Oszust mieszkańcy Frampola.

Medal Niepodległości nadany Zarządzeniem Prezydenta Rzplitej. dnia 19 czerwca 1938 roku MP Nr 140, poz. 245[2].

Dudek  Bernard[3] ps. „Dąb”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1897- 1982

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Urodziłem się dnia 11 listopada1897 roku we Frampolu powiatu biłgorajskiego, młode lata spędziłem pod opieką rodziców. W 11 roku życia zacząłem uczęszczać do szkoły powszechnej rosyjskiej we Frampolu, gdzie ukończyłem jeden oddział,  później pomagałem ojcu na roli, jako najstarszy syn. W  roku 1917 wstąpiłem do POW, wszelkie ćwiczenia i rozkazy spełniałem uczciwie. Brałem czynny udział w proteście Brzeskim, w rozbrajaniu okupanta, a w dniu 4 listopada 1918 roku wstąpiłem do tworzącej się armii polskiej, w której przesłużyłem aż do 21 maja 1921 roku. Po zwolnieniu się z wojska pracuję na roli i zajmuję się tkactwem.

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 25.01.1937.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 24.04.1937 w MP nr 93, poz.128.

 

 Dudek Paulin [4]  PS. „Zagłoba”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1897 – 1986

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Urodziłem się w osadzie Frampol pow. Biłgorajskiego dnia 16 maja 1897 r. Dziecięce lata spędziłem w domu pod opieką rodziców. Mając 10 lat zacząłem uczęszczając do szkoły  powszechnej rosyjskiej we Frampolu, a po ukończeniu takowej nie mając funduszów na dalsze kształcenie się ze względu na niezamożność rodziców pomagałem rodzicom w domu, a mianowicie nawijałem cewki do robienia płótna na warsztacie ręcznym, z czasem nauczyłem się, więc obecnie to rzemiosło uprawiam.

W roku 1914 , kiedy rozpoczęła się wojna europejska odczułem instynkt wewnętrzny na przyszłość naszej Ojczyzny, która była w niewoli i z chwilą stworzenia się w naszym miasteczku organizacji POW wstąpiłem w czerwcu, a nawet  wcześniej w roku 1916 do tej, że  organizacji, ażeby być na przyszłość wyszkolonym żołnierzem, żadnych ćwiczeń nie opuściłem. Wszelkimi sposobami  starałem się być przeszkodą zaborcom, a mianowicie brałem czynny udział w manifestacjach, protestach, a ostatnio rozbrojeniu Austriaków. Po rozbrojeniu okupantów jako ochotnik wstąpiłem do tworzącej się armii Polskiej w dniu 6 listopada 1918 roku. Służyłem w 35 pp., później w Kompanii Stacji  Zbornej, a ostatnio w 45 pp. Skąd po układzie Ryskim i zakończeniu działań wojennych zostałem zwolniony, jako nienadający się do służby, do domu.

Świadkowie, którzy mogą poświadczyć prawdziwość  pracy niepodległościowej:

– Kłos Tadeusz, Miazga Lucjan, Miazga Józef, Wąsek Bolesław i wielu innych.

Wniosek o nadanie Krzyża Niepodległości pozytywnie zaopiniowany przez Okręgową komisję Odznaczeń Związku Peowiaków 24.10.1936 , a Zarząd Okręgu Związku Peowiaków w Lublinie przychylił się do wniosku Okręgowej Komisji 26.10.1936 r. Podpisał St. Lelek -Prezes

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 25.01.1937.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 21.04.1937 w MP nr 93, poz.128[5].

Filipowicz Józef [6]

1874 – 1940

Do  Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości  w Warszawie                                      Wpłynęło 26.08.1938

Józef Filipowicz s. Aleksandra zam. We Frampolu pow. Biłgoraj

 Prośba

Niniejszym proszę łaskawie o przyznanie mi Krzyża lub Medalu Niepodległości za moją pracę niepodległościową w latach  1904-6.

Urodziłem się we Frampolu w m. grudniu 1874 roku, gdzie ukończyłem szkołę powszechną, a następnie nauczyłem się stolarstwa i już nadal pracuję w tym zawodzie. W 1904 roku wstąpiłem do tajnej organizacji Niepodległościowej założonej przez Moskalewskiego Stanisława, który w Polsce wolnej piastował urząd wojewody lubelskiego. Przyjezdni prelegenci wygłaszali odczyty o  bohaterskich czynach Narodu Polskiego, o wspaniałych dziejach naszego Narodu, zagrzewali nas do miłości Ojczyzny, do poświęcenia się dla Niej, uczyli jak należy  gnębić wroga, jak siły jego osłabiać. Jako szczery  patriota postanowiłem dotąd  nie żałować swego życia i mienia na usługi oswobodzenia Ojczyzny. Na zebraniach potajemnych, które odbywały się w lasach, na cmentarzu lub prywatnych domach stale byłem obecny , gdzie tylko zachodziła potrzeba  stawałem gotów na wszelkie rozkazy władz zwierzchnich. Kierownikiem oddziału  we Frampolu był Leon Maciurzyński, obecnie zam. W Zamościu przy ul. Piłsudzkiego 45. Prócz tego kolportowałem różne pisma i broszury polityczne, jak „Polak”, „Ziemia Chełmska”, „Ziemia Zamojska” i innych, brałem udział w pracy terrorystycznej, jak zamalowywaniu i niszczeniu rosyjskich napisów, godeł i posągów, w napadach na mieszkania rosyjskich urzędników i polskich służalców. W chwilach groźnych i niebezpiecznych nigdy się nie ulękłem i mężnie stawiałem czoła. Gdy otrzymaliśmy polecenie od zwierzchnich władz organizacyjnych, by zwołać zebranie gminne i przeprowadzić na nim uchwałę, by urzędowanie odbywało się w języku polskim, zaagitowaliśmy całą gminę, doprowadzili do przeprowadzenia takiegoż zebrania wraz z przeprowadzeniem takiej uchwały. Wiarygodność powyżej przytoczonych faktów stwierdzam własnoręcznym podpisem.

Frampol 29.12.1937  Józef Filipowicz

My członkowie organizacji Niepodległościowej w latach 1904-6 r. własnoręcznymi podpisami stwierdzamy wiarygodność wyżej zapodanych faktów: Łaźniak Władysław, Paulin Jasiński, Stanisław Miazga, Wacław  Miazga, Leonard Kras.

Własnoręczność podpisów w/w potwierdził Wójt Jan Dziuba . Frampol 29.12.1937.

 

Odrzucono: Brak podstaw 43181       26 czerwiec 1938.

 

Furmanek Jan PS. „Kania”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1895 –

Urodzony 4 sierpnia 1895 roku w Kolonii Teodorówce[7] gm. Frampol, syn Jakuba i Tekli  z Nawrockich małżonków Furmanków.

Posiadał polskie odznaczenia o czym podaje w Kwestionariuszu: – Za ofiarną pracę,  X-cio  lecia Ochotniczej Straży Pożarnej i odznakę opiekuna Społecznego.

Przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Wstąpił do P.O.W. w lipcu 1916 r. we Frampolu, brał czynny udział w ćwiczeniach, w początkach 1918 roku został mianowany komendantem we wsi Teodorówce. W listopadzie 1918 roku wstąpił do Wojska Polskiego, jako ochotnik.

Trochę więcej  szczegółów możemy wyczytać z „Zeznania dotyczącego służby w P.O.W.”. Zaprzysiężony członek organizacji od 1916 roku do listopada 1918, przysięgę składał na ręce Józefa Miazgi, który był jego bezpośrednim przełożonym. W P.O.W. pełnił funkcję szeregowca. W Wojsku Polskim jako ochotnik służył od listopada 198 roku do listopada 1920 roku w 50 pułku.

Rękopis zaświadczenia: -„ Niniejszym zaświadczam, że Ob. Jan Furmanek był członkiem czynnym polskiej organizacji wojskowej, do której należał od  roku 1916-go do roku 1918 tj. do czasu powstania państwa polskiego, skąd wstąpił w szeregi Wojska Polskiego. B. komendant miejscowy „Kmicic” Frampol 27.VI.1932. Stwierdzam podpis Józefa Miazgi. Wójt gminy –podpis nieczytelny.

Okręgowa Komisja Odznaczeniowa Peowiaków w Lublinie postawiła wniosek o nadanie Krzyża Niepodległości 24 października 1936 roku. Zarząd Okręgu Związku Peowiaków w Lublinie do wniosku Komisji się przychyla 26 października 1936 r.

Zarządzeniem Prezydenta Rzplitej[8]  z dnia 8 listopada 1937 roku otrzymał Medal Niepodległości  MP 259. Poz. 409 z 10 listopada 1937 r.

Gabryszewski Jan Ps. „Szczebrzeszyn”

Obraz 016

1900 -1967

Frampol Ogrodowa  2

Urodził się we Frampolu 13 kwietnia 1900 – zmarł 26 listopada 1967 Był synem Antoniego i Agnieszki z Zalewów. Rodzice, jak i większość mieszkańców Frampola byli rolnikami i jednocześnie trudnili się tkactwem. Nie długo był pod opieką rodziców ponieważ ojciec Jan umiera w roku 1910, kiedy Jan miał 10 lat, zaś  matka umiera w 5 lat po nim w roku 1915, w czasie kiedy trwała I wojna światowa, Jan miał wtedy 15 lat. Jan miał starszego o 12 lat brata Antoniego[9], który wyjechał i osiadł na stałe w USA, pozostał więc na tym świecie sam.

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Po ukończeniu szkoły ludowej we Frampolu pracowałem jako tkacz, w roku 1917 dnia 3 marca wstąpiłem do Organizacji POW we Frampolu, spełniałem wszelkie obowiązki organizacyjne, brałem czynny udział w rozbrajaniu . W dniu 11 listopada 1918 roku wstąpiłem do Powiatowej Komendy Żandarmerii w Janowie Lubelskim. W czerwcu roku 1919 otrzymałem przydział do Ekspozytury Żandarmerii Polowej w Łucku i w tejże pełniłem służbę do inwazji bolszewickiej, w czasie inwazji spełniałem obowiązki przy Dowództwie Oddziału Żandarmerii Okręgu Etapowego Wołyń, po inwazji zostałem przeniesiony do 21 szwadronu Żandarmerii w Dziwnie. W dniu 25.11. bezterminowo urlopowany z Kadry Szwadronu Zapasowego przy 7 Dywizji Żandarmerii w Poznaniu.      Rozk. M.S. Wojsk.                                                                     Podpisał: Gabryszewski Jan

Posiadane odznaczenia:

Medal Pamiątkowy za wojnę 1918-1921 r. Rozk. D.O.K II Nr 24/35

Gabryszewski Jan syn Antoniego za działalność POW oraz za udział, jako ochotnik w wojnie z bolszewikami odznaczony został „Medalem Niepodległości”.

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 25.01.1937.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 08.11.1937  ogłoszone w MP nr 259, poz.409[10].

[1] Stanisław Chodaczyński  ur.  1899 był synem Teofila i Franciszki z Odrzywolskich
( zdjęcie z 1958 roku)

[2]http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r55522805,CHODACZYNSKI-STANISLAW.html

[3] Syn Teofila i Apolonii z Białasów. Zmarł 18.06.1982 r. pochowany na Frampolskim cmentarzu.

[4] Syn Jana i Apolonii z Filipowiczów małżonków Dudków.

[5] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r62421590306,DUDEK-PAULIN.html

[6] Filipowicz Józef ur. W roku 1874 we Frampolu syn Aleksandra i Franciszki z Dubielów.

[7] W momencie składania wniosku zamieszkały był w Kolonii Żuków gm. Krzczonów.

[8] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r947229028089,FURMANEK-JAN.html

[9] Ojciec Franciszka Gabryszewskiego –„Gabreski” asa lotniczego- pisałem o nim na moim blogu.

[10] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r49165017312,GABRYSZEWSKI-JAN.html