Polska Organizacja Wojskowa we Frampolu cz. VI.

P.O.W. Frampol cz.VI.

W tej części poświeconej członkom P.O.W. z Frampola, którzy działali na rzecz Niepodległości i ubiegali się o nadanie Krzyża bądź Medalu Niepodległości przedstawię Miazgów. Rodzina Miazgów jedna z liczniejszych rodzin we Frampolu reprezentowana tu jest przez kilka osób. Nie wiem czy są to wszystkie osoby o tym nazwisku, które działały na rzecz odzyskania niepodległości.  Nie wszyscy też z ubiegających się,  jak i to miało miejsce wobec wcześniej opisanych zostali uhonorowani.

Sylwetki  Miazgów Erazma i Stanisława mogliśmy poznać wcześniej, kiedy przedstawiałem na moim blogu 4 marca 2011:

–„Opis prześladowań Frampola przez Moskali w roku 1897” spisany przez córkę Stanisława Miazgi Mariannę 20 lipca 1927 roku. Ojciec mój, jak pisze Marianna  Stanisław Miazga był promotorem różańca świętego w śpiewie, stryj Jan Miazga dozorcą kościelnym, stryjek Erazm Miazga był zakrystianem i śpiewakiem chóralnym. Serafin Miazga również był śpiewakiem i zarazem organistą. Aleksander Kość pomagał im gorliwie w tej pracy pobożnej.

-„Komendantem obwodu był wówczas  Miazga Józef s. Jana „Kmicic”. Ponieważ był słuchaczem Uniwersytetu w Warszawie w czasie jego nieobecności zastępował Go Niderla Augustyn s. Józefa – „Rejtan Tadeusz”. Wiele jeszcze obywateli o szlachetnych uczuciach, jak Miazga Stanisław i Miazga Jan – synowie Andrzeja, Kość Aleksander byli wywiezieni przez moskali do Odessy, za sprawy niepodległościowe przed 1904 rokiem”.

W pracach na rzecz P.O.W.  angażowały się również kobiety, wśród ich były córki Stanisława i Erazma Miazgów.

-„Służba zdrowia zorganizowana z kobiet: – Miażdżanka Klementyna, – Miażdżanka Maria córki Stanisława, Maciurzyńska Maria, Wąskówna Maria – obecnie Dziubowa. Miażdżanka Maria córka Erazma- obecnie Oszustowiczówna[1].

Miazga Erazm[2]

Erazm Miazga 06.04.1919

1866 -1948

Skrócony życiorys mieszkańca osady Frampol, gminy Frampol, powiatu biłgorajskiego Erazma  Miazgi syna Andrzeja i Marianny z Oszustów, urodzonego w dniu 7 grudnia  1865 r. w osadzie i gminie  Frampol, gdzie do obecnego czasu zamieszkuje.

Urodziłem się w osadzie  i gminie, Frampol w dniu 7 grudnia 1865 roku z ojca Andrzeja i matki Marianny z Oszustów, którzy trudnili się rolnictwem posiadając około 15-to morgowe gospodarstwo rolne, zaś w miesiącach zimowych, ubocznie dorywczo  trudnili się tkactwem. Wówczas jako 28 letni młodzieniec zostałem zaangażowany do czynnych wystąpień oraz kolportowania tych pism i książek przez księdza Józefa Żyszkiewicza, pod którego kierownictwem łącznie z innymi pracowałem do roku 1897, ponieważ jednak znaleźli żandarmi rosyjscy w naszym domu kilka książek Polskich nielegalnych wówczas oraz pisma „Polak” w roku 1897 w miesiącu kwietniu ja i mój brat Stanisław Miazga zostaliśmy aresztowani i wywiezieni przez żandarmów rosyjskich do więzienia  na Zamku  w Lublinie, gdzie przebywaliśmy przez siedem tygodni, poczem zwolnieni, a następnie w miesiącu wrześniu  1899 roku otrzymaliśmy nakaz opuszczenia granic byłej Polski i udania się do miasta Odessy na dwa lata, gdzie zmuszeni byliśmy wyjechać i tam przebywaliśmy do miesiąca września 1901 roku. Po powrocie z wysyłki do Odessy dalej pracowaliśmy niepodległościowo, lecz więcej ostrożnie z byłym właścicielem  (dziś nieżyjącym)  majątku Smoryń, w gminie Frampol  Janem Brandtem, w następstwie czego w latach 1905 do 1907 roku zorganizowaliśmy w osadzie Frampol Ochotniczą Straż Pożarną, Kasę Stefczyka (dawniej Spółdzielcza Kasa) oaz Stowarzyszenie Spożywców. Kiedy byliśmy zesłani do Odessy ja i mój brat Stanisław  Miazga razem ojciec nasz mający wówczas około 67 lat tak się naszą wysyłką przejął, że leżał chory blisko rok, poczem uległ paraliżowi i zmarł, tak, że gdy powróciliśmy do domu ojciec nasz już nie żył, zaś gospodarstwo z braku rąk do pracy było całkowicie zrujnowane.-

Zaznaczam przy tem,  że do obecnego czasu interesuje się pracami społecznymi   włącznie od zarania Niepodległości  Państwa Polskiego,  idąc po linii,  jaką mam wskazał Wielki  Nasz Wódz I Marszałek Polski Józef Piłsudski.

-osada Frampol, dnia 5 listopada 1937 r.                          – podpis Erazm Miazga

My niżej podpisani mieszkańcy osady i gminy Frampol stwierdzamy prawdziwość co do słowa powyżej przytoczonego życiorysu p. Erazma Miazgi syna Andrzeja i Marianny z Oszustów, co możemy, jako naoczni świadkowie dokładnie obznajomieni z pracą Niepodległościową wymienionego w każdej chwili przysięgą.

Powyższe stwierdzamy własnoręcznemi podpisami.

Osada Frampol dnia 6 listopada 1937 roku: Teofil Oszust, Jan Wąsek, Stanisław Miazga, Franciszek Miazga.

Zarząd Gminy we Frampolu we Frampolu                 osada Frampol, dnia 27 listopada 1937 r.

powiatu biłgorajskiego

Z a ś w i a d c z e n i e.

Zarząd Gminy we Frampolu, niniejszem zaświadcza, że p. Erazm Miazga syn Andrzeja i Marianny urodzony w 1865 roku ,z zamkniętych księgach ludności stałej osady Frampol, tom 1, str.124 posiada adnotację w jeżyku rosyjskim: -„Pozostał  pod nadzorem policji od 1898 roku Nr 6869n,zaś jak można-było ustalić z zeznań świadków wymieniony pozostawał pod nadzorem policji za bojkotowanie zarządzeń władz rosyjskich, za co był aresztowany oraz później wydalony na okres dwuletni do Odessy.-                                          Zaświadczenie niniejsze wydaje się p. Erazmowi Miazdze celem przedłożenia Odnośnym Władzom.-

Podpisał Wójt gminy Frampol: Jan Dziuba podpis nieczytelny. Pieczęć okrągła Zarządu Gminy Frampol pow. Biłgorajski.

Komitet Krzyża i Medalu Niepodległości odrzucił wniosek na posiedzeniu Komitetu w dniu 21.06.1937 protokół posiedzenia  129.

Miazga Stanisław.

Stanisław Miazga

1860 – 1945

Skrócony życiorys mieszkańca osady Frampol, gminy Frampol, powiatu biłgorajskiego. Stanisława  Miazgi syna Andrzeja i Marianny z Oszustów, urodzonego dnia 5 maja 1860 r. w osadzie i gminie  Frampol, gdzie do obecnego czasu zamieszkuje.

Urodziłem się w osadzie  i gminie, Frampol w dniu 5 maja 1860 roku z ojca Andrzeja i matki Marianny z Oszustów, którzy trudnili się rolnictwem posiadając około 15-to morgowe gospodarstwo rolne, zaś w miesiącach zimowych, ubocznie dorywczo  trudnili się tkactwem.

Kiedy miałem około lat 37,przybył do Parafii Rzymsko Katolickiej ksiądz Józef Żyszkiewicz, obecnie kanonik Rzymsko katolickiej parafii Mełgiew, który rozwinął pracę niepodległościową przez bojkotowanie zarządzeń władz rosyjskich ,bojkotowanie nauczania dzieci z Frampola w szkole języka rosyjskiego ,oraz rozpowszechnianie wówczas nielegalnych książek o Polsce i pism sprowadzanych z za kordonu granicznego byłej Galicji,  jak. „Polak” , „Zorza” i t. p.  Wówczas jako 37 letni młodzieniec zostałem zaangażowany do czynnych wystąpień przeciw władzom rosyjskim, a w szczególności przeciw nauczaniu języka rosyjskiego w miejscowej szkole przez nauczyciela nazwiskiem Kowalski , który szpiegował wszelkie nasze poczynania, jak również kolportowałem otrzymywane od księdza  Żyszkiewicza  książki i pisma jak „Polak’ „Zorza” itp. do roku 1897,ponieważ  jednak podczas jednej z rewizji stale przeprowadzanych w domu ojca gdzie mieszkaliśmy żandarmi znaleźli w domu naszym kilka książek nielegalnych oraz pisma „Polek” w roku 1897 w miesiącu kwietniu ja i mój brat Erazm Miazga zostaliśmy aresztowani, ja byłem aresztowany na dwa tygodnie przed moim bratem i odstawiony do więzienia w Zamościu gdzie siedziałem przeszło dwa tygodnie poczem byłem odstawiony do więzienia na Zamku w Lublinie, tam zaś po licznych śledztwach po  za siedem tygodni zostałem zwolniony,  z tem,  że nam się stawić zaraz do Naczelnika Powiatu w Zamościu, gdzie pros to z Lublina się udałem, razem z innymi i łącznie z bratem Erazmem Miazgą  u Naczelnika Powiatu w Zamościu wszyscy inni zostali zwolnieni do domu zaś  ja zostałem aresztowany i odstawiony do więzienia w Janowie Lubelskim, gdzie z orzeczenia administracyjnego za czynne wystąpienia przeciw nauczaniu języka rosyjskiego w szkole Frampolskiej odsiedziałem jeden miesiąc aresztu czyli z więzienia w Janowie Lubelskim zostałem zwolniony w początkach, miesiąca lipca 1897 roku, zaś po około dnu latach w miesiącu wrześniu 1899 roku zostałem wydalony z granic Polski do Odessy na dwa lata gdzie przebywałem do miesiąca września 1901 roku.

Po powrocie z wysyłki z Odessy dalej pracowałem niepodległościowo lecz więcej ostrożnie z byłym właścicielem majątku Smoryń Janem Brandtem, następstwie czego w latach 1905 do 1907 roku zorganizowaliśmy we Frampolu Ochotniczą Straż Pożarną, Kasę Stefczyka /dawniej Spółdzielcza Kasa/ oraz Stowarzyszenie Spożywców. Kiedy byliśmy zesłani do Odessy ja i mój brat Erazm Miazga razem ojciec nasz mający wówczas około 67 lat tak się przejął naszą wysyłką, że rozchorował się i leżał około rok, a następnie uległ paraliżowi i zmarł, tak że gdy powróciliśmy do domu ojciec nasz już nie żył, zaś gospodarstwo z braku rąk do pracy było całkowicie zrujnowane.- Nadmieniam że za prace w obronie religii Rzymsko Katolickiej zostałem odznaczony przez Ojca Świętego: – Medalem Zasługi. -Zaznaczam przytem,  że do obecnego czasu interesuje się pracami społecznymi   włącznie od zarania Niepodległości  Państwa Polskiego,  idąc po linii,  jaką mam wskazał Wielki  Nasz Wódz I Marszałek Polski Józef Piłsudski.

-osada Frampol, dnia 26 listopada 1937 r. – Podpis: Stanisław Miazga.

My niżej podpisani mieszkańcy osady i gminy Frampol stwierdzamy prawdziwość co do słowa powyżej przytoczonego życiorysu p. Stanisława Miazgi syna Andrzeja i Marianny z Oszustów, co możemy, jako naoczni świadkowie dokładnie obznajomieni z pracą Niepodległościową wymienionego w każdej chwili przysięgą. Powyższe stwierdzamy własnoręcznemi podpisami. Osada Frampol dnia 26 listopada 1937 roku: Adam Filipowicz, Franciszek Oszust, Antoni Krawczyk, Leonard Kras, Józef Filipowicz, Nikodem Dubiel.

Zarząd Gminy we Frampolu                                                osada Frampol, dnia 27 listopada 1937r. powiatu biłgorajskiego

L:Z/M/937,

Z a ś w i a d c z e n i e.

Zarząd gminny we Frampolu ,niniejszym zaświadcza, że mieszkaniec osady  Frampol, gminy tutejszej  Stanisław  Miazga syn Andrzeja urodzony w 1860 roku, posiada adnotację w zamkniętych księgach ludności stałej tom I, stronica 520 następującej treści w języku rosyjskim: -„Pozo­staje pod nadzorem policyjnym od  1898 roku Kr.6869”,przytem jak wy­nika z zeznań świadków wymieniony pozostawał pod nadzorem policji za bojkotowanie zarządzeń władz rosyjskich oraz  rozpowszechnianie  nielegalnych książek i pism, za co również  „był aresztowany, odsiady­wał karę w więzieniu, a następnie „był wydalony na okres dwuletni do Odessy.

Zaświadczenie niniejsze wydaje się p. Miazdze Stanisławowi ce­lem przedłożenia Odnośnym Władzom.

– Podpisał Wójt Gminy Frampol Jan Dziuba podpis nieczytelny.                                                  Pieczęć okrągła Zarządu Gminy Frampol pow. Biłgorajski.

Komitet Krzyża i Medalu Niepodległości odrzucił wniosek na posiedzeniu Komitetu w dniu 21.06.1937 protokół posiedzenia  129.

Miazga Jan[3]

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1897 – 1977

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Urodziłem się w miesiącu styczniu 1897 we Frampolu. Młodzieńcze lata spędziłem  pod opieką rodziców, mając lat 15 zacząłem poszukiwać pracy na utrzymanie rodziców i siebie, gdyż rodzice  moi byli niezamożnymi.
W roku 1916 w miesiącu styczniu zapisałem się do POW we Frampolu, wszelkie rozkazy i polecenia spełniałem uczciwie, brałem udział w manewrach w Szperówce koło Szczebrzeszyna pod  Zwierzyńcem n/Wieprzem i pod Gorajcem. Brałem czynny udział w proteście Brzeskim w rozbrojeniu okupantów. Ukończyłem 3 tygodniowy kurs Peowiacki w Lublinie, a po rozbrojeniu okupantów w dniu 6 listopada wstąpiłem do tworzącej się Armii Polskiej, jako ochotnik  pełniąc służbę sanitariusza przy szpitalu wojskowym w Zamościu. Po zakończeniu wojny Polsko-Bolszewickiej zostałem zwolniony do cywila.

Podpisał Jan Miazga.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Bolesław Wąsek, Andrzej Oszust, Stanisław Miazga.

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 22.02.1937.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 05.08.1937 w MP nr 178 poz.249[4].

Miazga Józef[5]  PS. „Kmicic”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1895 -1955

  1. Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Urodzony we Frampolu pow. Biłgorajskiego w sierpniu 1895r. Ukończył gimnazjum i dwa lata studiował na uniwersytecie w Warszawie. W styczniu 1916 r. zorganizował Komendę miejscową P.O.W, we Frampolu, która liczyła kilkudziesięciu członków. Był jej ko­mendantem następnie mianowany został Komendantem podobwodu Okr. 8 a. Zorganizował Komendy miejscowe P.O.W. w Goraju, Gorajcu, Teodorówce i Sokołówce.

W roku 1916-17-tym całkowicie oddaje się szkoleniu w mustrze swych oddziałów. Nagromadził i przechowywał broń i amunicję. Kilkakrotnie aresztowany i karany przez okupanta.  Prowadzi konspiracyjną robotę przeciw nim. Ze swojemi oddziałami rozbraja okupantów na lokalnym terenie. W listopadzie 1918 r. wstępuje z odziałem do W.P. a i roku 1920-tym powtórnie. Obecnie pracuje we Frampolu w przemyśle lnianym.

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 19.04.1937.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 8.11.1937 w MP nr 259, poz.409.

Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości

            w Warszawie

Miazgi Józefa Frampol pow. Biłgoraj

Otrzymałem zawiadomienie za N 15/25515,że w dniu 8 listo­pada b.r. zostałem odznaczony Medalem Niepodległości.

Mając zaszczyt otrzymać odznaczenie Niepodległościowe, jednocześnie czuje się pokrzywdzonym, z racji nie przyznania mi Krzyża Niepodległości, który mi przysługuje.

Prowadziłem prace Niepodległościowe jeszcze w gimnazjum rosyjskiem. Zorganizowałem kilka komend miejscowych P.O.W. byłem ko­mendantem miejscowym we Frampolu, później komendantem podobwodu ok. 8, przez dwa lata wyłącznie poświęcałem się organizacją i szkoleniem członków P.O.W. Za moją przyczyną komendy P.O.W. powiększały swych  członków do kilkudziesięciu. Byłem prześladowany i aresztowany i ka­rany za przechowywanie broni, nocowanie i ukrywanie legionistów, instruktorów i kurierów P.O.W. Na rozkaz mobilizacyjny wstąpiłem do Wojska Polskiego na czele oddziału kilkudziesięciu ludzi. Tym bardziej uważam się za pokrzywdzonego, że byli moi podkomendni, którzy wstąpili do P.O.W. za moją namową, otrzymali niektórzy Krzyże „: Niepodległości owe”.

Przeto zwracam się z prośbą o zrewidowanie akt i przyzna­nie mi Krzyża Niepodległościowego. O pracy mojej stwierdzić mogą b. komendant okręgu Sowa-Lelek i b. komendant obwodu Sitarz Franciszek, obaj zamieszkali w Lublinie.

Zaznaczam że przez Okręgową Komisję Odznaczeniową w Lublinie, zosta­łem przedstawiony do Krzyża Niepodległości.

  Frampol dnia 14 grudnia 1937 r.

Brak informacji czy otrzymał Krzyż Niepodległości

Być może, że odznaczenie nie zostało przyznane w związku z głośnym procesem karnym.

Miazga Lucjan[6] PS. „Sosna”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1899 – 1978

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Wstąpiłem do POW w  dniu 10 marca 1917 roku we Frampolu, gdzie pełniłem funkcję szeregowego. Wszelkie rozkazy sumiennie  wypełniałem biorąc czynny udział w proteście Brzeskim, w rozbrojeniu zostałem pobity przez austriackiego oficera w czasie służby. Wówczas oficerowie austriaccy wywozili mundury samochodami, lecz na to interweniowałem i sam odebrałem  samochód ciężarowy mundurów na rzecz przyszłej armii Polskiej. Brałem udział we wszystkich ćwiczeniach POW odbywających  na terenie miejscowem poza Frampolem. Po rozbrojeniu okupantów wstąpiłem w  dniu 3 listopada 1918 roku do 35 pp. Jako ochotnik poczem zostałem przydzielony do żandarmerii wojskowej, gdzie służyłem do zwolnienia nie 1921 roku.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Chodaczyński Stanisław, Oszust Stanisław zam. Frampol. pow. Biłgoraj.

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 15.03.1937.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 8.11.1937 w MP nr 259, poz.409[7].

Miazga Wacław  s Pawła.

1869 –

Przedstawiam pismo jakie wystosował do Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości Wacław Miazga s. Pawła zam. we Frampolu.

Prośba

Niniejszym proszę łaskawie o przyznanie i odznaczenia za moją pracę Niepodległościową w latach 1904-6 r.

Urodziłem się we Frampolu w m. wrześniu 1869  r. Ukończyłem miejscową szkołę powszechną, a następnie nauczyłem się tkactwa, zaś obecnym moim zajęciem jest praca na roli.

W 1904 r. wstąpiłem we Frampolu jako członek zaprzysiężony do tajnej Organizacji Niepodległościowej założonej prze śp.  Moskalewskiego Stanisława ówczesnego pracownika Ordynacji Zamojskiej, a późniejszego Wojewodę Lubelskiego. Praca w tej organizacji prowadzona była w dwóch kierunkach:

  1. Uświadamianie i wykuwanie silnych charakterów, któryby z  oddaniem życia i mienia walczyły o wolność uciemiężonego narodu,
  2. Robota sabotażowa i stałe nękanie nienawistnego zaborcy.

Działalnością tej organizacji kierował p. Moskalewski Stanisław i p. Kwiatkowski, który po odzyskaniu niepodległości był Inspektorem Wojewódzkim PZU w Lublinie, a obecnie zdaje się piastuje ten sam urząd w Brześciu nad Bugiem. Zebrania konspiracyjne odbywały się w lasach, bądź to na cmentarzu grzebalnym lub w prywatnych domach. Kierownikiem oddziału we Frampolu był Leon Maciurzyński, obecnie zamieszkały w Zamościu przy ul. Piłsudskiego 45. Na zebraniach panowie Moskalewski, Kwiatkowski i inni wygłaszali odczyty o wielkich wodzach polskich, o świetnych dziejach Narodu Polskiego, wpajając w nas dumę narodową,  urabiając nas na silnych i odważnych obywateli, gotowych na wszelkie poświęcenia, by zrzucić jarzmo niewoli.                              Gdy w 1904 r. otrzymaliśmy polecenie od zwierzchnich władz organizacyjnych, że chwila jest ważna, że trzeba przygotować się do możliwego objęcia władzy w swe ręce przeprowadziliśmy w swej organizacji  zebranie przedwyborcze na którym przydzielono poszczególne funkcje urzędowe osobom z pośród członków organizacji, a następnie za naszą agitacją odbyło się jawne zebranie gminne, na którym przeprowadziliśmy wybory funkcjonariuszów zarządu gminnego jak: wójta, sekretarza, sołtysów itp., przeprowadziliśmy uchwałę, że odtąd urzędowanie ma się odbywać w języku polskim. Protokół z tego zebrania został sporządzony w j. polskim i załączony do akt uchwał zebrań gminnych.

Ten śmiały czyn spotkał się z represją zaborcy, bo do miasteczka naszego wtargnęła sotnia kozaków wraz z naczelnikiem powiatu, chcąc nas pod grozą szabel i dzid zmusić nas do zrzeczenia się tej uchwały. Myśmy jednak twardo stali przy swoim. Naczelnik powiatu uchyli naszą uchwałę, to my wnieśliśmy odwołanie od jego decyzji do gubernatora i przedłożyliśmy naczelnikowi dowód urzędu pocztowego o wniesieniu odwołania do gubernatora, naczelnik pieniąc się ze złości i odgrażając odjechał niepyszny ze swoimi mołojcami.                                                                                                        W życiu organizacji brałem czynny udział , byłem skarbnikiem tej organizacji, zaś na manifestacyjnym zebraniu gminnym, o którym napisałem powyżej – zostałem wybrany sołtysem. Na zebrania i zbiórki uczęszczałem punktualnie, wykonywałem posłusznie zlecenia władz organizacyjnych czy to przy kolportowaniu pism, broszur politycznych, jak „Polak”, „Ziemia Chełmska” i innych, czy to biorąc udział w robocie sabotażowej, zamalowywaniu napisów rosyjskich, wybijaniu okien itp. W chwilach gorących nigdy mnie nie brakowało.                                                                                                                        Prawdziwość zapodanych powyżej faktów stwierdzam własnoręcznym podpisem

Frampol dn. 28.XII.1937 r.                                                                                  Wacław Miazga

My niżej podpisani, jako członkowie tajnej Organizacji Niepodległościowej w latach 1904-6 r. własnoręcznym podpisem stwierdzamy wiarygodność wyżej przytoczonych faktów:

Paulin Jasiński, Józef Filipowicz, Władysław Miazga, Adam Filipowicz, Aleksander Śliwiński, Leonard Kras.

Własnoręczność podpisów stwierdził ówczesny Wójt Gminy Frampol: Jan Dziuba.

Adnotacja pa piśmie :Brak podstaw 15870.

 

[1] Wyjątki z ankiety  opracowanej przez Pana Niderlę na prośbę Wojskowego Biura Historycznego w związku z opracowywaniem przez tą instytucję monografii P.O.W. i jej roli w dziele odzyskania niepodległości i późniejszej organizacji wojska polskiego.

[2] Erazm Miazga  1866-1948 syn Andrzeja i Marianny z Oszustów ożenił się w roku 1889 z Teofilą Dubiel, siostrą mojej babki Weroniki z Dubielów Wąskowej. Związek małżeński zawarty został 15(22) stycznia 1889 roku

[3] Syn  Ignacego i Marianny z Tujaków urodzony 17 stycznia 1897 roku w Wólce Abramowskiej gm. Goraj.

[4] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r74219653,MIAZGA-JAN.html

[5] Syn Jana i Magdaleny z Filipowiczów ur. 11 sierpnia 1895 roku we Frampolu zmarł 15.06.1955 r. pochowany na Frampolskim cmentarzu.

[6] Syn Mikołaja i Eugenii- Pelagii zd. Gabryszewska ur. 16.04.1899 r.  we Frampolu ul. Wesoła 3. „Lucio-Lucio”.

[7] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r9432556201,MIAZGA-LUCJAN.html

Reklamy

Polska Organizacja Wojskowa we Frampolu V.a.

W poprzednim wpisie na moim blogu przedstawiłem Maciurzyńskich synów Andrzeja, którzy działali Polskiej Organizacji Wojskowej nie tylko na terenie Frampola i powiatu zamojskiego, do którego Frampol należał. W tym wpisie przedstawiam dwóch synów, jakich miał Franciszek Maciurzyński, którzy działali w P.O.W. i ubiegali się o nadanie Krzyża bądź Medalu Niepodległości. a mianowicie Leona i Stanisława. Przynajmniej kilka zdań należy napisać o jednej z córek Franciszka Mariannie, która, jak pisze w ankiecie o Frampolskiej P.O.W [1]działała w kobiecej służbie zdrowia Augustyn Niderla.

 

Maciurzyński Leon[2]

1887 – 1953

Do Komitetu Krzyży i Medalu Niepodległości ·
w Warszawie, Al. Ujazdowskie 1

Leona Maciurzyńskiego mieszkańca m. Zamościa, ·ul. Marsz. Piłsudskiego 45

P O D A N I E.

Załączam przy niniejszem dowód należenia do organizacji tajnej niepodległościowej w latach 1904 – 1906 w organizacji ludzi starsz., dowód zorganizowania i prowadzenia przeze mnie organizacji tajnej młodzieży, oraz dowód aresztowania mnie i wywiezienia przez Moskali. Na podstawie powyższych dowodów uprzejmie proszę o zaliczenie mnie do pracowników niepodległościowych i przedstawienie mnie do od­znaczenia właściwego mojej działalności i stanowisku więźnia politycz­nego odznaką Niepodległości.

Mój krótki życiorys:

Urodziłem się 30 marca 1887 r. we Frampolu, pow. dawnie i zamojskie­go, a obecnie pow. biłgorajskiego. Ojciec mój Franciszek, austr.  poddany z Radomyśla nad Sanem, osiedlił się za paszportem i ożenił z poddaną ros. Katarzyną z Miazgów i mieszkał stale we Frampolu, za paszportem.

Początkowe nauki brałem we frampolskiej szkole początkowej, a później uczyłem się prywatnie, gdyż jako obcy poddany w progimnazjum zamojskiem nie zostałem przyjęty, gdzie zgłoszony byłem do 2 klasy.                                                                                                      W latach 1900 – 1903- uczyłem się częściowo w domu, częściowo w Galicji.

W 1904 r. została u nas we Frampolu założona szkoła tkacka przez śp. Stanisława Moskalewskiego i ja do tej szkoły wstąpiłem, a po jej ukończeniu odbyłem kurs kilkomiesięczny w Stanisławowie pod Warszawą w 1905 r. oraz w Krośnie w ciągu 4 tygodni. W listopadzie założyliśmy spółkę tkacką we Frampo­lu, której byłem Kierownikiem do 4 listopada 1906 r.

Pracowałem w akcji politycznej prowadzonej przez śp. St. Moskalewskiego od 1903 r.
i należałem do tajnego koła niepodległościowego zor­ganizowanego przez Moskalewskiego, a na jego rozkaz zawiązywałem koła – po okolicznych wsiach, oraz koła młodzieży osobno, które się znajdowały, pod moim kierownictwem. Byłem członkiem delegatem do władz powiatowych organizacji i co miesiąc jeździłem na zebrania powiatowe sprawozdaw­cze do Zwierzyńca.                                                                                  W zorganizowanej poczcie przez Moskalewskiego, przez którą, przychodziła nielegalna literatura z Galicji do Królestwa i Lit­wy, ja otrzymałem odcinek od Ulanowa w Galicji, do Zwierzyńca ( Ord. Za­mojskich). Przez mój etap przewożone były pisma „Polak”, „Socjaldemokra­ta Królestwa i Litwy” , (o ile mnie pamięć nie myli taki był tytuł soc. Pisma), wszelkiego rodzaju druki nielegalne, niepodległościowe, broszu­ry i małe książeczki o treści historycznej i niepodległościowej, oraz rewolwery i naboje do nich. Przewoziłem również ludzi w obie strony jadące drogę, nielegalną, między nimi był raz pułkownik armji rosyjskiej Polak. Dnia 4 listopada 1906 r. zostałem ostrzeżony, że mam być areszto­wany, więc tego dnia wieczorem opuściłem dom i w nocy byłem już w Galic­ji, kiedy byli w domu ojca mojego po mnie żandarmi rosyjscy.

Do września 1910 r. byłem w Stanach Zjednoczonych w Ludlow Mass. gdzie należałem do 59 Oddziału Związku Młodzieży Polskiej w U.S.A przez trzy lata byłem członkiem Zarządu Oddziału.
Po śmierci Stołypina wróci­łem do rodzinnego miasta i dalej pracowałem przez 1911 r. w organizacji tajnej, ale 3 stycznia 1912 r. zostałem aresztowany i wywieziony przez Zamość – Tomaszów do Galicji. Do 1915 r. pracowałem jako kierownik składnicy Kółka Rolniczego ( handlu nauczyłem się w Ameryce).  W 1913 r. odby­łem służbę wojskową austryjacką  w ersatz rezerwie przez 8 tygodni, a w 1914 r. na mobilizacji otrzymałem 4 tyg. urlopu z powodu choroby. W cza­sie urlopu miejscowość Mielnica pow. Borszczów, gdzie byłem kierownikiem składu została zajęta przez Moskali i ja zostałem wywieziony do podolskiej gub,  gdzie pracowałem we dworze jako kancelista, a w końcu buchalter w ma­jątku Barbary Hanenko w Mogilnie pow. Hajsyn[3].

Na wieść o wolnej Polsce wróciłem 31 grudnia 1918 r. i osiedli­łem sie w Zamościu. Tu pracując we własnym przedsiębiorstwie handlowem byłem współzałożycielem T-wa Rozwój oddział w Zamościu  i Stow. Kupców Polskich w którym 19-ty rok jestem w zarządzie.

Do żadnej organizacji politycznej nie należałem w niepodległej Już Polsce, a byłem bliski Stronnictwu Narodowemu. Od śmierci śp. Marszałka Piłsudskiego zerwałem tę słabą łączność ze Str. Narodowem, gdyż nikczemny stosunek Stronnictwa do majestatu śmierci Największe­go Polaka bardzo boleśnie mnie dotknął. Do politycznych partii nie na­leżę dla tego, że w Ameryce wyrobiłem sobie opinię, że wtedy tylko Polska silną będzie kiedy pozbędzie się klas i stanów, a dobro Narodu będzie najwyższem dla Polaka hasłem.

Zamość dnia 3 grudnia 1937 roku   podpis:  Leon Maciurzyński

3 załączniki:

Ja niżej podpisany Jan Wąsek syn Józefa mieszkaniec osady Frampol, powiatu Biłgorajskiego, mający obecnie lat 72, były  wójt    gminy Frampol  w latach od 1905 do 1914 roku włącznie, za czasów rosyjskich, wiedząc że za fałszywe zeznanie grozi mi odpowiedzialność osobista, oświadczam co następuje:

– „Kiedy byłem wójtem gminy Frampol, jak wyżej zaznaczone, w pierwszych dniach miesiąca stycznia prawdopodobnie dnia 2 stycznia 1912 roku, nadeszło od Naczelnika Powiatu pismo z Zamościa, na skutek zarządzenia Generał-Gubernatora z Warszawy, by zaaresztować p. Leona Maciurzyńskiego syna Franciszka urodzonego w dniu 30 marca 1887 roku we Frampolu, i odstawić go do dyspozycji Naczelnika Powiatu w Zamościu celem odeskortowania go zagranicę do byłej Galicji, jako szkodliwego działacza przeciwko ówczesnym Władzom Rosyjskim”.
Polecenie to wykonałem.

Osada Frampol  dnia 4 listopada 1937 r. Podpisał Jan Wąsek

Własnoręczność podpisu Jana Wąska mieszkańca osady Frampol, byłego wójta gminy Frampol zaświadczył Wójt Gminy Frampol Jan Dziuba podpis nieczytelny 4 listopad 1937 r.

 Zaświadczenie.

My niżej podpisani stwierdzamy że p. Leon  Maciurzyński, zamieszkały w Zamościu był  członkiem tajnej Organizacji  we Frampolu przez śp. Stanisława Moskalewskiego i był delegatem z Frampola do władz powiatowy  Organizacji. Osobiście Kierować zawożonymi przez siebie Kołami Młodzieży Niepodległościowej we Frampolu i okolicznych wioskach. Był kierownikiem etapu Ulanów – Zwierzyniec, – drogi po której przycho­dziła z Krakowa do Królestwa nielegalna literatura niepodległościowa, a cza­sem broń (rewolwery i naboje), oraz nielegalny przejazd przez granicę. Tajną działalnością w latach 1904 – 1906 p. Maciurzyński bardzo się przyczynił do podniesienia uświadomienia narodowego naszej okolicy. W końcu 1906 roku musiał p. Maciurzyński uciec za granicę unikając aresztowania. Po powrocie w   roku 1910 roku owocnie pracował nadal do chwili aresztowania go przez władze rosyjskie i wydalenia z granic państwa jako cudzoziemca, co nastąpiło w  styczniu 1912 roku.
Frampol dnia 3 listopada 1937

 Członkowie Tajnej Organizacji Niepodległościowej  we Frampolu:

Adam Filipowicz l 68, Paulin Jasiński l. 59, Franciszek Dubiel l. 60, Wacław Miazga l. 68, Józef Filipowicz l. 63, Erazm Miazga l. 72, Stanisław Miazga l. 77, Franciszek Oszust l. 67.

Własnoręczność podpisów w/w stwierdza Wójt Gminy Frampol Jan Dziuba 5 listopad 1937 r.

Brak jest informacji o tym, czy Leon Maciurzyński otrzymał Krzyż, bądź Medal Niepodległości. W wykazie http://niezwyciezeni1918-2018. Lista-odznaczonych-Krzyżem-i-Medalem –  Niepodległości nie figuruje.

 

 

Maciurzyński Stanisław[4] PS.  „Zawisza”.

Stanisław Maciurzyński s.Fr

           1900 – 1963

Był synem Franciszka i Katarzyny z Korczaków małżonków Maciurzyńskich.

Frampol ul. Targowa 63

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Urodził się dnia 24 listopada 1900 roku we Frampolu. Lata dziecięce spędził pod opieką rodziców, którzy wychowywali go w duchu narodowym . Przed wojną Europejską ukończył szkołę powszechną we Frampolu. W roku 1916 uczył się prywatnie w Leżajsku i wstąpił do gimnazjum i tam w dniu 1 grudnia 1916 roku wstąpił do POW pod pseudonimem „Zawisza”. Był zaprzysiężonym członkiem POW, uczęszczał na wszystkie ćwiczenia i zbiórki POW. Wszelkie prace POW wykonywał gorliwie i sumiennie, jako gorliwy i uczciwy obywatel. Brał czynny udział w manifestacjach (Akt Brzeski) i rozbrajaniu okupantów. Podczas wakacji utworzył wespół z kolegami i komendantem POW z Frampola przedstawienia amatorskie, o podłożu patriotycznym dla rozbudzenia ruchu narodowego wśród młodych wygłaszał pogadanki o dawnej wolnej i niepodległej Polsce o wielkich synach polskich wodzów i wojowników.                                                          W roku 1918 do wojska nie poszedł – pozostał w szkole. W roku 1919 stawał na komisję poborową – WKU Lublin i otrzymał odroczenie służby wojskowej  art.64 – jako uczeń.

W roku 1920 wstąpił do wojska i pracował w PKU Zamość, skąd w listopadzie 1920 roku miał odroczoną służbę wojskową, jako uczeń art.64. Wskutek zubożenia ojca podczas wojny wystąpił na Boże Narodzenie z VII klasy gimnazjum w Leżajsku. W styczniu 1922 roku zgłosił się do PKU Zamość , gdzie odbył służbę i został zdemobilizowany w październiku 1922 roku. W roku 1924 złożył egzamin dojrzałości przed Państwową Komisją Egzaminacyjną. Po śmierci ojca pracował kilka miesięcy w Sądzie Okręgowym w Zamościu, skąd zwolnił się na własną prośbę i osiadł we Frampolu. Przez kilka lat pracował w zarządzie Ochotniczej Straży Pożarnej we Frampolu. Był członkiem Rady Gminnej we Frampolu i przewodniczącym Komisji Rewizyjnej tejże  Rady do czasu wyborów ostatnich. W tym że czasie był członkiem Powiatowego Sejmiku w Biłgoraju. Następnie był prezesem Rady Nadzorczej Spółdzielni Spożywców we Frampolu, jak również jest członkiem Rady Nadzorczej Hurtowni Spółdzielczej  w Biłgoraju. Obecnie jest prezesem Zarządu Spółdzielni Spożywców we Frampolu, prowadzi jej rachunkowość i jest jej kierownikiem  oraz jest sekretarzem Zarządu Koła Powiatowego Związku Peowiaków.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Antoni Kowalik  były komendant placówki P.O.W. w Leżajsku,

Józef Miazga komendant placówki P.O.W. Frampol,

Stanisław Miazga s. Wacława i Edmund Jasiński wszyscy zamieszkali we Frampolu oraz porucznik Leon Miazga – kompania Saperów w Czortkowie.

Odrzucono na posiedzeniu Komitetu 9.05.1938, Prot.127.

 

[1] 10. Służba zdrowia zorganizowana z kobiet: – Miażdżanka Klementyna, – Miażdżanka Maria córki Stanisława, Maciurzyńska Maria, Wąskówna Maria – obecnie Dziubowa. Miażdżanka Maria córka Erazma- obecnie Oszustowiczówna.

[2] Zmarł 13.08.1953. Pochowany na cmentarzu w Janowie Lubelskim.

[3] Maciurzyński Leon ur.1887 roku † – kupiec. Przybył do Zamościa w 1919 roku z Ukrainy. W  latach międzywojennych właściciel znanego najlepiej zaopatrzonego ze wszystkich polskich sklepów-sklepu galanteryjnego (ul. Staszica 13), prowadził też sklep żołnierski w 3p.a.l., długoletni prezes Stowarzyszenia Kupców Polskich[3].

[4] Zmarł 30.09.1963, pochowany na Frampolskim cmentarzu.

P.O.W. Frampol cz.V

Polska Organizacja Wojskowa we Frampolu cz. V.

W przedstawianych materiałach zachowuję pisownię oryginalną obowiązującą w tamtych latach.

W tej części przedstawię sylwetki ludzi związanych z Frampolem, poprzez ich działalność w organizacjach Niepodległościowych, którzy działali nie tylko na terenie Frampola, ale równiej w innych miejscach Rzeczypospolitej, a będą to MACIURZYŃSCY.

Z Maciurzyńskimi  związany jestem również ja, ponieważ moja babcia Malwina pochodziła z Maciurzyńskich. Zanim przystąpię do przedstawiania poszczególnych przedstawicieli tej rodziny działających na rzecz odzyskania niepodległości opowiem o tym, skąd przybyli do Frampola Maciurzyńscy.

W drugiej połowie XIX wieku, podjęta została  w roku 1859 przez Dziedzica Dóbr Kąty Juliusza Puchałę inicjatywa budowy nowego kościoła we Frampolu, zaofiarował na ten cel własną pomoc finansową i materialną. Formalności związane z pozwoleniem na budowę trwały bardzo długo. Dopiero przybycie do Frampola księdza Wiktora Krauze przyśpieszyło prace związane z budową nowego kościoła murowanego w miejsce kościoła drewnianego, który, w tym czasie miał już 140 lat i był w złym stanie technicznym. Kościół budowany w latach 1873-1878 w/g projektu Władysława Siennickiego budowniczego powiatu zamojskiego, był kościołem jednonawowym z wysoką wieżą frontową, mógł pomieścić ok. 1800 wiernych, jak szacował jej budowniczy ks. Krauze.

Pradziadek mój Andrzej Maciurzyński syn Józefa i  Julianny z Wiktorów (ur.1851)pochodził z Radomyśla nad Sanem. Nie wiem, jak to się stało, że znalazł się we Frampolu, ale chyba wiązało się to właśnie z budową kościoła w naszej miejscowości, wcześniej Andrzej ukończył Szkołę Techniczną w Warszawie. Wraz z nim przybył do Frampola jego młodszy brat  Franciszek (ur.1854). Bracia założyli tu rodziny pradziadek Andrzej ożenił z Marianną  Oleszków w 1876, a Franciszek z Katarzyną z  Miazgów w roku 1885.

Kartka od Adama

Kartka pocztowa z Radomyśla wysłane przez Adama Maciurzyńskiego w 1905 roku.

Rodziny, które założyli bracia były liczne, Andrzej z Marianną mieli dziewięcioro dzieci (siedmiu synów), a Franciszek z Katarzyną  ośmioro dzieci (dwóch synów). Ponieważ materiał o tych dwóch rodzinach jest bardzo obszerny informację o nich zamieszczę w dwóch odrębnych odcinkach.

W pierwszym odcinku przedstawię sylwetki i działalność na rzecz odzyskania Niepodległości synów Andrzeja : Adama, Apolinarego i Hieronima.

Na zakończenie wprowadzenia, słów kilka, o pozostałych trzech synach Andrzeja. Najstarszy z synów Kazimierz w chwili wybuchu I wojny światowej został internowany przez władze carskie i zaginął na terenie Rosji. Dwaj pozostali najmłodsi bracia Jan –Aleksander    (1889 – 1921) i Bolesław (1897 – 1935) służyli w wojsku.  Jak ciężkie były warunki tej służby niech świadczą te urywki listów pradziadka Andrzeja do syna Apolinarego.

-„W pierwszych dniach maja 1918 roku wraca do domu z wojska Bolesław wycieńczony i schorowany”.

W tym też czasie Aleksander szykuje się do wojska. Gdzie służył w wojsku, jak długo i w jakich warunkach, czy brał udział w wojnie z bolszewikami tego nie wiem, bo z tej korespondencji, jaka pozostała nic więcej o Aleksandrze nie można wyczytać i ustalić? Prawdopodobnie, jak miało to miejsce z Bolesławem służbę w wojsku okupił utratą zdrowia i przedwczesną śmiercią. Umiera bardzo młodo 29.01.1921 roku  w wieku 32 lat. Pochowany w grobowcu rodzinnym we Frampolu.

Wyjątek z listu Andrzeja do syna Apolinarego z 21 marca 1918 roku

   -„Piszę często do Bolka, ale on listów i posyłki z chlebem nie otrzymuje. Posłałem Adolka
(- syn Malwiny) na mój koszt za Kraków z chlebem, to mu zawiózł i wygląda bardzo marnie na ćwiczenia nie chodzi, bo nie ma siły tak wyschnięty i zmizerowany, może komisja go uwolni do domu na poprawę na czas jakiś dla nabrania sił. Jeżeli możesz to poślij, co Bolkowi to Ci zwrócę, bo z Galicji listy łatwiej dochodzą”.
    Kochający Cię ojciec Andrzej

– „Bolek powrócił do domu. 13-go kwietnia znękany i schorowany, dostał urlop na czas nieograniczony. Przewracał się dzisiaj, przy odżywianiu się lepszym, już nogi stawia lepiej i je, co parę godzin za czas spędzony w wojsku. Egzystencję swoją w wojsku zawdzięcza Tobie, że o nim pamiętałeś, gdyż od nas przesyłki rzadko go dochodziły”.                                  Bolesław umiera również bardzo młodo, w roku 1935, mając zaledwie 38 lat. Jak i wszyscy Maciurzyńscy oprócz Hieronima został pochowany w grobie rodzinnym we Frampolu.

 

Maciurzyński Adam

Adam w Brześciu 1931 — kopia

1880 – 1937

Odrzucony na posiedzeniu Kom. Dn.6.XII-32. N.60

 z powodu braku pracy niepodległościowej.

Życiorys

Urodziłem się 20.XII.1880 r. w Ujazdowie, pow. Zamojski , wojew. Lubelskie. Prócz nauki pobieranej w szkole ludowej we Frampolu, rodzice nauczyli mnie historii polskiej w domu. Z ukazaniem się „Robotnika”, wydawanego przez dzisiejszego Pierwszego Marszałka Polski , pomagałem w jego kolportowaniu (śp. Jan Brandt w Smoryniu i ks. P. Kwoczyński). Z wybuchem rewolucji w Rosji w  1905 r. rzuciłem się w wir pracy niepodległościowej w b. Królestwie a obszarze pow. Zamojskiego. Przenosiłem „ bibułę” z zagranicy przez  Łążek do Janowa Lubelskiego. Pojmany na granicy, skuty w kajdany, odstawiony zostałem do więzienia w Janowie. Gdzie siedziałem przez pewien czas. Dzięki staraniom mojej rodziny i Henryka Szulakiewicza (obecnie jeszcze mieszkającego w Janowie)odesłano mnie przez Biłgoraj i Tomaszów lubelski do b. Galicji (ojciec mój miał obywatelstwo galicyjskie, a mieszkał we Frampolu). Ukarano mnie, jako ob. galicyjskiego. W 1906 roku wróciłem znowu do miasta Frampola (pow. Zamojski) i tam zorganizowałem tajną szkołę dla dorosłych (patrz zał. 1). Przy tem prowadziłem tajne kółka polityczne, założone przez mego krewnego Leona Maciurzyńskiego. Miewałem odczyty tajnie- (na cmentarzu, po domach, w lesie). W różnych sprawach politycznych,
a zwłaszcza za wprowadzeniem  języka polskiego w gminie frampolskiej i sądów polskich. Usiłowałem ponadto założyć podobne koła w Goraju (pow. zamojski) i Kocudzy[1] (pow. biłgorajski). Świadkami powyższych poczynań są frampolscy mieszczanie, których w razie potrzeby mogę wskazać. We wsi Trzęsiny, dzięki pomocy pieniężnej śp. Jana Brandta  założyłem czytelnię ludową. Zaproszony przez Pol. Macierz Szkolną w Biłgoraju prowadziłem tam tajne kursy dla nauczycieli wioskowych, szkół powszechnych i kursy gimnazjalne (patrz załącznik 2).                                                 Aresztowany byłem  i odsiedziałem karę w tamtejszym więzieniu. Niezależnie od kary, na podstawie wizytacji mej szkoły przez Naczelnika Dyrekcji Szkolnej, otrzymałem szkołę powszechną w Grabówce, skąd po ½  roku zostałem wydalony na podstawie żądania żandarmerii rosyjskiej. Wysiedlono mnie z „granic Rosji”(załącznik 3).
Za powyższą oświatową pracę otrzymałem odznaczenie „Za Szkołę Polską” (Załącznik 4).

Wybuch wojny zastał mnie w powiecie krośnieńskim, w Miejscu Piastowem. Zaagitowałem między młodzieżą wiejską w M. Piastowym i sąsiednich wioskach. Tworzyłem oddziały, uczyłem musztry początkowej i odprowadzałem do p. Torny komendanta kadry w Krośnie, do I Brygady Marszałka Piłsudskiego. Z powodu choroby oczu nie przyjęto nie do oddziału. Kolejno zakrzątnąłem się około zaopatrzenia wojska polskiego i pracowałem dla intendentury (Załącznik 5). Po zajęciu wschodniej Małopolski przez Rosjan wyjechałem na zachód. Tam w miejscowościach Jordanów, Rabka, Mszana Dolna, Skawina i In. stały na stacjach wagony z oddziałami Legionu Wschodniego – który wtedy się rozwiązywał. Zająłem się agitacją za wstępowaniem  do I Brygady   i wielu przyrzekło pojechać do Krakowa do „Oleandrów” do Kadry. Poświadczeń tej pracy nie mam, gdyż nie było na to ani czasu, ani od kogo. Działałem samorzutnie. Mógłby może
(o ile żyje) poświadczyć tę pracę ks. Matysiak, który wówczas był wikariuszem w  Jordanowie. Na wychodźstwie: na Morawach w Bernie dalej, obok pracy oświatowej w gimnazjach dla uchodźców, prowadziłem działalność polityczną, odwiedzałem rannych legionistów, opiekowałem się nimi.

Toż samo czyniłem namawiając żołnierzy z rozwiązywanych Legionu Wschodniego, a stojącego oddziału w Jordanowie, Rabce, Muszynie itd., by wstępowali do I Brygady Marszałka Polski, a ówczesnego Dziadka-Komendanta.

W 1918/1919 r. utworzyłem „Uniwersytet Żołnierski” w Płocku, pracowałem w „Domu Ludowym”, agitowałem  za pożyczką (sam zakupiłem z 1 ½ tysiąca marek krótko i długo-terminowe), a w roku 1920 zakupiłem za 9 tysięcy marek, którą zamieniono na Konwersyjną nie dałem do wyższego przerachowania, by nie obarczać skarbu polskiego. (Dziś jestem w nędzy i bardzo bym pragnął jej przeliczenia!!). W  Płocku wydrukowałem dla plebiscytu górnośląskiego ( w kilkunastu tysiącach) broszurę pt. „Nasze Kresy”. Po powstaniu BBWR pracując   w Brześciu n/Bugiem zapisałem się doń. Obecnie pracuję w Wilnie w kole BBWR , jako sekretarz Koła „Śnipiszki”,( wskutek złośliwych intryg osobistych wrogów zostałem przeniesiony na emeryturę w Brześciu n. B). Pragnąłbym powrócić do służby rządowej, jako profesor gimnazjalny(mam pełne kwalifikacje).

 Dr. Fil. Adam Maciurzyński

Wilno d. 15/X.1933 ul. Pióromont 10,m6.

Zaświadczenia i poświadczenia pracy Adama Maciurzyńskiego:

Załącznik Nr 1.

Biłgorajskie Koło  Macierzy Szkolnej

L.138/21                                                                                                                                                                                                                                          Poświadczenie                                                                    Zarząd Biłgorajskiego Koła „Polskiej Macierzy Szkolnej” stwier­dza niniejszym, iż p. Adam Maciurzyński w czasie od 2/IV do 15/XI 1907 r. prowadził w Biłgoraju 3 oddziały szkoły powszechnej od 8 rano do 1 po­południu, i kursy dla dorosłych analfabetów od 3 do 6 po południu. Przez miesiące lipiec, sierpień, wrzesień i październik pro­wadził przygotowawczy kurs dla nauczycieli wioskowych całego powiatu /razem 28 osób obojga płci/. Na kursie tym uczył przedmiotów najpotrzeb­niejszych do prowadzenia szkoły a więc: religji, języka polskiego, aryt­metyki, historji Polski, geografji, historji powszechnej /w zarysie/ zasadniczych pojęć pedagogicznych prowadzenia dzieci, metodyki ucze­nia różnych przedmiotów itd. w zakresie I i II roku seminar. naucz: Lekcje odbywały się w lokalu szkółki przy ul. Radzięckiej, w domu p. Matrasia. Kursiści na nauczycieli mieli lekcję dwa razy tygodniowo:
w czwartek i niedzielę od 3 do 8 po południu. Po ukończeniu kursu złożyło z nich 24-ro egzamin
z postępem bardzo dobrym, dobrym i dostatecznym, czworo zaś nie złożyło egzaminu. Komisją egzaminacyjną byli: kierownik kursu p. Maciurzyński oraz cały zarząd Koła Pol. Macierzy Szkolnej w Biłgoraju przy asyście zaproszonych gości. Kursiści ci, mimo zakazów rządu nauczania po wsiach, prowa­dzili po wsiach szkółki tajne. P. Maciurzyński został za „nielegalne” prowadzenie szkoły osadzony w miejscowym areszcie, a po odbyciu te­goż zmuszony był wskutek zakazu żandarmerji przerwać naukę w Biłgo­raju; w połowie listopada 1907 roku i udał się do Grabówki, gdzie otrzymał szkółkę ludową od dyrekcji szkół w Lublinie. Przez cały czas swego pobytu w Biłgoraju i prowadzenia nauki p. Maciurzyński wywiązy­wał się dobrze z powierzonego mu zadania ku ogólnemu zadowoleniu mieszkańców miasta Biłgoraja, a swojem  ze wszech miar sumiennem wypełnianiem obowiązków oraz taktownem postępowaniem zasłużył sobie na serdeczną wdzięczność u ludności.

Sekretarz :/-/ Zofja Skulska         M.P.            /-/ Ks.C.Koziołkiewicz Biłgoraj d.10 kwietnia 1921 roku

Dnia 24 kwietnia 1925 r. N.324 poświadczyłem odpis niniejszego.

 Notarjusz /-/ St. Płoński M.P.. Z dokumentu tego wydałem 15.4-21 kopię p. Maciurzyńskiemu za N.164

/—/ Pietrasiewicz       Przewodniczący /—/ K. Dąbrowski

Załącznik Nr 2.

Zaświadczenie.

My niżej podpisani mieszkańcy osady Frampol stwierdzamy, iż p. Maciurzyński Adam pracował w naszym mieście bardzo wiele dla oświaty obywateli przez prowadzenie kursów dla dorosłych w roku 1906, które prowadził począwszy od miesiąca października, do kwietnia , ucząc młodzież wszystkich przedmiotów wyższych oddziałów szkoły powszechnej jak :  rachunków, gramatyki polskiej, przyrody, fizyki itd.  Lekcje odbywały się w domu Andrzeja Maciurzyńskiego i tajnie przed policją. Uczestnikami były osoby płci obojga w wieku od 14-17 lat. Celem nauki było pogłębienie wiedzy dorosłej młodzieży. Nauka odbywała się za niską opłatą. W roku 1916 w czasie  okupacji austryjackiej pan Maciurzyński prowadził taką samą naukę dla dorosłej młodzieży w szkole miejskiej, publicznie. Uczestników było do 100 osób. Lekcje trwały od 8 do 11 godz. Wieczorem. Nauka odbywała się w miesiącach: sierpniu, wrześniu i październiku. W tym okresie , co niedziela, miewał p. Maciurzyński,
w tych samych godzinach publiczne odczyty dla ludności całego miasta. Słuchaczy było zwykle 200-250. Przedmiotem odczytów były literatura  i  historia polska, ustrój konstytucyjny w różnych państwach Europy, sejm, jego prawa i obowiązki, prawo głosowania, sprawy społeczne- jak kooperatywy, zrzeszanie się itd. Jednym słowem p. Maciurzyński czynił to z poświęceniem, bezinteresownie i bezpłatnie, a potrafił wszystkich zapalić i zachęcić do nauki. Czas nauki był przeplatany w pauzach śpiewem: przeto wszyscy mieszkańcy naszego miasta żywią zawsze serdeczną wdzięczność za pracę nad sobą dla p. Maciurzyńskiego. Prawdziwość powyższych danych gotowi jesteśmy w razie potrzeby stwierdzić nawet pod przysięgą. Frampol dnia 5 kwietnia 1921 roku. Podpisali : Leon Burlewicz, Karol Gabryszewski, Stanisław Oszustowicz, Bernard Zalewa, Franciszek Kapica , Chołota Kazimierz, Stanisław  Filipowicz, Stanisław Bohdanowicz. Własnoręczność podpisów stwierdził  dnia 5 kwietnia 1921 roku Sędzia Pokoju  Z. Strzelecki  Sąd Pokoju we Frampolu.

Załącznik Nr 3.

Dr.  Maciurzyński.

Z czasów carskiej niewoli[2]

Rok- 1904 dla carskiej Rosji był rokiem wielkiej klęski, poniesionej w wojnie z Japonją. To też rok następny 1905 był jakby owym rokiem „wiosny ludów” (1848), rokiem nadziei na zdobycie wolności obywatelskiej. Pierwsza „Duma” rosyjska nie ziściła aspi­racji ludności i nie była początkiem owej błogiej ery, owego złotego wieku starorzym­skiego Saturna, W owym to czasie, kiedy ziemstwa rosyjskie, skorzystawszy z klęski rządu na Dalekim Wschodzie na polach Laojanu, Fort Artura i Mukdenu, zażądały pew­nej swobody w wypowiadaniu swych myśli, zwołania parlamentu (Dumy), odbywała się omawiana przez nas akcja.

,,.Los wypadł na mnie, opowiada p. Stanisław Kr”, bym się zajął dostarczeniem większej ilości „bibuły”- do Janowa Lubelskiego i okolicy, a wypadło mi to tym lepiej, iż na tym odcinku granicznym nie byłem znany rosyjskim władzom celnym. Podczas mych częstych przyjazdów do b. Królestwa, przebywałem Przyjechawszy do pogranicznego miaste­czka w b. Galicji, Radomyśla nad Sanem, wyszukałem lwowskich kolegów z politechniki i uniwersytetu i razem naradzaliśmy się nad sposobem przedostania się na „drugą stronę.” Uchwaliliśmy, bym, wziąwszy przepustkę nadgraniczną, dozwalającą zapuścić się na odległość 30 km., przebył komorę celną w Łążku Czerwonym, a do Ireny, wioski le­żącej już po tamtej stronie, dostarczą mi koledzy „bibułę” przez przemytnika. Prze­pustkę, ważną na kilka jeszcze dni, „wypoży­czyłem” od kolegi. Z trudnością przebywaliśmy błotniste łąki radomyślskie,  z rzadka porosłe skarłowaciałą sosną, potem przesypywaliśmy kołami głębokie piachy Brzózy, aż w końcu dostaliś­my się do nadgranicznego lasu. Była cisza. Skwar południowy ukrył wszelkie ptactwo, tylko wiatr smutnie kołysał wysoko w niebo strzelającemi wierzchołkami sosen. Serce bib mi gwałtownie. Zdawało się, iż słychać było w poszumie smutnym drzew jakieś tajemnicze ostrzeżenie, jakby jakieś złe przeczucie przej­mowało duszę i radziło zaniechania zamiaru. Koledzy poważnie rozmyślali nad przeprowa­dzeniem planu, ja zaś z trudnością broniłem się przed smutnemi myślami.

 „Przecież u li­cha nieraz przebywałem granicę” — myśla­łem — „ I nic mi się nie stało, a różne rze­czy się miało nieraz w zanadrzu.” Skrzypiąc, przywlókł się wóz do wsi Brzózy, Ostrożnie wstąpiliśmy do jednego i drugiego przemytnika, do przemytniczki „Basi”, ale nikt nie miał ochoty wtrącać się do „polityki”, „Wód­kę” —mówili-— „jedwabie, sukna, korty prze­niesiemy każdej chwili dokąd pan zechce, ale gazetów to przenigdy na świecie, bo za to strasznie karzą „Mochy”.

Na komorze cel­nej nie chciano mnie przepuścić, ba za parę dni kończył się termin przepustki. Wstyd mi było powracać w obawie przed urojonemi strachami. Zresztą „do odważnych świat na­leży” —pomyślałem sobie. Pójść muszę i pójdę. Utwierdził mnie też w tem postanowieniu jeden z przemytników, który przedstawiał łatwość przebycia granicy, a nawet, w razie schwytania, możliwość przekupienia „sołdata” paru rublami. Najważniejszą zaś była obietni­ca, że mnie nocą przeprowadzi przez granicę. Postanowiłem czekać nocy, Koledzy odjechali. Pierwszy raz przebywałem „zieloną granicę”, Tysiączne racje „za” i „przeciw” kołowały w głowie, wzajemnie się zwalczając  tym bardziej, iż jak mówili przemytnicy, nadzwyczajne zarządzenia na granicy poczynili Moskale, obawiając się szpiegostwa na rzecz.., Japonji.

Po wieczerzy, późno w noc, opłaciwszy trzema florenami przemytnika, ruszyłem w dro­gę — po „złote runo”, polityczne. Paczki „Polaka”,  „ Przeglądu Wszechpolskiego” i. t. p. druków miały krzepić patriotyzm, podtrzymy­wać opór przeciw rusyfikacyjny rodaków pod zaborem moskiewskiem. Przytem ostrożne żywe słowo mogło też coś znaczyć w tak przełomowych chwilach, gdy w państwie bia­łych carów czuć było rewolucją. Byłem dumny, że i ja dorzucę cegiełkę do odbudowania wolnej Polski, granicę w innych punktach.

Przewodnik wyprowadził mnie za wieś w pola i ukazał w dali jakąś majaczącą wiel­ką ciemną masę. W tym kierunku polecił mi iść, a gdy napotkam granicę ostrożnie prze­być ją chyłkiem. Z tą przestrogą, wypowie­dzianą szeptem, oddalił się cichutko. Ja po­szedłem dalej.

Podobnie jak lis, skradający się do kur­nika i pełzający w ciszy nocnej, by nie zbu­dzić czatujących psów, tak samo i ja skra­dałem się chyłkiem, bez szelestu do granicznej ścieżki, po której tam i z powrotem chodzili żołnierze. Od czasu do czasu przystawałem, by wyczuć w ciemności i ciszy nocnej czy czasem kto w pobliżu nie porusza się, nie szepcze przypadkiem. Głęboka cisza zalegała pola.
W trwodze prześlizgnąłem się przez rów i ścieżkę graniczną, Już kilkadziesiąt kroków oddaliłem się od niebezpiecznej linji szatańskiej. Już powoli zaczęła rosnąć nadzie­ja, że szczęśliwie doczołgam się do majaczą­cej w ciemności grupy drzew… W tem niedaleko huknął głos żołnierza; „Kto idiot?” Krew mi zamarła w żyłach.

Zostawiwszy paczki z bibułą w zbożu, rzuciłem się całą siłą do ucieczki w kierunku majaczącej w oddali wsi. Ogień i woda nie powstrzymałyby mnie. Dziwna jakaś energja wstąpiła we mnie i jakby unosiła ponad zagony ziemniaków i zboża, kłosami siekącego po twarzy. Krzyki i groźby leciały za mną, a co najważniejsza, ode wsi, na przełaj, zbli­żała się do mnie sylwetka drugiego żołnierza… Byłem otoczony i pochwycony. Na strzały w górę — sygnały do komory celnej — za­uważyłem, że nagle zapaliły się tam liczne światełka w oknach, jak gromada wiejskich rozpustnych dzieci biegnie do chłopców, któ­rzy schwytali sowę, i otacza ją z krzykiem i hałasem, tak samo, z tak zwanego „postu” (posterunku) straży granicznej, wybiegła gro­mada łudzi, na pół nagich, w bieliźnie, pieszo i na koniach z latarniami, pochodniami, lam­pami, aby zobaczyć kogo tam schwytano i za kim się tak uganiano po polach. Tymczasem stałem, trzymany przez dwóch uzbrojonych drabów. Po kilkunastu minutach nadjechał jakiś podoficer „starszy” i krótko zapytał mnie, com zacz i kto mnie przeprowadzał przez granicę — czy nie „Basia”?.

Odrzekłem spokojnie, iż sam przeszedłem granicę i nie wiedząc o tem, zbłądziłem, wracając do wsi. Podoficer odrzekł, iż na posterunku pokażą mi „prostą drogę”, jeżeli się nie przyznam szczerze.

Przybyliśmy na posterunek. Wprowa­dzono mnie do kancelarji komendanta, gdzie zaczęła się natychmiast indagacja. Oznajmi­łem, że jestem malarzem z Rzeszowa I że idę szukać roboty do Królestwa, bo w Galicji jej niemą, Nie wiele skłamałem, bo kiedyś, po maturze gimnazjalnej, podczas wakacji, malowałem okna i drzwi.

Nie wiem, co to miało znaczyć, iż na gwałt dowiadywali się, czy mnie nie prze­prowadzała „Basia”. Musiałem dać słowo honoru, iż nie przeprowadzała. To ich uspokoiło.  Była godzina 1 w nocy. Odprowadzono mnie do zakratowanego „pokoju gościnnego”. Nie mogłem narzekać na brak czystości i porząd­ku. Ponieważ nie znaleziono przy mnie żad­nych papierów podejrzanych, a przy tem  zauważyli  żołnierze i przypomnieli komendantowi, iż byłem na komorze poprzedniego dnia  z przepustką, celem przejścia granicy, sądziłem, że mi nic nie grozi i spokojnie spałem Ja całą noc.

Tej samej nocy była jeszcze awantura na granicy. Ten „ktoś”, ścigany przez żołnierzy, umknął szczęśliwie za granicę. Następnego dnia przyniesiono na podarunek moje paczki „bibuły”
i  przedłożona  przed oczy, twierdząc, iż znaleziono je w tem miejscu, gdzie mnie pierwszy raz spotkali 10. Zebrałem z całą siłą zimną krew i zaprzeczyłem kategorycznie,  że  gazety, odwinięte z paczek, nie są mi znane, że żadnych paczek nie miałem.  Z całą pewnością — rzekłem porzucił je ten człowiek, który przekradał w nocy i uciekł z powrotem za granicę.

Spokojna postawa, zimna krew, ani jedno drgnięcie muskułu podczas badań, to nieodzowne  warunki w takich okolicznościach. Urzędnik bardzo się irytował  i beształ mnie, zarzucał szpiegostwo, pewien urzędnik komory celnej  garbus, podobno syn popa z Tarno­grodu, aż go musiał hamować naczelnik urzędu.

Przed południem przesłuchiwano mnie, a potem przez cały czas pilnowany byłem przez żołnierzy na ganku mieszkania komen­danta posterunku. Przybył tani także eskortu­jący mnie podoficer. Chciał się dowiedzieć, co też zagraniczne gazety piszą o niepokojach w Rosji. Udałem, że polityką nie zajmuję się, że  jestem robotnikiem-malarzem i nie mam czasu nawet gazet czytać.

Po południu, ze skrępowanemi rękoma w tył silnym powrozem, którego koniec trzymał żołnierz,
w towarzystwie podoficera, jadącego na koniu z dobytą szablą, maszerowałem pieszo do Zaklikowa. Upał był straszny. W Frenie, znajdującej się w pobliżu Czerwonego Łążka, na początku wsi spostrzegłem kobietę w bra­mie i poprosiłem o wodę do picia. Widocznie wygląd mój zewnętrzny, czy też towarzystwo „dobrane”, w jakiem przebywałem, nie wzbudziły zaufania, gdyż nastąpiła odmowa, poparta słowami:  -„O ty, złodzieisku, chcesz jeszcze wody? . Przódy zdechniesz, niż ci dam”. Odpar­łem, że złodziejem nie jestem i gdybyście wie­dzieli za co mnie aresztowano nie odmówili­byście wody. Ulitował się podoficer I kazał żołnierzowi przynieść wody.

Po kilku godzinach marszu przybyliśmy do Zaklikowa. Tam wprowadzono mię do aresztu gminnego. Na odjezdnem przybył do mnie podoficer: wyraził mi wyrazy współ­czucia i życzył prędkiego odzyskania wolności. W areszcie powiedziano mi, że gdyby kto za mną poręczył, to mógłbym być tylko ka­rany grzywną za przejście granicy i odsta­wiony do Galicji. Przypomniałem sobie wó­wczas, z opowiadania rodziców, że w Zakli­kowie mieszkają jacyś dalecy kuzyni: Du­dziński i Majewski.

Dudziński był poważnym obywatelem zaklikowskim i piastował urząd wójta. Powo­łałem się na niego. W kancelarji gminnej nie było go, posłano na poszukiwania gońców. Niezależnie sołtys poszedł po furmankę, by imię odesłać „forszpanem” dalej. Dudzińskiego nie znaleziono — był w polu. Tymczasem furmanka zajechała i pod strażą odwieziono mnie do sąsiedniej wsi Potoku, leżącej na trakcie do Janowa Ordynackiego (lubelskiego). Tu umieszczono mnie w areszcie gminnym. Był już wieczór. Poprosiłem chleba i mleka na wieczerzę. Chleb otrzymałem, mleka za­brakło, a właściwie stróżowi, mimo otrzyma­nego napiwku, nie chciało się iść na wieś.

Zmęczony położyłem się na narach (prycza). Po chwili drzemki, zerwałem się — oblazło mnie robactwo. Całą noc, która wy­dała mi się nadzwyczaj długą, spędziłem na rozmyślaniu i spacerze od jednego zakrato­wanego okna do drugiego. Odczułem po raz pierwszy w życiu, co znaczy więzienie. Po­mimo wszystko, nie narzekałem i nie żałowałem, iż wdałem się w niebezpieczną imprezę.

Następnego dnia, jak tylko świtać po­częło, zazgrzytał we drzwiach aresztu klucz i stróż przybył mi oznajmić, bym się gotował do dalszej podróży w kierunku Janowa. Po półgodzinnej pauzie, weszło kilku strażników, i mocno uzbrojonych, i przeprowadziło mnie do kancelarji gminnej. Tam zastałem dygnitarzy gminy: wójta, pisarza i sołtysa. Wójt  dość grzecznie mnie przywitał, na moje pytanie, oznajmił, że odtransportuje mnie do Janowa, do dyspozycji naczelnika żandarmerji. Zatrwożyła mnie nieco taka odpowiedź, ale cóż było robić, byłem w ich mocy. Na pisarzu nie zrobiłem zdaje się, dobrego wrażenia. Załatwiał moje sprawy urzędowo, od czasu  do czasu z ukosa rzucając wzrokiem na mnie siedzącego nieruchomo, jak delikwent, czekaj jacy rozstrzygnięcia swego losu.

Po upływie pewnego czasu, sołtys zameldował o przybyciu nakazanych furmanek.
Z przepisanemi  ostrożnościami  wyprowadzono z kancelarji gminnej i posadzono pomiędzy wójtem i strażnikiem. Za sobą i przed sobą, miałem uzbrojonych aniołów stróżów. W drodze zaczęła się inwigilacja: skąd  jestem i za co mnie aresztowano?.            Odpowiedziałem odysseuszowskim frazesem o pochodzeniu z Rzeszowa i o poszukiwaniu pracy malarskiej. Wójt chytrze się uśmiechnął, zauważyłem na twarzy niedowierzanie. Spojrzał znacząco na strażnika i rzekł, siląc się na największy spokój i słodycz: .Mnie się zdaje, że jest inaczej, może pan śmiało powiedzieć przed nami, a może doradzilibyśmy, jak się tłomaczyć”. „Proszę pana”, odparłem, „za przejście granicy nie potrzeba tłomaczeń, chyba pan, chce mi pomóc, przez wypożyczenie paru rubli na zapłacenie kary granicznej”.

Zamilkł. Z rozmowy wójta ze strażnikiem dowiedziałem się, że poprzedniego dnia pod Modliborzycami  zamordowano wieśniaka z zasadzki.  Mordercy nie ujęto.                          Z temi wiadomościami  przybyliśmy do małego miasteczka – Modliborzyc.                            Mieścinka ta, podobnie jak wszystkie nasze „grody”, brudna, błotnista, zamieszkała w centrum przez synów Izraela, a po brzegach przez ludność polską, posiada urząd gminy na samym końcu miasta od „przyjazdu janowskiego”, lub, jak tam mówią, przy janowskim „kołowrocie”.

Kancelaria gminna w wielkim budynku, mieszczącym zarazem szkołę, posiadała areszt czysto wybielony, dokąd mię wprowadzono, po dokonanej manipulacji — oddania i przyjęcia aresztowanego. Po pewnym czasie przyprowadzili strażnicy do tej samej celkl jakiegoś wieśniaka. Mimo woli spytałem go, i za co też został aresztowany. „ Oj proszę  Pana — odrzekł — niewinnie. Wczoraj wieczorem szedłem sobie pod lasem, a tu słyszę: „Zabił, zabił chłopa”. Ze strachu uciekłem przez las do wsi. A tu za mną ludzie gonią. Musieli mnie poznać, bo rano przyszli strażniki i zabrali mnie”.

Uczułem nagle wstręt do tego człowieka,  bo z wczorajszego opowiadania całego zajścia, przyczyny zabójstwa i opisu człowieka, poznałem, że to ten sam. Pokłócili się na jarmarku o konia i zabójca odgrażał się,  że zabity nie dojedzie do domu. Tak też się stało.

Po kilku godzinach otworzono areszt wprowadzono mnie do kancelarji gminnej. Zdziwiło mnie nieco, że nie było żadnego uzbrojonego „opiekuna”, tylko stali jacyś dwaj mieszczanie. Widocznie obawa ucieczki, w miarę oddalania się od granicy, malała. Było to tylko zbudzenie. Po chwili stróż gmin­ny wyniósł z komory kajdany i okuł ml ręce i nogi. Mój Boże — powiedziałem głośno — nigdy się nie spodziewałem, abym został kajdaniarzem.

Na to ofuknął mnie stróż: -„ stul gębę”!.                                                                                            Wyczytałem w oczach otoczenia pogardę, ani odrobiny współczucia, i przypomniał mi się obrazek z lat dziecięcych, kiedy przez rodzinne miasteczko, położone w Zamojszczyźnie nie, pędzono gromadę aresztantów, skazanych na katorgę. Ludność odnosiła się do nich ze strachem i odrazą. Bano się podać wody lub kawałek chleba. Dzwonienie kajdan, prze­kleństwa skazanych i straży czyniły z tego towarzystwa jakieś demoniczne zjawiska, jakby jakąś scenę z dantejskiego piekła, żywcem do polski przeniesioną.

Wyruszyliśmy z Modliborzyc w grobowym nastroju. Żaden z moich towarzyszy nie przemówił słowa ani między sobą, ani do mnie. Do  Janowa była marna szosa, po deszczu, pełna kałuż wody i błota. Prowadzono mnie środkiem drogi, a gdym chciał ominąć jaką kałużę, słyszałem groźby i przekleństwa. Dla uniknięcia niepożądanych zawikłań towarzyskich  brnąłem na przełaj. Rytmika dzwonienia kajdanami wleczenia po szosie przypomina mi  niewolników w Rzymie, skazanych na mielen­ie w podziemnych młynach, poganianych biczami przez dozorców.

Szczęściem 8 kim , dzielących Modliborzyce od Janowa, przebyliśmy w niedługim czasie. Nie pamiętam jakie wrażenie sprawił na mnie Janów i ja na ga­wiedzi tamtejszej, dość że, po załatwieniu formalności w powiecie, odprowadzono mnie do budynku, mieszczącego kryminał. Stamtąd po paru dniach, przeprowadzono do jakiegoś tymczasowego więzienia, bo widziałem tam ludzi, zapędzanych wieczorem, a rano puszczanych (najwięcej izraelitów, karanych za brak porządku przed domem).

Towarzystwo, które tu zastałem, przy­jęło mnie rozmaicie: zawodowi złodzieje tę­pym wzrokiem spoglądali z pode łba, inni, przygodni mieszkańcy tego przybytku, z płaczem nad swą niedolą, rozpytywali mnie o powody aresztowania. Tłomaczyłem się „przestępem” granicy. Nawiasowo dodam, że moi najnowsi towarzysze niedoli kajdan nie widzieli, bo mię rozkuto w powiecie.

Ciekawe tez panują zwyczaje w więzieniu. Przytoczę najbardziej charakterystycz­ny, a tem jest „wożenie dęba”. Każdy no­wicjusz kryminalny, wchodząc między aresz­tantów, musi się wkupić, że tak powiem, do towarzystwa, ceremonia polegała na tem, że kandydat kupował wódkę i zakąskę u stróża więziennego i całe towarzystwo starszych cechu złodziejskiego uroczyście się raczyła  bożemi darami,  gdy sam fundator siedział na piecu i śpiewał ku rozweseleniu różne piosenki. Jeśli kto się nie poddał temu obrzędowi, ten był bity, aż do spełnienia ceremonii. Drugiego dnia około południa, po długich szeptach i namowach, przystąpił do mnie jeden ze „starszych” i zapytał:

– „ a czyś ty bracie woził dęba?”.

 Przeczułem, że coś się „święci” niedobrego, więc rzekłem odważnie,  a jak ty bracie myślisz?.  Stropił się nieco mój interlokutor i chwilę nie wiedział, co dalej począć. W tem z pomocą przybył mi jakiś cechowy” i  zawołał z kąta (dotąd nie brał udziału w naradach): to nasz człowiek, on by na tobie powoził jeszcze lepiej. Ucieszyłem się bardzo i, całkiem pewny siebie, dorzuciłem —„naturalnie, że tak”.

Powoli zacząłem poznawać bliżej całe towarzystwo. Siedział tam od 8-miu miesięcy chłopina galicyjski. Schwytany na granicy za „przestęp”, czekał zmiłowania bożego w kry­minale. Ciekawe horoskopy na przyszłość dla mnie — pomyślałem. Drugi współtowarzysz, co to przybył ml z pomocą w ciężkiej chwili, „wożenia dęba”,  był zawodowym złodziejem, a specjalnością jego było okradanie podróż­nych w wagonach. Fach swój wykonywał, że tak powiem, międzynarodowo, bo jeździł ko­lejami od Władywostoku do Strasburga, a widziały go więzienia nie tylko rosyjskie ale i niemieckie, austriackie i węgierskie, rumuńskie itp. Wiele opowiadał rzeczy o swych przygodach, a z opisu miast, zwy­czajów ludów, wśród których przebywał, wi­dać było, iż nie mijały się z prawdą słowa jego. Podczas długich piekielnie dni w wię­zieniu, z ogromnych nudów człowiek by i z sza­tanem rozmawiał, to też, dla zabicia czasu słuchałem jego opowiadań-. Darzył mnie szcze­gólną grzecznością i usłużnością, co mnie zadziwiło.

Razu jednego zapytałem, jaka jest przy czyna tej niezwykłej sympatji? Jak tylko posłyszałem pańskie nazwisko — odparł — przypomniałem sobie pana, jako znajomego Na to powiedzenie ciarki mnie przeszły. Ochłonąwszy nieco, zapytałem o szczegóły. A czy pamięta pan — rzekł — jak dziesięć  lat temu uczył pan w Głuchach pod Borow­cem (gmina Józefów, powiat biłgorajski) u państwa Cieślińsklch dzieci ich Romana i Antosię? Pamiętam — odparłem. A czy, przypomina pan sobie tam gajowego Jedliń­skiego, co pracował przy koniach, a mały pastuch cały rok pasł bydło po lesie?. Przypomi­nam. — Otóż tym małym pastuchem byłem ja. Bardzo pana polubiłem za to, że nauczył pan mnie czytać i pisać. Ale sprzykrzyło mi się pasanie bydła i poszedłem do większego miasta. Tam dostałem się w złe towarzystwo, a nikt mnie nie przestrzegł. Zacząłem kraść. Wepchnęli mnie do więzienia; tu nasłucha­łem się różnych opowiadań o złodziejskich sztuczkach i nauczyłem się profesji złodziejskie). Wyszedłem z więzienia czeladnikiem, a po drugim pobycie — majstrem.

Po kilkunastu dniach przyprowadzono do naszego towarzystwa i owego mordercę wieśniaka (z pod Modliborzyc). Nie chciał się przyznać, mimo gróźb, bicia. Razu jed­nego przybyło do celi dwóch strażników. Zaczęli pić z owym wieśniakiem wódkę, serdecznie rozmawiać, bratać się, a delikatnie podchodzić go. W przystępie dobrego humoru przyznał się do wszystkiego. Następnego dnia wywieziono go do Lublina.

Tymczasem, jak w kalejdoskopie, zmie­niało się życie więzienne. Coraz to nowi przybywali towarzysze, inni wychodzili. Nie  bito nas tam i jeść dawano, choć skromnie, ale było można wyżyć; tylko straszna zmora I niepewności  losu dręczyła mnie ciągle. Do rodziców bałem się dać znać, by ich nie narazić na prześladowania Moskali, a innej drogi wydobycia się nie było. W końcu  zdecydowałem się przez pewnego żydka, handlarza mąką, który ustawicznie jeździł do Szczebrzeszyna, dać list do mojej matki. — Spotkał matkę na podwórzu. Po odczytaniu paru słów. zemdlała. Żyd narobił hałasu, a sam uciekł, nie czekając zapłaty.

Następnego dnia, po południu podczas przechadzki po podwórzu więziennem, przy­stąpił dyskretnie do mnie ów „międzynarodowiec” – znajomy i szepnął, że jakaś pani stoi za parkanem i chce ze mną mówić.

Domyśliłem się, kto to był, ale strach mnie przejął spojrzeć na matkę, by jej nie dobić  swym wyglądem i położeniem. Trzeba było też działać bardzo ostrożnie, bo straż niedopuszczała do żadnego zetknięcia się z obcymi ludźmi będących pod śledztwem.

Podobnie jak owi na wpół mityczni to­warzysze trojańscy osłonili Pandarosa, kiedy ten gotował się do zdradzieckiego strzału na Menelaosa, a towarzysze Wojskiego, gdy ten gotował zamach na życie Płuta, tak też, ów mój „znajomy” z Głuch, wraz z drugim stanęli  około bramy l zasłonili mnie podczas rozmowy z matką. Lakonicznie porozumieliśmy się, jak działać dalej należy. Podziwiałem matkę, gdy po spartańsku, z zaclśniętemi ustami, znosiła katusze.

W całej sprawie bardzo wiele zaważyła i pomoc pewnego znajomego matki mej (p. Henryka Szulakiewicza. Ten zaprosił do siebie na przyjacielską rozmowę referenta: spraw karnych z powiatu, polaka. Ułożono, wraz z matką i siostrą moją, plan dalszego działania. Trzeba było usunąć z dokumentów (bumag) cokolwiek by mnie obciążało. A-wtedy sprawę zbagatelizowano by i traktowano tylko, jako zwykły „przestęp granicy”.

W kilka dni po owych zajściach przy­było do mej celi dwóch wyższych urzędników policyjnych w celu przeprowadzenia osobiście Indagacji. Jak się dowiedziałem z toku roz­mowy, byli to: naczelnik straży ziemskiej i naczelnik żandarmerji. Starałem się zbaga­telizować całą sprawę i przedstawić, jako błahostkę, a konsekwentnie trzymałem się raz zeznanych i sto razy powtarzanych anegdot o malarstwie.

Porównali następnie, jak mię informował ów referent Polak, — mo­je zeznanie z pierwotnemi zeznaniami i do­kumentami. Sąd wypadł na moją korzyść. Poruszyła matka wszelkie możliwe sprężyny w powiatowym urzędzie i mieście, aby mnie uwolnić.

— Dni jednak płynęły za dniami nieskończenie długie, a ciężkie. Codziennie z zazdrością patrzyłem na tych, którzy o dru­giej godzinie po południu opuszczali więzienie, by wyfrunąć na wolność. Przyrzekłem owemu galicyjskiemu wieśniakowi, że po uwolnieniu postaram się przez starostwo w Nisku uwolnić i jego. Niestety człowiek w szczęściu i po­wodzeniu zapomina o dniach niewoli.

— Coś podobnego, jak owi biblijni dostojnicy Faraona egipskiego  zapomnieli o więzionym Hebreju, patryarsze Józefie. —

Upłynęły tygodnie. Pewnego dnia wypro­wadzono zwalnianych aresztantów do naczel­nika, po chwili jednak odprowadzono jednego, a zażądano Stanisława Kr. To mnie wołano. Za godzinę byłem wolny. U p. Szulakiewicza mogłem powitać mą matkę i serdecznie po­dziękować owemu Polakowi, który się przy­czynił do mego uwolnienia. Sprawa jednak nie była skończona. Potrzeba było dostarczyć mnie do granicy, a ponieważ obawiał się ów urzędnik, by mnie na Łążku Czerwonym nie zatrzymano i nie cofnięto z powrotem, więc i wyprawiony zostałem przez Biłgoraj, Józefów, Tomaszów Lubelski na tamtejszą komorę celną. Staruszek jakiś wziął moje papiery i miał niby to ruszyć na piechotę ze mną do i Biłgoraja, odległego o 30 kim. od Janowa, : Wzięła go matka na swe konie i pojechaliśmy w inną stronę — do domu rodziców.

Po nocnym odpoczynku i zupełnem prze­braniu się, około południa przybyliśmy do Biłgoraja. Odstawiono mnie do aresztu. Cze­kała mnie długa, bo 10 milowa uciążliwa droga do wyżej wspomnianej komory celne. Przemyśliwałem jakby tu sobie ułatwić. Na wszelki wypadek dałem stróżowi aresztu 30 kop. napiwku. Ten nadspodziewanie mi dopomógł.

– „Proszę Pana, rzekł, panu mogą dać furmankę do granicy, jak się pan za­melduje, że jest chory”.

Przyjemnie byłoby skrócić drogę, ale niebezpiecznie zapowiadać, iż się jest chorym. A nuż odeszlą do szpi­tala do Lublina, a tymczasem zrobi się „od­krycie” w Janowie i nastąpi cofnięcie wysła­nia mnie za granicę.

Dotąd więcej ryzykowałem postanowi­łem i dalej próbować szczęścia. Posłano mię do powiatowego lekarza dr. Grzywińsklego.  Faktycznie nie byłem chory. Pouczył mnie więc życzliwie, na co mam narzekać, gdyby mnie jeszcze Moskal jaki badał i wszczął ze mną rozmowę, przypuszczając, iż jestem studentem. Nie wiedziałem jednak z kim mówię, a więc musiałem zachować ostrożność. Jak się później okazało, gdym prowadził kursa Polskiej Macierzy Szkolnej w Biłgoraju, p. Grzywiński był to zacny patrjota i bardzo wspierał wszelką konspiracyjną narodową pra­cę. Nie pomogły zamykania drzwi i poufna próba rozmowy. Bałem się, bym nie padł ofiarą i ciągle udawałem „malarza”, prostaka.

Na podstawie świadectwa lekarskiego otrzymałem parę koni, która mnie, bez dal­szych szczególniejszych przygód, odwiozła do Tomaszowa.

Tam doznałem serdecznego zajęcia się mną i współczucia ze strony urzędnika w tamtejszym powiatowym zarządzie p. Za­rębskiego. Pragnąłem być jak najrychlej od­stawiony do granicy, co mi się udało. Jak z jednej strony doznałem okrutnego, wprost nieludzkiego obchodzenia się ze mną ze stro­ny urzędników rosyjskich w Łążku Czerwo­nym, tak z drugiej strony potrafiłem wzbudzić współczucie, mimo ustawicznego odgrywania komedii malarskiej, w urzędnikach  Polakach.

Popchnięty pod belkę graniczną, znalazłem się na galicyjskiej stronie i odetchnąłem wolnością i swobodą.

Natychmiast z Bełżcu posłałem do zna­jomych z Radomyśla depeszę, iż jestem wol­ny, bo ci dowiedzieli się o mem uwięzieniu wszczęli znowu starania, by mnie wydobyć za pomocą ministerjum spraw zagranicznych — Na szczęście starania te były zbyteczne.

 

Załącznik Nr 4.

Odpis. Komisja Odznaczeniowa Odznaki Honorowej „Za Walkę o Szkołę Polską” Warszawa Krakowskie Przedmieście 89 m2 Warszawa 21.V.1932 roku. JW. Pan Dr Adam Maciurzyński w Brześciu  n/Bugiem . Wielce szanowny Kolego!. Uprzejmie komunikujemy, że Szanownemu   Koledze została przyznana odznaka honorowa „Za Walkę o Szkołę Polską”. Z koleżeńskim pozdrowieniem. Prezes Komitetu Obchodu 25 lecia Walki o Szkołę Polską(-) Stanisław Dobrowolski. Prezes Komisji Odznaczeniowej (-) Bernard Chrzanowski, Vice  Prezes Komisji  Odznaczeniowej (-) M-r Aleksander Krueger. Kapt.

Załącznik Nr 5.

Miejsce Piastowe d. 7 sierpnia 1931 r.

Urząd Parafialny w Miejscu Piastowem                                                                                              1.123/31

Zaświadczenie Niżej podpisany stwierdza, iż p. Adam MACIURZYŃSKI z chwilą, wybuchu wojny światowej /1914-1918/ pracował wiele nad uświadomieniem ludności w Miejscu Piastowem, zebrał i utworzył oddział ochotników do legionu Mar­szałka Józefa Piłsudskiego, dał im początkowe wyszko­lenie i odprowadził do punktu zbornego w Krośnie, wcie­lając ich do oddziału p. Tormy. Prócz tego P. Maciurzyński  zajmował się zbiórką, rzeczy potrzebnych Intendenturze polskiej dla umundurowania ochotników. Powyższe stwierdzam własnoręcznym podpisem naoczny świadek.

/-/ X. Antoni Sobczak, proboszcz.

/Pieczęć Kościoła parafialnego w Miejscu Piastowem/.

W punkcie 8 kwestionariusza „Uwagi i podpisy Komisji”:

–  Nie zasługuje z powodu zbyt małego udziału w pracy o Niepodległość.

Pięć podpisów nieczytelnych.

Ocenę takiego stanowiska komisji weryfikacyjnej pozostawiam bez komentarza, a pozostawiam ją czytającym.

Powściągliwość i Praca -1937 wydawnictwo  Towarzystwa Św. Michała Archanioła
w Miejscu Piastowym  , to na łamach tego pisma publikował Adam Maciurzyński  publikował między innymi  artykuł „W grodzie Franciszka Buttlera, Frampolu”. Materiał ten przedstawiałem na moim blogu na przełomie lat 2015/2016. Tam też wspomniał o peowiakach z Frampola:

-P. O. W. (Polska Organizacja Wojskowa). W tym czasie na wezwanie Dziadka Komendanta“, zaczęły się tworzyć oddziały P. O. W. w Polsce. We Frampolu zorganizowali jeden oddział bracia Cichońscy i legjonista z Lublina „Lelek ״. Mimo ciągłych rewizyj, aresztowań, gnębień ze s trony austrjacko chodacznikowsko- dziadowskiej żandarmerji, organizacja rozwijała się dzielnie i doszła do 50 członków. Kilku z nich poległo w obronie Ojczyzny, a mianowicie: Gabryszewski Stanisław (w Brodach) Jan Kras, Władysław Lipiński i Władysław Cichoński, a wszyscy inni, którzy wyruszyli byli w bój, powrócili ranni do domu. Jeden z Peowiaków frampolskich, Stanisław Chodaczyński, w brawurowym napadzie na bolszewików, zabrał im dwie armaty, za co został odznaczony przez władze wojskowe.

Sylwetkę Stanisława przedstawiłem wcześniej.

Maciurzyński Apolinary

 

Apolinary

1886 -1935

 Aptekarz Rożniatów (Małopolska)

Województwo Stanisławów

Decyzja Komitetu.

Odrzucono na pos. Kom 6.12.1932

Apteka M-ra  A. Maciurzyńskiego                                                          Rożniatów  dnia 15marca 1930

Rożniatów (Małopolska)

Życiorys

M-ra  Apolinarego Maciurzyńskiego aptekarza w Rożniatowie Małopolska

M-r  Apolinary Maciurzyński ur. we Frampolu ziemi lubelskiej w r. 1886 syn śp. Andrzeja „poddanego austriackiego, który po ukończeniu szkoły technicznej w Warszawie zamieszkał w Kongresówce
„za paszportem”, jako budowniczy. Za szerzenie  wiedzy polskiej i pism odsiadywał areszt i był karany administracyjnie. Jako „niebłagadiożny”  nie otrzymał obywatelstwa rosyjskiego. Dzieci musiał wysyłać na naukę do Galicji.                                                                Syn Kazimierz zesłany na Sybir do Tobolska (1914) zaginął.                                                        Syn Adam Dr  Filozofii jest prof. W Brześciu.                                                                                  Syn Hieronim kapitan W.P. w rezerwie w Modliborzycach woj. Lubelskie.                              Syn Apolinary wysłany jako 12-to letni do Galicji do Miejsca Piastowego, gdzie kończy niższe gimnazjum, we  Lwowie kończy wyższe gimnazjum, tu należy do Kółka tajnego młodzieży. Jako student  7-mej  klasy uczę w szkole Macierzy Polskiej w Biłgoraju guberni lubelskiej i kursach dla analfabetów.  W szkole, w której kierownikiem był brat Adam słuchacz Uniwersytetu we Lwowie, po zamknięciu „Macierzy”, aresztowaniu brata uczę dalej dzieci polskie w domach prywatnie . W roku 1908 zaczynam praktykę do zawodu aptekarskiego. Biorąc udział w życiu narodowem w Sokole i T.S.P Wojskowo należę do „Landsturmu”?. Jako jedyny dyplomowany aptekarz w Sokalu, a potem
w Rożniatowie reklamowany za czasów austr., a potem i polskich. Za czasów austr. Pracuje w Sokole i TSL, jako członek, potem długi szereg lat, jako prezes.

W czasie tzw. „Ukrainy” apteka moja jest pod okiem Ukraińców. „Kuźnia polska” rychłe oswobodzenie ratuje od ewentualnego nieszczęścia.

W oswobodzonej Polsce:

  1. Jestem członkiem Rady przybocznej Komisarza zarządu w Rożniatowie,
  2. jestem członkiem Komisji aprowizacyjnej pow. W Dolinie,
  3. jestem członkiem Komisji aprowizacyjnej wRozniatowie,
  4. jestem członkiem Komisji podatkowej w Dolinie,
  5. Przewodniczącym Komisji przeciwpożarowej w Rożniatowie,
  6. Sekretarzem Organizacji Narodowej w Rożniatowie,
  7. Prezesem Polskiego Towarzystwa „Sokół” w Rozniatowie,
  8. Prezesem organizatorem i założycielem Polskiej ochronki dla dzieci w Rożniatowie,
  9. Prezesem organizatorem i założycielem Kółka Rolniczego w Rożniatowie,

   10, Prezesem organizatorem i założycielem Ochotniczej Straży Pożarnej w Rożniatowie,

  1. Sekretarzem L.O.P. w Rożniatowie.. Jako prezes Sokoła organizowałem zbiórki np. na ciepłą odzież dla żołnierzy ( do dyspozycji Generała Iwaszkiewicza). Organizuję odczyty i wiece w sprawie Śląska, Spiszu i Orawy.
  2. Członek Radu miasta Rożniatowa.

Obecnie piastuję godności :

  1. Prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Rożniatowie,
  2. Zastępca Prezesa Kółka Rolniczego.
  3. Członek Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”.
  4. Członek T.S.L.
  5. Członek L.O.P.
  6. Członek Strzelca.
  7. Członek Izby Aptekarskiej we Lwowie.
  8. Członek Towarzystwa Aptekarskiego we Lwowie.

Był członkiem kolejnych 11 organizacji i stowarzyszeń wspierających różne inicjatywy społeczne.

Był fundatorem dzwonu „św.  Apolinarego”,  w kościele katolickim w Rożniatowie. Ciekawe czy ten dzwon zachował się do obecnych czasów.

Komisja uznała, że Nie zasługuje: Zbyt mały udział w pracy o Niepodległość.

Sześć podpisów nieczytelnych.

 

 

 

Maciurzyński Hieronim

Kopia Hieronim 18

  1893 – 1943

Życiorys

Hieronim Maciurzyński urodził się 30 września 1893 roku we Frampolu był synem Andrzeja i Marianny z Oleszków. Ojciec Hieronima pochodził z Radomyśla nad Sanem. Jako młody chłopiec w wieku 14 lat wyjechał do Warszawy gdzie się uczył po ukończeniu szkoły średniej w Wyższej Szkole Technicznej, po ukończeniu, której przybywa na Lubelszczyznę. Około roku 1876 przybywa do Frampola i tu w roku 1877 żeni się z Marianną Oleszek. Przybycie do Frampola wiązało się prawdopodobnie z tym, że we Frampolu podjęta została budowa nowego kościoła murowanego, wybudowanego w miejsce zniszczonego kościoła drewnianego.  Hieronim pochodził z wielodzietnej rodziny, rodzice mieli dziewięcioro dzieci,  urodził się, jako przedostatni z ich dzieci. Ukończyłem szkołę powszechną w  Frampolu, wstąpiłem do szkoły Macierzy Polskiej
w Biłgoraju, a po zamknięciu tejże wrócił do Frampola. Ojciec Hieronima sam wykształcony, nie szczędził sił i środków na kształcenie swoich dzieci. Dwaj starsi bracia Adam skończył studia wyższe na Uniwersytecie w Pradze i uzyskał tytuł doktora filozofii, drugi brat Apolinary ukończył Uniwersytet we Lwowie i  był magistrem farmacji.

Dalsza część życiorysu  napisana została przez Kapitana rez. Hieronima Maciurzyńskiego z Modliborzyc  na żądanie Związku Straży Pożarnej  Okręg Janowski z dnia 6 lipca 1932. Członek Zarządu Związku Straży Pożarnych w pow. Janów Lubelski  i Naczelnik  IV i V Rejonu,.

W roku 1908 wstąpiłem do Straży Pożarnej pod dowództwem p. Jana Woińskiego, obecnie zam. w Lublinie ul Zamojska Nr 25.                                                                                  W roku 1910 uczyłem się zawodowo na felczera w Lublinie i przez cały czas byłem świadkiem zmagań patriotycznych i krwi przelewu na ulicach Lublina. W tymże roku zapragnąłem dalszego kształcenia się, opuściłem Lublin, aby przedrzeć się do Tarnopola. Na granicy koło Ulanowa zostałem schwytany przez moskali zbity i etapami gnany do Biłgoraja, gdzie osadzony zostałem w więzieniu. Mieszczanie na czele z bratem moim Kazimierzem wyjednali odstawienie  mnie do granicy i oddanie mnie władzom austryjackim, na podstawie przynależności ojca mego do Radomyśla  n/Sanem.                    W Tarnopolu po wstępnem egzaminie, przyjęty zostałem do V klasy wyższej szkoły Realnej. Wkrótce zostałem przyjęty do drużyny skautowskiej, później do Drużyny Strzeleckiej pod pseudonimem „Moskal”. Wstąpiłem również do tajnego związku  „Młodzieży Narodowej”, gdzie po uzyskaniu zaufania sprawowałem różne funkcje oraz byłem delegatem na zjazd we Lwowie.
W życiu szkolnem zaś prowadziłem bojkot towarów pruskich i byłem kierownikiem sklepu szkolnego. W roku 1914 zdałem maturę i jako poborowy zostałem wcielony do armii austryjackiej.

Wybuch wojny  światowej zastał mnie we Frampolu, stawiłem się do Radomyśla skąd odstawiono mnie do Rzeszowa. Z Rzeszowa uciekłem do Krakowa i zameldowałem się w N.K.N[3]. jako strzelec z prośbą o przydział do Legjonów. Kazano mi wracać z tem iż odniosą się drogą służbową.
W międzyczasie odstawiono mnie do Wiednia do 4 p. p. , potem do 71 p. p., a stąd w charakterze tłumacza języków słowiańskich, przydzielony zostałem do sądu dywizyjnego na froncie rosyjskim. Kiedy zauważono z mej strony pewną opiekę nad niewinnie posądzonymi popami i wieśniakami, odstawiono mnie do pułku, gdzie zostałem komendantem plutonu karabinów maszynowych biorąc udział w bitwach pod Załoźcami[4] i Gontową ?.

Z frontu wysłano mnie do szkoły oficerskiej w NAGYSZEBEN (Siedmiogród), którą ukończyłem z wynikiem pomyślnym 24 listopada 1916 r. Po ukończeniu szkoły odbyłem front serbski i włoski, będąc przez 21 miesięcy w pierwszej linji, jako komendant plutonu i baterji miotaczy, ciężkich i lekkich min. Na lagunach morza adrjatyckiego zachorowałem na malarję tropikalną (pod Gryzolerą) i  15 sierpnia 1918 r. zostałem odesłany do szpitala.
Przewrót państw centralnych zastał mnie w Pradze czeskiej, gdzie występowałem wobec zebranego ludu, jako reprezentant Polski.                                                                                        W dniu 11 listopada 1918 stawiłem się do dyspozycji D-cy W.P.  w  Janowie Lubelskim, jako ochotnik podporucznik. Pełniłem funkcje komendanta kompanji, przeniesiony do 23 p. p. potem do I i II Baonu Lubelskiego, przebyłem całą kampanię bolszewicką i bitwy pod Równem, Tyszowcami, Komarowem, przetrwałem oblężenie Zamościa i pogoń za bolszewikami, aż do Dubna.

Z Dubna przeniesiono mnie do Wołyńskiej Inspekcji  Etapowej na referenta służby wewnętrznej i personalnej, stąd przeniesiony zostałem do Włodzimierza Wołyńskiego w charakterze komendanta Miasta, tu też zetknąłem się z organizacjami społecznymi  w których brałem żywy udział.

8 czerwca 1921 r. zostałem przeniesiony do Szefostwa Intendentury w Lublinie w szarży kapitana, pełniąc prace biurowe. Podczas pobytu w  Lublinie uczęszczałem w charakterze zwyczajnego słuchacza na Uniwersytecie w Lublinie, studjując prawo i nauki społeczno-ekonomiczne.

W dniu 1 sierpnia 1922 roku zwolniono mnie na własną prośbę  do rezerwy, to celem zajęcia się gospodarstwem rolnem mej żony w Modliborzycach.

Po dwumiesięcznym pobycie w rezerwie powołano mnie do  gdzie odbyłem roczne przeszkolenie Radjotelegraficzne w Zegrzu i Benjaminowie. Dziennikiem personalnym M. S. Wojsk. Nr: 67/23 z dniem 30 października 1923 zostałem zwolniony do rezerwy. Dnia 21 grudnia 1924 r. pracowałem jako nauczyciel gimnazjum w Janowie Lub. poczem powróciłem na gospodarstwo w Modliborzycach.

W styczniu 1925 r. zostałem nauczycielem szkoły powszechnej w Modliborzycach, a w maju tegoż roku zostałem komendantem Straży  Pożarnej tamże.                                          W Majdanie Modliborzyckim założyłem Koło Młodzieży Wiejskiej i kursy wieczorowe, które prowadziłem przez trzy lata. W roku 1926 byłem współzałożycielem Związku Okręgowego w Kraśniku, gdzie dotąd jestem członkiem.                                                              Od lipca 1928 r. jestem naczelnikiem rejonowym. W samorządzie pracuję od lat trzech, a mianowicie jako: Członek Rady Gminnej, Przewodniczący Kom. Rew. Rady, członek kom. rew. Sejmiku Powiatowego oraz członek kom. rew. Wojewódzkiej do spraw wodnych.

Modliborzyce, dnia 11. Sierpnia 1932.

Mianowania oficerskie:

– podchorąży – 25 grudzień 1916 rok.

– podporucznik – 1 luty 1918 rok.

– kapitan – 17 kwietnia 1921 rok.

Odznaczenia wojskowe austriacko-węgierskie:

Medal Walecznych srebrny II klasy, brązowy Krzyż Karola.

Odznaczenia wojskowe austriacko-węgierskie:

Medal Walecznych srebrny II klasy, brązowy Krzyż Karola.

Odznaczenia w II Rzeczypospolitej

Medal Niepodległości – 24 października 1932 roku[5].

Hieronim umiera 9 lutego 1943 roku w obozie jenieckim w wieku 50 lat. Jego grób nr 454 znajduje się na małym cmentarzu wojennym w Hammerstein – Czarne w pow. Człuchowski, woj. pomorskie. Pod koniec marca 1943 roku żona Maria Maciurzyńska otrzymuje zawiadomienie o śmierci Kpt. Hieronima Maciurzyńskiego.

 

Z pośród trzech braci jedynie Hieronim uhonorowany został Medalem Niepodległości.

 

[1] Świadkami wieśniacy: Stręciwilk, Jarosz, Małek, b. nadleśniczy ordyn. Zamojskich p. Mieszkowski, z Frampola Józef Filipowicz.

[2] Zamieszczone w piśmie „Wspólna Praca” poświęconego sprawom Ziemi Łomżyńskiej w nr  8-11 z 1925 roku.

[3] Naczelny Komitet Narodowy.

[4] Załoźce – osiedle typu miejskiego w obwodzie tarnopolskim, w rejonie zborowskim Ukrainy, leżące nad Seretem.

[5] Monitor Polski nr 245 poz. 270 z 1932. http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r968889003464,MACIURZYNSKI-HIERONIM.html

Członkowie P.O.W. z Frampola cz. IV.

Członkowie P.O.W. z Frampola cz. IV.

W tej części przedstawiam kolejnych dziesięciu członków P.O.W. z Frampola, którzy ubiegali się o Krzyż Niepodległości, bądź o wyróżnienie  Medalem Niepodległości, prośby te kończyły się różnie. Będę się starał w miarę możliwości uzupełniać informacje o osobach, gdy uzyskam zdjęcie, bądź informacje, które przybliży nam sylwetkę danej osoby. Niestety ludzie nie są zbyt chętni, aby poszukać pamiątek po swoich przodkach, które często zostały bezmyślnie zniszczone, „bo po co mi stare szpargały”.

 

Jasielski Stanisław[1]

1886 –

 

Do Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości w Warszawie

Jasielski Stanisław s Franciszka  zam. we Frampolu pow. Biłgoraj

Prośba

Uprzejmie proszę o łaskawe przyznanie  mi Krzyża lub Medalu Niepodległości za moją działalność niepodległościową w latach 1904-6 r. Urodziłem się w miesiącu maju 1885 roku we Frampolu, gdzie ukończyłem miejscową szkołę powszechna, a następnie nauczyłem się tkactwa i rolnictwa , co
i obecnie jest moim zawodem . W roku 1904 wstąpiłem do Tajnej Organizacji Niepodległościowej – Koła Młodzieży, założonej przez Moskalewskiego Stanisława, późniejszego wojewodę Lubelskiego. Kierownikiem oddziału we Frampolu był Leon Maciurzyński, którego oświadczenie załączam pdo niniejszym. Zebrania i zbiórki , które odbywały się potajemnie w lasach, na cmentarzu lub prywatnych domach, przyjeżdżali prelegenci, którzy uczyli nas bezinteresownie miłości do ojczyzny, mówili o chlubnej przeszłości  Narodu Polskiego, o triumfach oręża polskiego, o wielkich wodzach naszego Narodu i zagrzewali do walki na śmierć i życie z nienawistnym zaborcą. Na zebrania i zbiórki uczęszczałem regularnie, posłusznie spełniałem polecenia władz, gdzie zaszła potrzeba – stawałem gotów na wezwanie i przygotowany na wszelkie poświecenia , gdyby tego wymagała władza organizacji. Brałem udział w akcjach terrorystycznych przeciw zaborcy. Na polecenie zwierzchnich władz organizacyjnych zaagitowaliśmy obywateli z całej gminy i zwołali zebranie gminne, na którym przeprowadziliśmy uchwałę, że urzędowanie ma się odtąd odbywać w języku polskim. Protokół tego zgromadzenia został sporządzony  w języku polskim i przesłany naczelnikowi powiatu. Za to spotkała nas represja ze strony władz zaborczych. Wiarygodność  wyżej przytoczonych faktów stwierdzam własnoręcznym podpisem. Stanisław Jasielski Frampol 30.12. 1938 r.

Wiarygodność wyżej przytoczonych faktów my członkowie Organizacji Niepodległościowej w latach 1904-6 własnoręcznymi podpisami stwierdzamy:

 Władysław Miazga,   Paulin Jasiński.  Własnoręczność podpisów w/w stwierdza Wójt  Gminy Frampol Jan Dziuba  Frampol 31.12.1938

  1. Załącznik.

   Oświadczenie .

Ja niżej podpisany Leon Maciurzyński, mający obecnie lat 50,zamiesz­kały w Zamościu przy
ul. Piłsudskiego 45,wiedząc że za fałszywe zeznanie grozi mi odpowiedzialność osobista, oświadczam co następuje:

W latach 1904 – 1906 byłem członkiem i kierownikiem tajnej organi­zacji, koła młodzieży niepodległościowej, która powstała z inicjatywy śp. Stanisława Moskalewskiego we Frampolu, obecnie powiatu biłgorajskiego, a podówczas powiatu zamojskiego.

Do wyżej wymienionej organizacji należał p. Stanisław Jasielski, obec­nie mający lat 52. Na wszystkie zebrania, odczyty i pogadanki regularnie uczęszczał oraz zawsze brał udział w działalności terrorystycznej przeciw moskalom, nakazanej przez władze organizacji.

Dnia 4 listopada 1906 r. puściłem Frampol i organizację, zmuszony do ucieczki zagranicę.

Zamość dnia 10 listopada 1937 roku.                                       Podpisał Leon Maciurzyński

Własnoręczność podpisu p. Leona Maciurzyńskiego zaświadczył w Zamościu 2 grudnia 1937 roku Burmistrz Zamościa podpis nieczytelny. Pieczęć Miasta Zamościa.

Odrzucono na posiedzeniu Komitetu 21.06.1938,  prot.  129.

 

 

Jasiński Bolesław [2]  PS. „Sęp”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1899 -1943

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Urodziłem się dnia 4 grudnia 1899 roku we Frampolu powiatu Biłgorajskiego, jestem wyznania rzymsko-katolickiego.  Młodzieńcze lata spędziłem pod opieką rodziców. Później uczęszczałem do szkoły powszechnej–rosyjskiej, którą ukończyłem w roku 1913, a po ukończeniu szkoły zacząłem jako nieletni chłopiec terminować, jako ślusarz u swojego ojca. Którą, to pracę obecnie uważam za środek utrzymania rodziny, gdyż obecnie jestem ślusarzem.

W miesiącu marcu 1916 roku wstąpiłem do POW we Frampolu, gdzie pełniłem funkcję sekcyjnego. Wszelkie manewry i ćwiczenia odbywałem sumiennie, za,  co niejednokrotnie byłem ścigany przez Żandarmów Austriackich. Brałem czynny udział w proteście Brzeskim, rozbrojeniu okupantów oraz manewrach pod Szperówką, Zwierzyńcem i Gorajcem. W dniu 4 listopada 1918 roku z rozkazu Komendy POW wstąpiłem do Wojska Polskiego mając na względzie ideę Marszałka Piłsudskiego, ażeby wskrzesić Ojczyznę . Zostałem przydzielony tymczasowo do Żandarmerii w Zamościu,
a podczas buntu żołnierzy, którzy zostali zorganizowani jako „Czerwona Gwardia” w grudniu 1918 roku zostałem tamże , jako wierny żołnierz odrodzonej ojczyzny. W miesiącu maju 1919 roku przeniesiono mnie do 3 plutonu żandarmerii frontowej – 2-giej Armii. W styczniu (1920) ukończyłem miesięczny kurs Żandarmerii w Rokitnie na Wołyniu. W kwietniu 1920 roku przeszedłem kampanię bolszewicką przy obronie Kijowa, jako czynny żołnierz. Dnia 8 kwietnia 1921 roku wcielony zostałem do 12 pułku Ułanów Podolskich i pracowałem jako kancelista do dnia 28 sierpnia 1921 roku. W 1923 roku odbyłem 10-cio tygodniowy ćwiczenia wojskowe w PKU Biłgoraj. Rozkaz M.S. Wojskowych L. 5529/23. W miesiącu maju 1926 roku wyjechałem w celu zarobkowania do Francji, pracując jako ślusarz w fabrykach. Obecnie jestem żonaty z Apolonią Wojcieszyńską- Jasińską. W dniu 30 stycznia 1936 roku zostałem usunięty z Francji z powodu nieprzyznania „pracy karty” i jestem bezrobotny, a zamieszkuję w Warszawie Tamka 27 m 20. Podpis Bolesław Jasiński.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:                      Miazga Stanisław, Chodaczyński Stanisław, Kłos Józef .

Bolesław był odznaczony Medalem za Wojnę.                                                                              Zarządzeniem Prezydenta Rzeczpospolitej z dnia 5 sierpnia 1937 ogłoszonym w Monitorze Polskim Nr 178 z 6 sierpnia 1937 r poz.  249. Przyznano Bolesławowi Jasińskiemu Medal Niepodległości[3].

 

 

 Jasiński Paulin.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1879 – 1940

Do Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości

w Warszawie Al. Ujazdowskie 1.

Jasiński Paulin s Antoniego

zam. we Frampolu pow. Biłgorajskiego.

Prośba

Niniejszym proszę łaskawie o przyznanie mi odznaczenia za moją pracę Niepodległościową w latach 1904-6 r.

Urodziłem się we Frampolu w m-cu marcu 1879 roku. Ukończyłem miejscową szkołę powszechną,
a następnie nauczyłem się kowalstwa i już od młodych pracowałem w tym zawodzie. W roku 1904 wstąpiłem we Frampolu jako członek zaprzysiężony do  tajnej Organizacji Niepodległościowej założonej przez p. Moskalewskiego Stanisława ówczesnego pracownika Ordynacji Zamojskiej, a później Wojewodę Lubelskiego. Praca w tej organizacji biegła w dwóch kierunkach:

1. Uświadamianie narodowe i wykuwanie silnych charakterów, z oddaniem życia i mienia walczyły o wolność uciemiężonego narodu,                                                                      2. Robota sabotażowa i stałe nękanie nienawistnego zaborcy.

Działalnością tej organizacji kierowali: p. Moskalewski Stanisław i  p. Kwiatkowski, który po odzyskaniu Niepodległości był inspektorem Wojewódzkim P.Z.U.W. w Lublinie, a obecnie zdaję się piastuje ten sam urząd w Brześciu n. Bugiem.

Zebrania konspiracyjne odbywały się w lasach, bądź to na cmentarzu grzebalnym lub w prywatnych domach. Kierownikiem oddziału we Frampolu był Leon Maciurzyński, obecnie zamieszkały w Zamościu przy ul. Piłsudskiego 45. Na zebraniach panowie Moskalewski, Kwiatkowski i inni wygłaszali odczyty o wielkich wodzach polskich, o świetnych dziejach Narodu Polskiego, wpajając w nas dumę narodową urabiając nas na silnych, odważnych i gotowych na wszelkie poświecenia, by zrzucić jarzmo niewoli. Gdy w 1904 r. otrzymaliśmy polecenie zwierzchnich władz organizacyjnych, że chwila jest ważna, że trzeba przygotować się do możliwego objęcia władzy w swe ręce przeprowadziliśmy w swej organizacji zebranie przedwyborcze, na którym przydzielono poszczególne funkcje urzędowe osobom z pośród członków organizacji, a następnie za naszą agitację odbyło się jawne zebranie gminne, na którym przeprowadziliśmy wybory funkcjonariuszów zarządu gminnego jak: – wójta, sekretarza, sołtysów i innych i przeprowadziliśmy uchwałę, że urzędowanie ma się odbywać w języku polskim. Protokół z tegoż zebrania został sporządzony w j. polskim i załączony do akt uchwał zebrań gminnych. Ten śmiały czyn spotkał się z represją zaborcy, bo do miasteczka naszego wtargnęła „sotnia” kozaków wraz z naczelnikiem powiatu, chcąc nas pod grozą szabel i dzid zmusić do zrzeczenia się tej uchwały. Myśmy jednak twardo stali przy swoi. Naczelnik powiatu uchylił naszą uchwałę, to my wnieśliśmy odwołanie od jego decyzji do gubernatora i przedłożyliśmy naczelnikowi dowód urzędu pocztowego o wniesieniu odwołania do gubernatora, naczelnik pieniąc się ze złości i odgrażając odjechał, jak niepyszny, ze swoimi „mołojcami”. Chcąc podnieść naród na duchu i zamanifestować, że władza rosyjska jest dla nas nienawistna i że jej nie chcemy już widzieć, zamalowałem wraz z Erazmem Miazgą (obecnie zamieszkałego we Frampolu pow. Biłgoraj) w nocy tego dnia , w którym odbywało się powyższe zebranie gminne, tablicę wójta napisaną w języku rosyjskim i kilka innych napisów rosyjskich. Zawsze brałem czynny udział w pracy organizacji, uczęszczałem punktualnie na wszystkie zebrania i zbiórki, wykonywałem posłusznie zlecenia władz organizacyjnych, czy to jako roznosiciel pism i broszur politycznych, jak „Polak”, „Ziemia Chełmska” i innych, czy to w pracy sabotażowej biorąc udział. W chwilach gorących zawsze byłem czynny i gotów na wszystko. Prawdziwość podanych faktów stwierdzam własnoręcznym podpisem. Paulin Jasiński Frampol dn. 28.XII.1937.

My niżej podpisani ,jako członkowie tajnej Organizacji Niepodległościowej w latach 1904-6, własnoręcznym podpisem stwierdzamy wiarygodność wyżej przytoczonych faktów.

Józef Filipowicz, Władysław Miazga, Adam Filipowicz, Leonard Kras, Aleksander Śliwiński. Własnoręczność podpisów potwierdził Wójt Gminy Frampol Jan Dziuba. 29.XII.1937 r.

Adnotacja na podaniu:  „ Brak podstaw.”

 

 Kapica Jan PS. „Zapora”.

1897 – 1979

Zamieszkały we Frampolu ul. Orzechowa.

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo – niepodległościowej:

Urodziłem się dnia 16 czerwca 1897 r. w osadzie Frampol powiatu Biłgorajskiego woj. Lubelskiego. Dziecięce lata spędziłem pod troskliwą opieką rodziców, zaś później uczęszczałem do szkoły powszechnej, a po ukończeniu 4-ch oddziałów szkoły rosyjskiej pomagałem rodzicom
w gospodarstwie rolnym, mając lat około 20 wstąpiłem do organizacji powstałej na terenie naszego miasteczka, która miała nazwę POW z dniem 20 sierpnia 1916 r. stałem się czynnym członkiem po zaprzysiężeniu.  Wszelkie ćwiczenia, zbiórki odbywałem sumiennie, rozkazy były dla mnie wielką tajemnicą niezdradzającą. Dokładałem wszelkich sił nie szczędząc swojej pracy, gdyż Komendant stale mówił, że chwila przybliża się i Ojczyzna nasza odzyska wolność.  Legioniści i peowiacy są braćmi
i swoją tężyzną zwyciężą ciemiężców.

Brałem czynny udział w manewrach pod Gorajem, pod Szperówką koło Zamościa i w Zwierzyńcu nad Wieprzem, gdzie zaprzysiężeni zostaliśmy, że nie będziemy szczędzić sił do odzyskania Ojczyzny. Brałem czynny udział w „Proteście Brzeskim” i rozbrojeniu okupantów. Po rozbrojeniu Austriaków wstąpiłem do wojska 15 maja 1919 roku, trochę za późno, a to dla tego, że w październiku 1918 roku ojciec zmarł i ja zostałem opiekunem w gospodarce, gdyż jeden brat zginął na wojnie rosyjskiej, drugi był za granicą, a w domu pozostały dwie siostry, a jak tylko gospodarstwo uregulowałem natychmiast wstąpiłem do wojska i odbyłem służbę w wojsku do dnia 5 maja 1921 roku.  Pomijam drogę służbową, dla tego, że termin jest bardzo krótki i proszę Komitet o przedstawienie mnie do odznaczenia zaś wszelkie dowody Powiatowe Koło w Biłgoraju przesłało do zweryfikowania do Okręgu w Lublinie. Podpisał Jan Kapica

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Andrzej Oszust, Paulin Dudek, Stanisław Chodaczyński, Józef Karczmarzyk, Bernard Dudek, Franciszek Oszust, Ludwik Witold, Stanisław Oszust s. Mateusza, Stanisław Oszust s. Antoniego wszyscy z Frampola i Józef Wydrych –Warszawa sierżant.

Odrzucono na posiedzeniu Komisji z dn. 25 czerwca 1938, protokół z posiedzenia nr 130.

 

Karczmarzyk Józef[4] PS. „ Sikora”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1895 – 1977

Frampol u ul. Szkolna 16

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Urodziłem się 22 października 1895 roku we Frampolu. Lata dziecięce spędziłem pod opieką rodziców. Ukończyłem szkołę powszechną rosyjską. Po ukończeniu szkoły pracowałem na roli u rodziców, a później zająłem się pracą samodzielnie, to jest gontarstwem. W dniu 16 stycznia 1916 roku wstąpiłem do P.O.W.  we Frampolu, byłem uciekinierem z armii rosyjskiej. Wszelkie ćwiczenia, rozkazy i polecenia wypełniałem sumiennie, odbywałem manewry pod Szperówką, Zwierzyńcem i pod Gorajem. Brałem czynny udział we wszystkich manifestacjach przeciwko okupantowi, jak również udział w   rozbrojeniu okupantów, a po rozbrojeniu okupantów w dniu 3 listopada 1918 roku wstąpiłem jako ochotnik  do tworzącej  się Armii Polskiej i zostałem przydzielony do Żandarmerii Polowej Okręg Lubelski II. Skąd po ukończeniu wojny w roku 1921 w m-cu marcu zostałem zwolniony. Obecnie pracuję społecznie według ideologii Marszałka Piłsudskiego.

Przysięgę peowiacką składał na ręce Miazgi  Józefa, który był jego bezpośrednim przełożonym.
W P.O.W. pełnił funkcję sekcyjnego. W walkach w lutym 1920 roku pod Koziatyczem i ofensywie Kijowskiej był ranny.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej: Miazga Stanisław, Oszust Andrzej, Miazga Józef.

Medal  Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu w dniu 22 lutego 1937 roku protokół 117 str. 25

Zarządzeniem Prezydenta Rzeplitej z  5 sierpnia 1938 roku ogłoszone  MP Nr 178, poz. 249 z dnia 6 sierpnia 1937 roku[5].

 

 

Kłos Tadeusz[6] ps. „Tkacz”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1899- 1989

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Urodziłem się 30 grudnia 1899 roku we Frampolu. W roku 1912 ukończyłem szkołę powszechną we Frampolu. Po ukończeniu szkoły pomagałem rodzicom koło gospodarstwa oraz uczyłem się bednarstwa, które prowadził ojciec. W styczniu 1916 r. wstąpiłem do POW we Frampolu i brałem udział na zbiórkach, ćwiczeniach i manewrach. Rozumiejąc ideę Marszałka pracowałem i uświadamiałem kolegów, których wreszcie namówiłem  do wstąpienia do POW. Jednocześnie w roku 1915 wstąpiłem do Straży  Ochotniczej Pożarnej we Frampolu. Brałem udział  życiu społecznym naszego miasteczka. Występowałem niejednokrotnie jako aktor w amatorskich przedstawieniach. W dniu 4 listopada wstąpiłem do Wojska Polskiego do 35 pp.  Kompania Szturmowa w Zamościu skąpo kilku dniach wyruszyliśmy na front ukraiński. Włodzimierz, Sokal, Waręż  itd. W marcu 1919 r. przydzielony zostałem Żandarmerii Etapowej I Dywizjon w Warszawie, w którym byłem do 10.10.1921 r., skąd zostałem rozkazem WS Wojskowych 1632/56 pkt. I. 12000/0 dr B zdemobilizowany. Po powrocie z wojska wstąpiłem powrotem do Ochotniczej Straży Pożarnej we Frampolu, z której w kwietniu 1935 r. wystąpiłem jako zastępca  Naczelnika Straży. Od maja 1935 roku do chwili obecnej pracuję w Spółdzielni Spożywców we Frampolu jako prezes Zarządu.

Podpis Kłos Tadeusz

Dowódcy: Miazga Józef i Sitarz obecnie w Lublinie

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić działalność niepodległościową:                                      Miazga Józef i Miazga Stanisław z Frampola.

Medal Niepodległości przyznany Zarządzeniem Prezydenta Rzplitej z dnia 5 sierpnia 1937 roku ogłoszone w MP nr 178 z 6 sierpnia 1937 r. Poz. 249[7].

 

Kowalik Antoni[8] PS. „Lewkonia”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1899 – 1968

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Urodziłem się dnia 14 stycznia 1899 roku we Frampolu, do 8 lat wychowywałem się pod opieką rodziców. W ósmym roku życia zacząłem uczęszczać do szkoły powszechnej we Frampolu, a po ukończeniu takowej rodzice oddali mnie do gimnazjum państwa rosyjskiego w Lublinie, w którym to gimnazjum ukończyłem 4 klasy. W roku 1914 wybuchła wojna Europejska- przepauzowałem 1 rok  i wstąpiłem do gimnazjum realnego w Leżajsku w roku 1915. Na początku roku 1916 założyłem P.O.W. w Leżajsku  rozwijając  tej organizacji na powiat Łańcut, równocześnie będąc Komendantem, zbrojnie występowałem przeciwko ciemiężcom- okupantom, byłem prześladowany i aresztowany przez żandarmów austryjackich, a przeważnie czyniąc manifestacje w proteście układu Brzeskiego. Zawieszając jako uczeń 6 klasy gimnazjum. Wianki wolności na krzyżach powstańców, gdzie byłem wyśledzony i przypilnowany przez żandarmów. Musiałem zwijać naukę i swoją działalność oddając chwilowo zastępstwo sierżantowi Legionów Polskich Mazuszakowi Komendę – meldując o tem b. pułkownikowi, a obecnie Inspektorowi Armii Polskiej Rydzowi-Śmigłemu w Krakowie. Rok 1918 styczeń lub luty działalność moja  jest połączona Leżajsk, Łańcut , Frampol, Kraków. Kształcąc się w Krakowie, a stale dojeżdżałem do swych , przeze nie założonych placówek. Wydając rozkazy oraz siejąc otuchę, że już chwila , a my będziemy wolni. Nastał dzień, dzień 1 listopada 1918 roku w Krakowie- rozszerzając działalność z kolegami biorę czynny udział w rozbrajaniu. 6 listopada wstępuję do 2 p szwoleżerów w Zakrzówku pod Krakowem, odjeżdżam do Cieszyna biorę udział w wojnie przeciwko  Czechom pod Skoczowem. Później na froncie bolszewickim. W między czasie organizuję też inne związki. W dniu 20 rudnia 1920 roku zostaję zwolniony przez D.O.  Gen Lublin i RKU Zamość do domu.

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej::                      – Marian Ordyczyński inżynier kolei we Lwowie ul. Dekerta 10,                                                – Krawczyk Aleksander wieś Zemborzyce pow.  Lublin,                                                                 – Kwieciński Zygmunt Biała Podlaska,                                                                                              – Barcz Józef Leżajsk pow. Łańcut.

Okręgowa Komisja Odznaczeniowa Związku Peowiaków w Lublinie stawia wniosek o nadanie Krzyża Niepodległości Lublin 24 październik 1936.

Zarząd Okręgu Związku Peowiaków w Lublinie do wniosku kręgowej Komisji przychyla się  26 października 1936 roku Prezes St. Lelek.[9].  Monitor Polski nr 140/1938.

 

 

Kowalik Jan PS. „Zygmunt”.

Jan Kowalik

1903 – 1976

Frampol ul. Janowska

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Urodziłem się dnia 2 sierpnia 1903 roku we Frampolu powiatu obecnie biłgorajskiego, młodociane lata spędziłem pod opieką rodziców , zaś później uczęszczałem do szkoły powszechnej , a po ukończeniu takowej rodzice mnie oddali do gimnazjum w Janowie Lubelskim. Rok 1914 przerwał moje kształcenie i oddałem się do gimnazjum w Leżajsku pow. Łańcut . Tam zawiązało się P.O.W. , do którego wstąpiłem z ochoczej swojej woli i za po przysiędze zostałem przyjęty, jako czynny członek
w dniu 1 stycznia 1917 roku, w którym to związku byłem bardzo czynny, chociaż Austriacy przeszkadzali. Pod komendą miejscową byłem bardzo posłuszny, rozkazy wszelkie wypełniałem  bez jakiego bądź szemrania. Zbiórki ćwiczebne w zimnych dołach w szurajowskich? dołach i pod wsią Jelną?, były dla mnie, nie książki szkolne, a ćwiczenia. Kiedy wypadły różne manifestacje nie kryłem się z tym, a stawałem obok córki Peowiaków, biorąc czynny udział w Proteście Brzeski, w rozbrojeniu okupantów, a poprzednio w uwolnieniu pozbawionych wolności naszych legionistów, z którymi wspólnie pracowałem. Dziś, kiedy moja weryfikacja została uwzględniona przez okręg Lwowski , jednak pomijam drogę służbową i nadmieniam, że służbę wojskową, jako ochotnik w lipcu 1920 roku odbywałem w Borowie wart w Lublinie i zgłoszenie swoje w dowództwie złożyłem , aby mnie wysłano na front, gdzie zostałem wysłany, jednak choroba bezlitosna nie pozwoliła mi i odesłano mnie do szpitala, otrzymując kat.”D”. W roku 1918 nie wstąpiłem do wojska w myśl rozkazu Marszałka Józefa Piłsudskiego – ze ucząca się młodzież – zwolniona od obowiązku służby w Wojsku, ale nadszedł czas , to nie patrzyłem na swoje zdrowie i pierś swoją oddałem Ojczyźnie.

 Podpisał Jan Kowalik

Świadkowie, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej: –

 Józef Wydrych-Warszawa, Bolesław Jasiński – Warszawa, Stanisław Maciurzyński – Frampol, Marian Ordyczyński – Lwów, Zygmunt Kwieciński – Białystok, Józef Baucz – Leżajsk, Kazimierz Baucz – Leżajsk, Antoni Dziadecki – Leżajsk.

Brak informacji czy otrzymał Medal Niepodległości.     Adnotacja: -Brak dokumentów.

 

Ks. Krawczyk Aleksander[10]  PS. „Czarnecki”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1902 – 1961

 Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Urodziłem  się we Frampolu pow. Biłgorajskim dnia 22 lutego 1902 roku. Lata dziecięce w domu u rodziców, skąd  doszedłem do wieku szkolnego uczęszczałem do rosyjskiej szkoły powszechnej we Frampolu. Po skończeniu szkoły powszechnej mając lat 10 rozpocząłem naukę w szkołach średnich tj. gimnazjum rosyjskim w Krasnymstawie i  Janowie Lubelskim. Podczas wojny w roku 1915 – gimnazjum w Janowie było nieczynne, a nie chcąc tracić sobie roku przeniosłem się do gimnazjum w Leżajsku. Jako uczeń  6-tej klasy należałem już do organizacji wojskowej POW. W roku 1917, kiedy władze zaborcze niemieckie uwięziły Komendanta Józefa Piłsudskiego i internowały Legionistów, a między innymi i naszych kolegów starszych wtrąciły do więzienia, by stąd wywieźć ich do  …….brałem czynny udział, rozwalając kilofem więzienie w Leżajsku  celem uwolnienia ich. W roku 1918 brałem również czynny udział w rozbrajaniu okupantów. W roku 1920, gdy Ojczyzna była zagrożona przez bolszewików, zaciągnąłem się do  Jazdy  Jaworskiego – I pułk Ułanów Wołyńskich(obecnie 19 p. ułanów
w Zamościu), gdzie do grudnia 1920 r. na terenach począwszy od Kocka, Międzyrzeca- Brody, aż do Wołynia w szeregach Jazdy Jaworskiego uporałem się z najeźdźcą. Po odparciu bolszewików i  wyjściu Okólnika Ministra R. i O.P. o zwolnieniu uczniów, wróciłem  tym razem do gimnazjum w Zamościu, skąd wstąpiłem do Wyższego Seminarium Duchownego w Lublinie. Po skończeniu którego pracowałem na placówkach duszpasterskich w Piaskach, Krasnobrodzie, Zamościu, a obecnie od czterech lat , jako proboszcz w parafii  Zemborzyce k/Lublina.

Podpisał: Ks. Aleksander Krawczyk

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 21.06.1938.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 27.06.1938 w MP nr 177, poz.323[11].

 

 

Łaźniak Władysław

1885 –

Odrzucono                                                                                                                                           na posiedzeniu Komitetu z dn. 21.06.1938 r.                                                                                protokół posiedzenia 129.

Do Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości                                                                                  w Warszawie Al. Ujazdowskie 1.

Władysława Łaźniaka syna Władysława                                                                              zamieszkały we Frampolu, pow. Biłgoraj

Prośba

Niniejszym proszę uprzejmie o łaskawe przyznanie mi Krzyża Niepodległości za moją pracę niepodległościową. Urodziłem się we Frampolu dnia 8 września 1885 roku, z ojca Władysława i Karoliny z Oszustów. Ukończyłem szkołę powszechną we Frampolu, a następnie nauczyłem się u ojca tkactwa i pracowałem jako chałupnik. W roku 1904 została założona we Frampolu tajna organizacja niepodległościowa Koło Młodzieży, której kierownikiem był Leon Maciurzyński. Wstąpiłem do tej organizacji i byłem czynnym jej członkiem, uczęszczałem punktualnie na wszystkie zbiórki i odczyty, które mieliśmy  lesie, na cmentarzu i prywatnych domach, gdzie przyjeżdżał do nas p. Moskalewski Stanisław  i nieznani nam panowie, wygłaszając nam odczyty o konieczności wyrwania Polski z niewoli, mówili o niektórych wielkich wodzach Naszego Narodu, Batory, Czarnieckim, Kościuszce, o Wodzach Powstania. Postanowiłem być dobrym synem uciemiężonej Ojczyzny.                                                                                          Wszelkie rozkazy dane mi  wykorzystywałem gorliwie i sumiennie. Roznosiłem po wsiach różne broszury i gazety, które były kolportowane przez Maciurzyńskiego z (Galicji) Małopolski, jak „Polak” oraz miejscowa „Ziemia Chełmska”, „Ziemia Zamojska”. Usuwałem wszelkie urzędowe napisy rosyjskie, zniszczyłem orła rosyjskiego na szkole i pomnik cara Aleksandra III-go. Rosyjskiego pułkownika emerytowanego, który mieszkał we Frampolu i prześladował nas postanowiłem na rozkaz zgładzić go ze świata, jednak zamach na niego nie udał mi  się, gdyż strzelając do niego chybiłem. Prócz tego pomagałem oddziałowi z Biłgoraja rozbić pocztę rosyjską na drodze Biłgoraj – Zwierzyniec. Mając tyle na sobie „Grzechów” w roku 1906 zostałem wezwany na posterunek we Frampolu, gdzie przyjechał naczelnik Ujezda i żandarmi na śledztwo, gdzie łagodnie wypytywano Mie, czy we Frampolu jest jaka organizacja, czy przyjeżdża kto z obcych Panów do Frampola, powiedziałem, że o niczym nie wiem, ale, że mogę się dowiedzieć, bo zdaje mi się, że coś jest takiego we Frampolu. Widząc, że jestem biedny dali mi nagrodę i kazali mi, abym tych, co się zbierają, Panów zawołał.
Ja wtedy rozumiejąc, jakie nie i współpracownikom grozi niebezpieczeństwo uwiadomiłem ich o tym, a sam przez noc dałem drapaka do Galicji ( od nas było 20 km do granicy), gdy rano szukali mnie żandarmi  w domu, ja już byłem w Galicji, gdzie pracowałem jako robotnik, wreszcie wyjechałem do Niemiec, byłem w Hamburgu, Bremen i w Lotaryngii, gdzie pracowałem w fabrykach i pomagałem rodzicom, gdyż byli biedni. Dnia 15 stycznia 1919 roku powróciłem do  Niepodległej Ojczyzny, odwiedziłem Wojewodę Moskalewskiego w Lublinie postanowiłem wstąpić do wojska Polskiego, lecz nie zostałem przyjęty, gdyż stwierdzono u mnie zły stan zdrowia i „zagęszczenie płuc” .  Od 1919 roku mieszkam we Frampolu. Na poparcie powyższego przedkłada oświadczenie p. Leona Maciurzyńskiego i prawdziwość zapodanych faktów stwierdzam swoim podpisem. 1 załącznik (oświadczenie). Łaźniak Władysław. Frampol  dnia 22 . XII.1937 r.

My niżej podpisani członkowie tajnej organizacji koła Młodzieży Niepodległościowej we Frampolu niniejszym stwierdzamy wiarygodność niniejszego pisma : Józef Filipowicz, Władysław Miazga. Własnoręczność podpisów zaświadczył Wójt Gminy Frampol Jan Dziuba. Os. Frampol 29.XII.1937.

Oświadczenie.

Ja niżej podpisany Leon Maciurzyński, zamieszkały obecnie w Zamościu, przy ulicy Piłsudskiego 45,mający obecnie lat 5o,wiedząc że za fałszywe zeznanie grozi mi odpowiedzialność osobista, oświadczam co następuje:

W latach 1904- 1906 byłem członkiem i kierownikiem organizacji tajnej. koła młodzieży niepodległościowej, która powstała z inicjatywy śp. Stanisława Moskalewskiego we Frampolu, powiatu obecnie biłgorajskiego, a podów­czas powiatu zamojski ego. Do powyżej wspomnianej organizacji należał p. Władysław Łaźniak, obecnie mający lat 51 i zamieszkały we Frampolu .Regularnie uczęszczał na zebrania, na których były wygłaszane odczyty o dawnej Polsce, wielkich wodzach i świetnej przeszłości narodu. Kiedy władze organizacji przysłały rozkaz usunięcia rosyjskich napisów w całem miasteczku, Władysław Łaźniak jak najgorliwiej pracował i z narażeniem życia stracił największy szyld i najmocniej przymocowany na dachu szkoły powszechnej, oraz wiele innych. Wielokrotnie były usuwane rosyjskie napisy w całem mieście i bite ok­na rosyjskim urzędnikom, oraz polskim ugodowcom. W czynnościach tych Władysław Łaźniak zawsze był owocnie czynny.

Dnia 4 listopada 1906 r. opuściłem Frampol i organizację, zmuszony uciekać za zagranicę. Zamość dnia 10 listopada 1937 roku. Podpis Leon Maciurzyński potwierdzony przez Burmistrza Miasta Zamościa.

 

[1] Syn Franciszka i Marianny  z Oszustowiczów urodzony 9/21 lutego 1886 roku we Frampolu.

[2] Jasiński Bolesław urodził się 22.XI/4.12. 1899 r. , był synem Marcina i Bronisławy z Dubielów małżonków Jasińskich. Bronisława była siostra mojej babci Weroniki z Dubielów Wąskowej, a Marcin był bratem mojej prababci Zofii z Jasińskich Burlewiczowej żony Franciszka. Pochowany na Frampolskim cmentarzu.

[3] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r361022840191,JASINSKI-BOLESLAW.html

[4] Syn Franciszka i Marianny z Krawczyków małżonków Karczmarzyków urodził się 22.10.1895 roku.

[5] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r95596051706654,KARCZMARZYK-JOZEF.html

[6] Syn Jana i Barbary z Markich  małżonków Kłosów. Frampol ul. Ogrodowa.

[7] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r545010602,KLOS-TADEUSZ.html

[8] Syn Jana i Pauliny z Chorębałów  małżonków Kowalików. Frampol ul Przemysłowa 23.

[9] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r9253158073,KOWALIK-ANTONI.html

[10] Syn  Antoniego i Jadwigi z Miazgów.

[11] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r554671972,KRAWCZYK-ALEKSANDER.html

P.O.W. we Frampolu cz.III

Wielu członków, P.O.W. pochodzących z Frampola ubiegało się o uhonorowanie ich działalności w tej organizacji oraz ich wkładu w Odzyskanie Niepodległości przez naszą Ojczyznę. Wielu z pośród nich brało czynny udział w walkach z bolszewikami, jak również z Niemcami o utrzymanie przy Polsce jak największych terenów na Wielkopolsce i Górnym Śląsku.  Walczyli nie tylko orężem, ale prowadzili działalność agitacyjną wśród ludności, a w szczególności wśród młodzieży, aby wstępowała do wojska i broniła niezawisłości Odrodzonej Ojczyzny. Tak jak jest, to teraz, tak i było w tamtych czasach nie wszystkich działalność była doceniana. Często z nieznanych przyczyn, a może z tego powodu, że część osób związana była politycznie nie z tym obozem, który decydował o uhonorowaniu Krzyżem lub Medalem Niepodległości odznaczeń nie otrzymała. Czytając te materiały, które będę sukcesywnie przedstawiał, będziemy mogli wyrobić sobie własne zdanie na ten temat.

Jedne dokumenty, o nadanie Krzyża bądź Medalu Niepodległości dla osób, które ukończyły tylko szkołę powszechną sporządzane były przez osobę, która lepiej od nich umiała pisać, te są mniej ciekawe, bo zawierają mało faktów o działalności organizacji P.O.W. we Frampolu. Część peowiaków uczyła się w szkołach poza Frampolem, jak na przykład w Biłgoraju, Janowie Lubelskim, czy też Leżajsku, a niektórzy nawet studiowali. Z dokumentów tych ludzi możemy więcej dowiedzieć się o działalności ich osobiście, jak również o działalności całego P.O.W. Frampolskiego.  Opracowałem ten materiał po, to, aby ocalić od zapomnienia tych ludzi, którzy w większym bądź mniejszym stopniu przyczynili się odzyskania niepodległości i jej zachowania.

Nie wiem, czy opracowałem wszystkich członków P.O.W. z Frampola, bardzo chętnie uzupełnię ten materiał, jak uzyskam dodatkowe informacje o osobach, które jeszcze w P.O.W. działały. Aby przybliżyć sylwetki przedstawianych peowiaków uzupełniłem dokumenty o ich  zdjęcia, które mam w swoich zasobach.  Mam nadzieję, że Pan Zenon Baranowski z Janowa jeszcze jakieś dokumenty do opracowania mi podeśle. A może ktoś z Frampola ma jakieś wiadomości związane z tym tematem.

W dwóch poprzednich wpisach związanych z P.O.W. we Frampolu przedstawiłem materiał opracowany przez pana Augustyna Niderlę i  życiorys pana Zygmunta Strzeleckiego dołączony do jego materiałów związanych z ubieganiem się o nadanie Krzyża i Medalu Niepodległości. Obydwaj nie urodzili się we Frampolu, ale tutaj zamieszkiwali w pewnym okresie swego życia i tutaj działali na rzecz odzyskania Niepodległości.

Augustyn Niderla uhonorowany został Medalem Niepodległości, a Zygmuntowi Strzeleckiemu takiego wyróżnienia odmówiono. Na wniosku wpis: Brak podstaw 25157.

Chodaczyński Stanisław[1] PS. „Owies”

Chodaczyńscy

 1900 – 1978                                                                                                                

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo – niepodległościowej:

Po ukończeniu Szkoły ludowej pracowałem w zawodzie tkackim. Dnia 2 kwietnia 1917 roku wstąpiłem do POW we Frampolu, odrywając się od pracy spełniałem wszelkie obowiązki organizacyjne  w przygotowaniu się do służby wojskowej. Dnia 6 listopada 1918, z powstaniem Komendy Obwodu POW, jako ochotnik  wstąpiłem do wojska, do batalionu , który formował się  Zamościu. Z batalionu Zamojskiego zostałem przydzielony do 35 pp. Mającego swe miejsce postoju w Zamościu, zostałem z pierwszym batalionem tegoż pułku odesłany na granicę niemiecką pod Mysłowice. W miesiącu maju 1919 r. zostałem z temże batalionem odesłany na front bolszewicki, w Pruskie Błota i brałem udział we wszystkich wojnach z 1 batalionem 35 pp.- do ukończenia wojny. Po ukończeniu wojny zostałem bezterminowo urlopowany, jako jedyny żywiciel rodziny w miesiącu wrześniu 1921 roku. Podpisał : Stanisław Chodaczyński.

Zamieszkały we Frampolu ul. Wesoła 30.

Odznaczony „Krzyż Walecznych” nadany rozk. Nr 55. Dow.9 Dp. Nr  leg 37539. Odznaka frontowa za pobyt na froncie  od maja 1919 do października 1920. „Krzyż za Obronę Wilna

Nazwiska świadków, którzy mogą stwierdzić prawdziwość pracy niepodległościowej:

Franciszek Oszust s Teofila, Józef Siemczyk, Stanisław Oszust mieszkańcy Frampola.

Medal Niepodległości nadany Zarządzeniem Prezydenta Rzplitej. dnia 19 czerwca 1938 roku MP Nr 140, poz. 245[2].

Dudek  Bernard[3] ps. „Dąb”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1897- 1982

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Urodziłem się dnia 11 listopada1897 roku we Frampolu powiatu biłgorajskiego, młode lata spędziłem pod opieką rodziców. W 11 roku życia zacząłem uczęszczać do szkoły powszechnej rosyjskiej we Frampolu, gdzie ukończyłem jeden oddział,  później pomagałem ojcu na roli, jako najstarszy syn. W  roku 1917 wstąpiłem do POW, wszelkie ćwiczenia i rozkazy spełniałem uczciwie. Brałem czynny udział w proteście Brzeskim, w rozbrajaniu okupanta, a w dniu 4 listopada 1918 roku wstąpiłem do tworzącej się armii polskiej, w której przesłużyłem aż do 21 maja 1921 roku. Po zwolnieniu się z wojska pracuję na roli i zajmuję się tkactwem.

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 25.01.1937.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 24.04.1937 w MP nr 93, poz.128.

 

 Dudek Paulin [4]  PS. „Zagłoba”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1897 – 1986

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Urodziłem się w osadzie Frampol pow. Biłgorajskiego dnia 16 maja 1897 r. Dziecięce lata spędziłem w domu pod opieką rodziców. Mając 10 lat zacząłem uczęszczając do szkoły  powszechnej rosyjskiej we Frampolu, a po ukończeniu takowej nie mając funduszów na dalsze kształcenie się ze względu na niezamożność rodziców pomagałem rodzicom w domu, a mianowicie nawijałem cewki do robienia płótna na warsztacie ręcznym, z czasem nauczyłem się, więc obecnie to rzemiosło uprawiam.

W roku 1914 , kiedy rozpoczęła się wojna europejska odczułem instynkt wewnętrzny na przyszłość naszej Ojczyzny, która była w niewoli i z chwilą stworzenia się w naszym miasteczku organizacji POW wstąpiłem w czerwcu, a nawet  wcześniej w roku 1916 do tej, że  organizacji, ażeby być na przyszłość wyszkolonym żołnierzem, żadnych ćwiczeń nie opuściłem. Wszelkimi sposobami  starałem się być przeszkodą zaborcom, a mianowicie brałem czynny udział w manifestacjach, protestach, a ostatnio rozbrojeniu Austriaków. Po rozbrojeniu okupantów jako ochotnik wstąpiłem do tworzącej się armii Polskiej w dniu 6 listopada 1918 roku. Służyłem w 35 pp., później w Kompanii Stacji  Zbornej, a ostatnio w 45 pp. Skąd po układzie Ryskim i zakończeniu działań wojennych zostałem zwolniony, jako nienadający się do służby, do domu.

Świadkowie, którzy mogą poświadczyć prawdziwość  pracy niepodległościowej:

– Kłos Tadeusz, Miazga Lucjan, Miazga Józef, Wąsek Bolesław i wielu innych.

Wniosek o nadanie Krzyża Niepodległości pozytywnie zaopiniowany przez Okręgową komisję Odznaczeń Związku Peowiaków 24.10.1936 , a Zarząd Okręgu Związku Peowiaków w Lublinie przychylił się do wniosku Okręgowej Komisji 26.10.1936 r. Podpisał St. Lelek -Prezes

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 25.01.1937.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 21.04.1937 w MP nr 93, poz.128[5].

Filipowicz Józef [6]

1874 – 1940

Do  Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości  w Warszawie                                      Wpłynęło 26.08.1938

Józef Filipowicz s. Aleksandra zam. We Frampolu pow. Biłgoraj

 Prośba

Niniejszym proszę łaskawie o przyznanie mi Krzyża lub Medalu Niepodległości za moją pracę niepodległościową w latach  1904-6.

Urodziłem się we Frampolu w m. grudniu 1874 roku, gdzie ukończyłem szkołę powszechną, a następnie nauczyłem się stolarstwa i już nadal pracuję w tym zawodzie. W 1904 roku wstąpiłem do tajnej organizacji Niepodległościowej założonej przez Moskalewskiego Stanisława, który w Polsce wolnej piastował urząd wojewody lubelskiego. Przyjezdni prelegenci wygłaszali odczyty o  bohaterskich czynach Narodu Polskiego, o wspaniałych dziejach naszego Narodu, zagrzewali nas do miłości Ojczyzny, do poświęcenia się dla Niej, uczyli jak należy  gnębić wroga, jak siły jego osłabiać. Jako szczery  patriota postanowiłem dotąd  nie żałować swego życia i mienia na usługi oswobodzenia Ojczyzny. Na zebraniach potajemnych, które odbywały się w lasach, na cmentarzu lub prywatnych domach stale byłem obecny , gdzie tylko zachodziła potrzeba  stawałem gotów na wszelkie rozkazy władz zwierzchnich. Kierownikiem oddziału  we Frampolu był Leon Maciurzyński, obecnie zam. W Zamościu przy ul. Piłsudzkiego 45. Prócz tego kolportowałem różne pisma i broszury polityczne, jak „Polak”, „Ziemia Chełmska”, „Ziemia Zamojska” i innych, brałem udział w pracy terrorystycznej, jak zamalowywaniu i niszczeniu rosyjskich napisów, godeł i posągów, w napadach na mieszkania rosyjskich urzędników i polskich służalców. W chwilach groźnych i niebezpiecznych nigdy się nie ulękłem i mężnie stawiałem czoła. Gdy otrzymaliśmy polecenie od zwierzchnich władz organizacyjnych, by zwołać zebranie gminne i przeprowadzić na nim uchwałę, by urzędowanie odbywało się w języku polskim, zaagitowaliśmy całą gminę, doprowadzili do przeprowadzenia takiegoż zebrania wraz z przeprowadzeniem takiej uchwały. Wiarygodność powyżej przytoczonych faktów stwierdzam własnoręcznym podpisem.

Frampol 29.12.1937  Józef Filipowicz

My członkowie organizacji Niepodległościowej w latach 1904-6 r. własnoręcznymi podpisami stwierdzamy wiarygodność wyżej zapodanych faktów: Łaźniak Władysław, Paulin Jasiński, Stanisław Miazga, Wacław  Miazga, Leonard Kras.

Własnoręczność podpisów w/w potwierdził Wójt Jan Dziuba . Frampol 29.12.1937.

 

Odrzucono: Brak podstaw 43181       26 czerwiec 1938.

 

Furmanek Jan PS. „Kania”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

1895 –

Urodzony 4 sierpnia 1895 roku w Kolonii Teodorówce[7] gm. Frampol, syn Jakuba i Tekli  z Nawrockich małżonków Furmanków.

Posiadał polskie odznaczenia o czym podaje w Kwestionariuszu: – Za ofiarną pracę,  X-cio  lecia Ochotniczej Straży Pożarnej i odznakę opiekuna Społecznego.

Przebieg pracy ideowo-niepodległościowej:

Wstąpił do P.O.W. w lipcu 1916 r. we Frampolu, brał czynny udział w ćwiczeniach, w początkach 1918 roku został mianowany komendantem we wsi Teodorówce. W listopadzie 1918 roku wstąpił do Wojska Polskiego, jako ochotnik.

Trochę więcej  szczegółów możemy wyczytać z „Zeznania dotyczącego służby w P.O.W.”. Zaprzysiężony członek organizacji od 1916 roku do listopada 1918, przysięgę składał na ręce Józefa Miazgi, który był jego bezpośrednim przełożonym. W P.O.W. pełnił funkcję szeregowca. W Wojsku Polskim jako ochotnik służył od listopada 198 roku do listopada 1920 roku w 50 pułku.

Rękopis zaświadczenia: -„ Niniejszym zaświadczam, że Ob. Jan Furmanek był członkiem czynnym polskiej organizacji wojskowej, do której należał od  roku 1916-go do roku 1918 tj. do czasu powstania państwa polskiego, skąd wstąpił w szeregi Wojska Polskiego. B. komendant miejscowy „Kmicic” Frampol 27.VI.1932. Stwierdzam podpis Józefa Miazgi. Wójt gminy –podpis nieczytelny.

Okręgowa Komisja Odznaczeniowa Peowiaków w Lublinie postawiła wniosek o nadanie Krzyża Niepodległości 24 października 1936 roku. Zarząd Okręgu Związku Peowiaków w Lublinie do wniosku Komisji się przychyla 26 października 1936 r.

Zarządzeniem Prezydenta Rzplitej[8]  z dnia 8 listopada 1937 roku otrzymał Medal Niepodległości  MP 259. Poz. 409 z 10 listopada 1937 r.

Gabryszewski Jan Ps. „Szczebrzeszyn”

Obraz 016

1900 -1967

Frampol Ogrodowa  2

Urodził się we Frampolu 13 kwietnia 1900 – zmarł 26 listopada 1967 Był synem Antoniego i Agnieszki z Zalewów. Rodzice, jak i większość mieszkańców Frampola byli rolnikami i jednocześnie trudnili się tkactwem. Nie długo był pod opieką rodziców ponieważ ojciec Jan umiera w roku 1910, kiedy Jan miał 10 lat, zaś  matka umiera w 5 lat po nim w roku 1915, w czasie kiedy trwała I wojna światowa, Jan miał wtedy 15 lat. Jan miał starszego o 12 lat brata Antoniego[9], który wyjechał i osiadł na stałe w USA, pozostał więc na tym świecie sam.

Dokładny życiorys i przebieg pracy ideowo-niepodległościowe:

Po ukończeniu szkoły ludowej we Frampolu pracowałem jako tkacz, w roku 1917 dnia 3 marca wstąpiłem do Organizacji POW we Frampolu, spełniałem wszelkie obowiązki organizacyjne, brałem czynny udział w rozbrajaniu . W dniu 11 listopada 1918 roku wstąpiłem do Powiatowej Komendy Żandarmerii w Janowie Lubelskim. W czerwcu roku 1919 otrzymałem przydział do Ekspozytury Żandarmerii Polowej w Łucku i w tejże pełniłem służbę do inwazji bolszewickiej, w czasie inwazji spełniałem obowiązki przy Dowództwie Oddziału Żandarmerii Okręgu Etapowego Wołyń, po inwazji zostałem przeniesiony do 21 szwadronu Żandarmerii w Dziwnie. W dniu 25.11. bezterminowo urlopowany z Kadry Szwadronu Zapasowego przy 7 Dywizji Żandarmerii w Poznaniu.      Rozk. M.S. Wojsk.                                                                     Podpisał: Gabryszewski Jan

Posiadane odznaczenia:

Medal Pamiątkowy za wojnę 1918-1921 r. Rozk. D.O.K II Nr 24/35

Gabryszewski Jan syn Antoniego za działalność POW oraz za udział, jako ochotnik w wojnie z bolszewikami odznaczony został „Medalem Niepodległości”.

Odznaczenie: Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komitetu 25.01.1937.  Zarządzenie  Prezydenta RP ogłoszono  dnia 08.11.1937  ogłoszone w MP nr 259, poz.409[10].

[1] Stanisław Chodaczyński  ur.  1899 był synem Teofila i Franciszki z Odrzywolskich
( zdjęcie z 1958 roku)

[2]http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r55522805,CHODACZYNSKI-STANISLAW.html

[3] Syn Teofila i Apolonii z Białasów. Zmarł 18.06.1982 r. pochowany na Frampolskim cmentarzu.

[4] Syn Jana i Apolonii z Filipowiczów małżonków Dudków.

[5] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r62421590306,DUDEK-PAULIN.html

[6] Filipowicz Józef ur. W roku 1874 we Frampolu syn Aleksandra i Franciszki z Dubielów.

[7] W momencie składania wniosku zamieszkały był w Kolonii Żuków gm. Krzczonów.

[8] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r947229028089,FURMANEK-JAN.html

[9] Ojciec Franciszka Gabryszewskiego –„Gabreski” asa lotniczego- pisałem o nim na moim blogu.

[10] http://niezwyciezeni1918-2018.pl/nie/form/r49165017312,GABRYSZEWSKI-JAN.html

 

Wyróżnione

O zapomnianych bohaterach walk o Niepodległość Polski w 100-lecie odzyskania Niepodległości.

Do przedstawienia tego wspomnienia skłoniły mnie poniższa odezwa i tekst o zapomnianym chyba młodym człowieku Józefie Dyrce z Łukowej, który oddał swe życie w walce o polskość i  wolność Lwowa w 1918 roku.

 

Do szeregów !

Potowa miasta jeszcze dotąd jęczy pod straszliwymi rządami okrutnej, rozpasanej żołdackiej czerni. Nasi naj­bliżsi po tamtej stronie Lwowa, cierpiąc głód i niesłychany terror, ciągle jeszcze z dnia na dzień nadaremnie czekają wybawienia od hajdamackiej niewoli. Uratowaliśmy już od niej dziesiątki tysięcy mieszkańców, zorganizowaliśmy się
i zebrali środki do walki, jakich nie mieliśmy w pierwszych dniach po dokonaniu brutalnego ukraińskiego gwałtu. Ale dzieło nasze jeszcze nie skończone. Za nami dopiero połowa spełnionego obowiązku; decydujący bój przed nami. Dzień walki rozstrzygającej już bliski; pomnijmy, że od jej wyniku zawisła cała przyszłość nasza
i rodzin naszych. Albo zbierzemy raz wreszcie te siły, jakie są niezbędne, by dopełnić całkowitego zwycięstwa, albo przelana dotąd krew pójdzie na marne.

Polska pamięta o nas, wysuniętej na kresy swojej przedniej placówce; ona nas nie zdradzi i nie opuści! Jednak za naszą własną wolność, nasze życie i naszą przyszłość spokojną my sami przede wszystkiem winniśmy pójść do boju. Gdy wszyscy staniemy
w szeregu, zwycięstwo musi być nasze.

Polacy! W takiej chwili nikomu z nas nie wolno usuwać się od spełnienia obywatelskiego obowiązku. Kto tylko zdolny jest karabin dzierżyć w ręku, natychmiast do szeregu! Wszyscy bez wyjątku!

Kto Polak – do broni!

Lwów, dnia 12. listopada 1918.                                      Naczelna Komenda Wojsk Polskich.                                                                                                                    we Lwowie.

Odezwa powyższa wystosowana została do narodu Polskiego w związku z działaniami wojennymi, jakie podjęły wobec Polski oddziały ukraińskie – „Strzelcy Siczowi” wraz
z bojówkami ukraińskimi. 1 listopada 1918 jeszcze w trakcie działań wojennych  I wojny światowej Ukraińcy przejęli we Lwowie znaczną część urzędów i ogłosili powstanie Zachodnio- Ukraińskiej Republiki Ludowej.

Ludność polska nie została bierna i podjęła działania zmierzające do odzyskania miasta
i wyparcia sił ukraińskich z jego terytorium.  Walki uliczne w mieście trwały kilkanaście dni i były wspierane przez oddziały odrodzonego Wojska Polskiego i nazywane zostały „Obroną Lwowa”. Ostatecznie Lwów oswobodzony został 22 listopada 1918 roku. Jednak siły ukraińskie z ZURL kontrolowały tereny wokół Lwowa. Wielu obrońców Lwowa i jego polskości oddało życie, szczególnie dużo wśród poległych było młodych ludzi. Obrońcy Lwowa pochowani zostali na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.

Orlęta II

Orlęta — kopia

Wśród tych mogił jest również podobno mogiła bohatera. o którym pisze  Tomasz Matczyński[1].

„Ziemia Lubelska”   9 stycznia 1920 roku

Z życia Województwa Lubelskiego. Wieści z Biłgorajskiego

„Wspomnienie o bohaterze”

Korespondencja własna „Ziemi Lubelskiej”

Wspomnienie o Józefie Dyrce opracował Tomasz Matczyński.

Piszą z Biłgorajskiej ziemi ze wsi Łukowa, kędy płynie Tanew, ta Tanew, nad brzegami której stał podwójny rząd potężnych armji, najpotężniejszych jakie świat kiedykolwiek widział i które  tam walczyły całemi tygodniami, to też te walki bezustanne i przemarsze miljonowych armji zniszczyły dorobek wieków; to ziemia Biłgorajska, sama zresztą z siebie jest uboga, do dnia dzisiejszego  jest nie obsiana jak należy, ale zroszona krwią, bratnią pokryta mogiłami i krzyżami, żelazem i kulami. Liczne wioski i dwory zamienione w zgliszcza.

Do spalonych wiosek z tęsknotą powracają wygnańcy i zastają ziemie nieobsiane, bez budynków i dachu nad głową, sami zaś wyglądają nędznie, istne szkielety; przychodzą z nadzieją odżywienia się, a niestety zastają głód i chłód; choroby już swoje zrobiły i robią dalej, a żadna opieka lekarska, od chorób zakaźnych nie uchroni ich.                                      Powiat Biłgorajski nigdy siebie nie mógł wyżywić, a cóż dopiero kiedy urodzaj nie dopisał, a kartofle, ten najważniejszy produkt słaby wydały plon, w części pozostały zmarznięte w ziemi. Wysiłki Starostwa i władz aprowizacyjnych, pomimo całej ich troskliwości, energji,  próśb i odezw nic nie zdziałają, bo z próżnego nikt nie naleje; słowem ratunku i to ratunku natychmiastowego na to potrzeba: chleba dla głodnych i jeszcze raz chleba!

Smutnie się u nas przedstawia oświata.

Lud, na ogół biorąc jest ciemny.

Natomiast jest faktem pocieszającym, iż obecnie młodzież garnie się do nauki, szkoły są przepełnione, nauczycielstwo pracuje nad siły, w najfatalniejszych warunkach w szczuplutkich pomieszczeniach, Kółko Rolnicze, pod światłem kierunkiem Instruktora p. Piaseckiego rozwija się, i robi postępy; kółkowicze już doceniają wartość i znaczenie kółek. Sklep spółkowy prosperuje świetnie, duszą taj kooperatywy jest miejscowy nauczyciel p. Chojno i gospodarz Polucha.

Jak zaznaczyłem lud nasz jest ciemny, ale i w tym ciemnym ludzie, znajdują się jednak rodziny światłe, żyjące pod dewizą: – „Bóg i Ojczyzna”. Do takich to rodzin bez zaprzeczenia należy powszechnie u nas szanowana rodzina włościańska Dyrków, znana z dziada pradziada jako rodzina czysta, nieskazitelnie uczciwa, uczynna, przykładnie zgodna i pracowita. To też i Bóg tej rodzinie błogosławił w dostatkach.

Obszerniej chcę pomówić o śp. Józefie syna Błażeja Dyrki, włościanina 10 morgowej osady ze wsi Łukowa.

Śp. Józef ukończył wzorowo przed kilku laty wiejską szkółkę, pod kierunkiem miejscowego nauczyciela p. K. Chojki. Ojciec widząc, że mały chłopczyna garnie się chętnie do nauki i sam prosi  o dalsze kształcenie go, postanawia, choć to po nad możność, uczyć małego Józika i oddać do szkół galicyjskich, nie zaś do rosyjskich, bo pragnie syna wychować w duchu polskim.

Mały Józik uradowany postanowieniem ojca, dostaje program i książki szkół galicyjskich i po pół roku mozolnej pracy zdaje do II klasy gimnazjum Jarosławskiego; nauki idą mu świetnie, profesorowie stawiają go za przykład, koledzy kochają serdecznie, miasto Jarosław zna małego Józika, jako niezmiernie uprzejmego i  sympatycznego młodzieńca, a wiele rokującego na przyszłość.

Śp. Józef na każde święta i wakacje zawsze przyjeżdża do rodzinnej swej wioski Łukowy i w tym czasie pracuje między wiejską młodzieżą rozwijając w niej ducha narodowego, urządza w domu ojca, lub na wycieczkach zebrania i pogadanki, a wszystko pod wzniosłymi hasłami, słowem stara się szlachetnie urobić dusze wieśniacze i praca nie idzie na marne, tak dochodzi do klasy VII-, gdy właśnie w miesiącu listopadzie 1918 r. hajdamacy napadają na Lwów.                                                                                              Wówczas 18 letni młodzieniec  śp. Józef zjawia się w rodzinnej swej wsi i nawołuje ochotników do obrony Lwowa. W pewien dzień listopada 1918 r. przed miejscowym kościołem  po sumie, po pierwszym gorącym przemówieniu, a przemówienie to trwało sporo czasu zapytuje:

 -„kto idzie ze mną„.

Cisza grobowa dokoła śp. Józef zbladł, oczy łez miał pełne. Lecz z zachowania się śp. Józefa widzę, że zachęcać jeszcze będzie. Po chwili słyszę:

„Przyjaciele, koledzy lat dziecinnych”, czyż Was nie uczyłem co Polak powinien kochać, co bronić, kogo nienawidzieć. Kto w Boga wierzy za mną” i oto z tysięcznej gromady występują ci, do których teraz się zwracał,: pierwszy A Kopciuch, bracia Czaparowscy i in. ogółem do 20.

Nie zawiodłem się na Was, prawi śp. Józef, dziękuję Wam; jutro o świcie wyjeżdżamy i, do piszącego zaś w te słowa odzywa się,  ze zwykłą sobie uprzejmością: „Proszę o konie dla nas”. Raniutko dnia następnego wyjechali.

Nie mam odpowiednio silnych słów, abym dostatnio określił tę duszę szlachetną, co tak ziemię swoją umiłowała. Przyjechawszy ze swymi kolegami uczniami ochotnikami do Jarosławia, śp. Józef oddaje ich w ręce doświadczone, dla odbycia krótkich ćwiczeń.

Sam zaś chwyta za oręż, bo Polska w niebezpieczeństwie i w pierwszych rzędach walczy nieustraszony; kula przeszywa serce, to wielkie serce, co tak miłowało Ojczyznę.

Śp. Józef Dyrka przeszedł przez to krótkie życie jako światło jasne, oddał Ojczyźnie swoje młodociane życie, gorące serce, swego ducha, swój trud, a umarł z bronią w ręku, broniąc tego, co najwięcej miłował.

Postać Jego opromieni u nas legendą.

Poległ śmiercią bohaterską dnia 21 listopada 1918 r. w obronie granic Polski, w bitwie pod Snopkowem, broniąc miasta Lwowa. Tak zginął syn chłopa z ziemi Biłgorajskiej.

Cześć prochom śp.  Józefa, cześć Jego pamięci!.

O jakiż to straszny cios, dla strapionego Ojca, jakiż jednak zaszczyt wychować tak pięknie swoje dziecko, jakaż chluba mieć takiego syna —„Bogu i Ojczyźnie oddałem swoje dziecko” są to słowa, wypowiedziane przez Ojca w dniu nabożeństwa żałobnego.

Miasto Jarosław uczciło tę bohaterską śmierć przez odprawienie patriotycznych nabożeństw, a następnie ufundowało wieczyste stypendjum im. Józefa Dyrki, z którego już korzysta najmłodszy brat śp. Józefa.

Kiedy doszła do nas ta smutna wiadomość, zamówiliśmy wspaniałe żałobne nabożeństwo, odprawione bezinteresownie przez miejscowe duchowieństwo.

Świątynia była przybrana zielenią, trumna na katafalku kwieciem spowita, udekorowana białemi orłami i sztandarami, delegowani żołnierze pełnili honorową służbę, W czasie mszy żałobnej były dane trzykrotne salwy; dziatwa odśpiewała rotę Konopnickiej, świątynia była wypełniona po brzegi.

W rocznicę śmierci, to jest dnia 21 listopada 1919 na życzenie ojca, zostało odprawione skromne nabożeństwo.

W dniu tym mieszkańcy wsi Łukowy postanowili złożyć hołd temu jednemu z najlepszych synów Ojczyzny, przez wmurowanie pamiątkowej tablicy miejscowym kościele. Składki na ten ceł przyjmuje miejscowy komitet i Związek Kółek Rolniczych w Biłgoraju.

A cóż się dzieje z uczniami ochotnikami! śp. Józefa? Po dzień dzisiejszy walczą z nieprzyjacielem; walczą mężnie na chwalę Ojczyzny;  kilku z nich zostało podoficerami.

Tomasz Matczyński[2].

Odwiedziłem  kościół w Łukowej z nadzieją, że sfotografuję umieszczoną w nim tablicę poświęconą   młodemu bohaterowi  Józefowi Dyrce, który oddał życie za Ojczyznę. Ale okazało się, że Tomasz Matczyński i mieszkańcy Łukowej bardzo szybko zapomnieli  o bohaterskim synu tej ziemi. Może w stulecie odzyskania Niepodległości  władze Gminy Łukowa upamiętnią tego  bohaterskiego człowieka, o którym tak szybko zapomniano?.  Andrzej Burlewicz

[1] Taką informację przekazał mi ks. Proboszcz z Łukowej. Kiedy byłem na tym cmentarzu w 2010 roku nie była mi znana historia młodego bohatera Józefa Dyrki z Łukowej, może udałoby mi się odnaleźć jego grób.

[2] Matczyński Tomasz ziemianin dzierżawca majątku  Łukowa. Majątek ziemski w 1930 r. liczył 483 ha, należał do Tomasza Matczyńskiego. zaś jego bracia Marek –Chmielek, a Marian – Szarajówka. http://ziemianie.pamiec.pl/pl/majatki/lu.html.